1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Nicole Kidman – filmy, w których zagrała aktorka. Najlepsze i najnowsze produkcje

Nicole Kidman – filmy, w których zagrała aktorka. Najlepsze i najnowsze produkcje

Nicole Kidman, kadr z filmu
Nicole Kidman, kadr z filmu "Gorący temat" (fot. materiały prasowe Monolith Films)
Z pewnością można ją zaliczyć do grona najbardziej znanych Australijczyków. Słynna aktorka urodziła się co prawda w Honolulu na Hawajach, jednak szybko wróciła z rodziną do Sydney, gdzie odebrała aktorskie wykształcenie i zaczęła też swoją karierę. Hollywood dość wcześnie stanęło przed nią otworem. Po filmach „Martwa cisza”, „Szybki jak błyskawica”, czy „Billy Bathgate” zagościła na dobre w hollywoodzkich produkcjach. Filmy z Nicole Kidman często odnoszą kasowy sukces. Serial, thriller, musical, film grozy – żaden gatunek nie jest jej obcy. Bogata filmografia Nicole Kidman i liczne nagrody oraz nominacje pokazują jej wszechstronne umiejętności aktorskie.

Najnowszy film z Nicole Kidman (a także z Willemem Dafoe i Björk) „The Northman” będzie miał premierę dopiero w kwietniu 2022 r. Akcja filmu rozgrywa się w X w. na Islandii.

Aktorkę możemy też coraz częściej oglądać z serialach. Jednym z nich jest „Od nowa” („The Undoing”), gdzie występuje u boku Hugh Granta i gra znaną terapeutkę, której życie zupełnie się rozsypuje. Serial z Nicole Kidman (warto zaznaczyć, że aktorka śpiewa w czołówce) zebrał wiele sprzecznych recenzji, był jednak jednym z najczęściej oglądanych na HBO GO.

Z kolei najnowszy serial z Nicole Kidman „Nine Perfect Strangers” będzie miał premierę pod koniec sierpnia. Aktorka gra w nim niekonwencjonalną uzdrowicielkę, która w odosobnionym centrum odnowy biologicznej przyjmuje na „leczenie” dziewięć zagubionych w życiu osób.

Poniżej 10 tytułów wytypowanych przez redakcję – najlepsze i najnowsze filmy z Nicole Kidman:

Wielkie Kłamstewka - serial z Nicole Kidman

Ta produkcja HBO odniosła wielki sukces. Serial, na podstawie powieści Liane Moriarty, opowiada o społeczności zamieszkującej kalifornijskie miasteczko Monterey. Główne bohaterki to bardzo zamożne, ale nieszczęśliwe i sfrustrowane kobiety. Wygraną pozycję w kapitalizmie już dawno osiągnęły, ale to nie pozwala im odetchnąć i cieszyć się życiem. One ciągle coś „muszą”. Ich codzienność nie do końca wygląda różowo. Celest np. (grana przez Nicole Kidman) doświadcza ze strony męża przemocy. Prawie każdy taki epizod kończy się ostrym seksem, ale Celeste twierdzi, że ją to pociąga… Doskonale zarysowane postaci od strony psychologicznej, ciekawe rozwiązania opowiadanych historii i estetyka podbiły serca widzów. Serial z Nicole Kidman zebrał same dobre recenzje. Doczekał się, choć to nie było w planach, drugiego sezonu. Oba dostępne są na HBO.

Filmy z Nicole Kidman

Gorący temat (2019 r.)

Seksistowskie podejście do kobiet, świat wielkich mediów i polityczne układy. Czy można w „takim” świecie oskarżyć szefa wielkiej stacji telewizyjnej o molestowanie? Okazuje się, że przy dostatecznym poziomie irytacji – jak najbardziej. Gretchen Carlson (grana przez Nicole Kidman) robi to po wielu latach pracy, gdy Fox News nie przedłuża jej kontraktu. I choć na początku nic na to nie wskazuje, z czasem dołączają do niej inne kobiety. Film powstał na faktach i dotyczył głośnej sprawy sprzed kilku lat, gdy Roger Ailes, szef stacji The Fox News został oskarżony o molestowanie seksualne dziennikarek. To zdarzenie wpłynęło na los milionów kobiet na świecie zapoczątkowując ruch #MeToo. Kobiety pracujące dla Fox News przez lata godziły się na przedmiotowe traktowanie, aż w końcu powiedziały „dość”. Choćby z tego względu film (z Nicole Kidman, Charlize Theron i Margot Robbie) warty jest obejrzenia.

Na pokuszenie (2017 r.)

Kostiumowa sceneria, w której Nicole Kidman świetnie się odnajduje. Szczególnie jeśli patronują jej tacy aktorzy jak Kirsten Dunst czy Collin Farrell (jedyny mężczyzna w filmie). Ranny żołnierz McBurney, który trafił do żeńskiej szkoły z internatem w czasie wojny secesyjnej mógł liczyć na czułą opiekę i wsparcie. Jednak zamiast docenić gest swoich wybawicielek, zaczął „pogrywać” na ich pragnieniach i uczuciach. Gdy mężczyzna pokazuje w końcu swoje prawdziwe oblicze, dyrektorka szkoły Marthy Fansworth (Nicole Kidman) zmuszona jest wziąć sprawy w swoje ręce… Sofia Coppola zrobiła film z iście kobiecej perspektywy i męski „urok” ma tutaj swoje granice. „Na pokuszenie” (The Beguiled) to jednocześnie adaptacja powieści "Malowany diabeł" Thomasa P. Cullinana, a także remake produkcji Dona Siegela z Clintem Eastwoodem w roli głównej z 1971 roku.

Droga do zapomnienia (2013 r.)

Film (oryginalny tytuł „The Railway”) powstał na podstawie prawdziwych, dramatycznych wydarzeń. Film jest ekranizacją wspomnień brytyjskiego oficera z czasów II wojny światowej. Głównym bohaterem jest Eric Lomax (Colin Firth), który ma za sobą wojenną traumę. Nie może sobie z nią jednak poradzić i wciąż ma napady stresu pourazowego. Prześladują go czasy wojny, gdy był młodym więźniem w obozie japońskim. Przemoc i tortury jakich doświadczył (szczególnie ze strony jednego oficera) nie pozwalają mu, nawet po latach, wieść normalnego życia. Zrujnowany psychicznie Eric dostaje jednak dar od losu – wspaniałą, kochającą żonę, która wspiera go w najtrudniejszych chwilach. Bez jej pomocy wyjście na prostą byłoby prawie niemożliwe. Miłość, którą Patti (Nicole Kidman) wnosi w życie męża pomaga mu wyzbyć się nienawiści i wybaczyć. Najpierw jednak Eric musi, po kilkudziesięciu latach, odnaleźć swojego oprawcę i stanąć z nim twarzą w twarz.

Między światami (2010 r.)

Kino niezależne. Chociaż nie jest to produkcja hollywoodzka Nicole Kidman dostała za główną rolę nominację do Oscara. Film opowiada historię małżeństwa, które traci jedyne dziecko w wypadku. Czteroletni chłopiec potrącony przez samochód ginie na miejscu. Rodzice muszą zmierzyć się z bólem i traumą po stracie dziecka. Każde z nich próbuje to zrobić na swój sposób. Becca Corbett, matka chłopca, nawiązuje przyjacielską relację z młodocianym sprawcą wypadku, licząc, że w jakimś stopniu zniweluje to jej rozpacz i tęsknotę. Jednak trudne pytania i uczucie pustki pozostają, mimo chwilowej ulgi. Poza tym Corbettowie, będący wcześniej bardzo dobrym małżeństwie, po tragedii coraz bardziej oddalają się od siebie… Kanwą dla tej historii była sztuka teatralna Davida Lindsay-Abbaire „Rabbit hole”, która zdobyła Nagrodę Pulitzera.

Dogville (2003 r.)

Psychologiczny thriller z Nicole Kidman jest filmowym eksperymentem Larsa von Triera. Imponujący i oryginalny. Reżyser serwuje widzom istne „pranie mózgu”. Główna bohaterka Grace, grana przez Nicole Kidman (Lars specjalnie dla niej napisał tę rolę), trafia do miasteczka Dogville uciekając przed gangsterami. Mieszkańcy zgadzają się ją ukryć w zamian za pracę. Okazuje się jednak, że moralność można rozumieć na różne sposoby… Atmosfera stopniowo się zagęszcza, a relacje i sytuacja, doznającej przemocy Grace, stają się coraz bardziej toksyczne i wypaczone. Rozgrywający się w małej „teatralnej” przestrzeni film, niezwykle oszczędny w środkach, budzi wiele silnych emocji. Powoli zmierza do kulminacyjnego „oczyszczenia”, pozostawiając widza z wieloma sprzecznymi odczuciami i wątpliwościami. Trzeba przyznać, że Lars von Trier i grający w filmie aktorzy wykazali się prawdziwym mistrzostwem. Film był głośnym wydarzeniem w Cannes.

Godziny (2002 r.)

Virginia Woolf to oscarowa rola Nicole Kidman. Filmografia aktorki wiele by straciła bez tej charakterystycznej postaci. Powieść Michaela Cunningham’a o tym samym tytule („Godziny”), na podstawie której powstał film, okrzyknięta została wydarzeniem literackim 1998 r. i otrzymała m.in. Nagrodę Pulitzera w kategorii Fiction. Ze względu na charakteryzację trudno jest w tym filmie rozpoznać Nicole Kidman. Doskonale jednak radzi sobie ona z rolą depresyjnej angielskiej pisarki i feministki, autorki „Pani Dalloway”. Książka popadającej w obłęd Virginii Woolf jest zresztą „spoiwem” całego filmu (a także powieści Cunningham’a) i łączy losy trzech różnych kobiet, które usiłują uporać się z trudnymi dla nich emocjami.

Moulin Rouge! (2001 r.)

Słynny musical z Nicole Kidman. Warto zaznaczyć, że prace nad nim trwały aż osiem lat. Film przyniósł aktorce nominację do Oscara. Widzom przypomniał z kolei, że Nicole Kidman jest nie tylko aktorką, ale też piosenkarką. Właśnie od tego filmu rozpoczęła na dobre swoją piosenkarską karierę, pracując wraz z Ewanem McGregorem nad utworem Come What May z soundtracku Moulin Rouge!. Piosenka dotarła do 27. miejsca na brytyjskiej liście przebojów. Dramat muzyczny jest opowieścią o silnej, nieszczęśliwej miłości pomiędzy Christianem, brytyjskim pisarzem (którego gra Ewan MsGregor), a Satine, artystką kabaretową, gwiazdą Moulin Rouge i kurtyzaną (Nicole Kidman). Cała historia rozgrywa się w czasach bohemy i rewolucji społecznej. Film otrzymał Oscara za najlepszą scenografię i dekorację wnętrz oraz za najlepsze kostiumy.

Inni (2001 r.)

Film w ciężkiej i przygnębiającej aurze. Nie jest to jednak typowy horror, który ogląda się ze „ściśniętym żołądkiem”. Cała historia przedstawiona jest z perspektywy głównych bohaterów (matki, granej przez Nicole Kidman, i dwójki jej dzieci), którzy mieszkają w ponurej posiadłości w czasach II wojny światowej i wydają się dość specyficznymi lokatorami. Co ciekawe, nie mieszkają w tej posiadłości zupełnie sami, są też „inni”… Rzeczywistość, w której żyją matka i dzieci, a także ich sposób patrzenia na świat są jak z mrocznego snu. Czy naprawdę jest to tylko koszmarny sen? – warto się przekonać. Atmosfera tajemniczości nie opuszcza widza przez cały czas trwania tego „kostiumowego horroru”, a zakończenie, gdy wreszcie poznajemy całą „prawdę” – jest z pewnością nieprzewidywalne. Nie bez przyczyny ten osobliwy film grozy z Nicole Kidman zdobył aż osiem nagród Goi.

Oczy szeroko zamknięte (1999 r.)

Ostatni film nakręcony przez Stanleya Kubricka, na podstawie powieści Arthura Schnitzlera. Ten erotyczny thriller z Nicole Kidman i Tomem Cruisem wpłynął na prywatne życie słynnej pary. Oboje grają małżeństwo w kryzysie, spragnione nowych fascynacji. Film jest pewnego rodzaju analizą psychologiczną. Szuka odpowiedzi na pytanie: czego tak naprawdę ludzie chcą w związku? Czy wszyscy, nawet jeśli układa im się dobrze, mają w podświadomości pragnienie, żeby nadal poszukiwać zmysłowych przygód? Dużo mówiło się o tym, że grane przez znaną parę postaci były bardzo zbliżone do ich realnego życia i, w związku z tym, thriller przyspieszył rozpad małżeństwa Toma Cruise’a i Nicole Kidman. Aktorzy rozstali się po kilkunastu latach związku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Sweat" – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu
Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu "Sweat" w reżyserii Magnusa von Horna, w kinach od 18 czerwca). (Fot. materiały prasowe)
Zamknięci w wirtualnej rzeczywistości mamy złudzenie, że kontrolujemy swoje życie. Co się stanie, kiedy pozbędziemy się tej iluzji? O filmie „Sweat” Magnusa von Horna rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Z najnowszych badań IQS wynika, że prawie połowa dziewcząt w wieku 10-15 lat chce zostać w przyszłości instagramerkami, tiktokerkami, youtuberkami. Z kolei większość ich matek odnosi się do tego negatywnie. Z drugiej strony jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, ma talent albo jakiś inny zasób, to dlaczego nie?
Grażyna Torbicka: Oczywiście, to jest również sposób na życie, jednak bycie influencerką samo w sobie nie jest stymulujące. Moim zdaniem talent, żeby mógł się rozwinąć, musi mieć jeszcze pewne zaplecze, również to edukacyjne. Nie mam nic przeciwko influencerkom, pod warunkiem że w tym, co mają do powiedzenia, jest jakaś merytoryka czy doświadczenie, którym się ze mną dzielą.

Bohaterka filmu „Sweat”, Sylwia Zając (w tej roli Magdalena Koleśnik) dzieli się swoim doświadczeniem, czyli treningiem fizycznym, i jest w tym dobra. Wydaje mi się też, że daje innym to, czego sama nie dostała od matki, czyli pełną akceptację: „uwierz w siebie, dasz radę, możesz się zmienić”. I to jest jej zasób.
To bardzo dobrze nakręcony portret, przez cały czas jesteśmy bardzo blisko bohaterki. I właściwie tak jak ona, żyjemy w jej telefonie komórkowym i widzimy kolorowy świat pełen uśmiechów. Sylwia wie, że ma wpływ na tych, którzy ją oglądają. Dlatego jeśli myje zęby, to robi to tylko drewnianą ekologiczną szczoteczką. A jeśli zamawia kolejną porcję jedzenia diety pudełkowej, to nigdy w plastikowych opakowaniach. Jest świadoma swojej roli.

To jest bardzo waleczna dziewczyna. Widać, że stanęła na własnych nogach, tak jak mówisz, wykorzystując media społecznościowe do tego, żeby zaistnieć. Nie pamiętam, czy Sylwia ma jakieś wykształcenie, ale uważam, że to, co robi, czym się zajmuje, jest po prostu złudne. Bo nie daje jej żadnego fundamentu. Czy ona inwestuje w siebie, w sensie rozwoju? Mam co do tego wątpliwości.

Mówisz dokładnie tak jak matki dziewcząt z badania, o którym wspominałam. Te kobiety wolałyby, żeby ich córki poszły na studia, z kolei córki – instagramerki – nie widzą takiej potrzeby. Edukacja uniwersytecka nie daje dziś gwarancji na zdobycie wymarzonej i dobrze płatnej pracy.
Ale po studiach też możesz zostać influencerką, tyle że masz już jakiś fundament. Chodzi mi o kontakt z tak zwanym realem. Uważam, że ten film pokazuje nam dziewczynę, która poświęcając się istnieniu w mediach społecznościowych, traci kontakt ze światem rzeczywistym. Dla mnie ta historia zaczyna się dopiero w połowie filmu, kiedy następuje atak stalkera, obserwującego Sylwię pod domem. Wtedy gdy dziewczyna nawiązuje z nim emocjonalny kontakt. Dostrzega, że jej bratnią duszą – bo równie samotną jak ona – jest jej prześladowca. Ten film dotyka mnie najbardziej właśnie w tym momencie, bo widzę tu kunszt Magnusa von Horna, czyli reżysera, który nas zaskakuje.

Według mnie to najlepsza scena tego filmu.
Bo ona cię trzyma. Może ci się podobać lub nie, ale łapie cię emocjonalnie i długo nie wypuszcza. Sylwia widzi, że skrzywdziła człowieka, który jest bezbronny. Dla mnie ważna była również scena, gdy główna bohaterka sprowadza do domu chłopaka, którego chce wykorzystać do tego, żeby postraszył jej prześladowcę. Jednak chłopak myśli, że skoro go zaprasza, to może dojdzie między nimi do czegoś jeszcze...

Pomyślałam wtedy, że jest odpowiedzialna za to, co się stało, i poczułam wstyd, że tak myślę. Ale właśnie tak pokazał to Magnus von Horn…
On pokazał nam to w ten sposób, żeby podkreślić brak logiki w zachowaniu Sylwii. Ta dziewczyna żyje w wirtualnym świecie, który wykreowała, i sądzi, że wszystko będzie się w nim działo tak, jak ona sobie zaplanuje. Tymczasem rzeczywisty świat ma dotyk i ten dotyk jest czasem czuły, a czasem mocniejszy, gwałtowny, a nawet brutalny i bolesny. Sylwia dopiero zaczyna się o tym przekonywać. Uwidacznia to także scena w telewizji śniadaniowej, kiedy dziewczyna ewidentnie przestaje kontrolować sytuację. Widzi rozdźwięk między swoim wyobrażeniem a tym, jak jest naprawdę.

Bardzo nie podobało mi się to, jak prowadzący potraktowali Sylwię, było mi jej żal. Uważam, że obroniła się w tym momencie swoją autentycznością. Jakby właśnie wtedy zdała sobie sprawę ze swojej słabości i z tego, że to OK być słabą.
Pytanie, w jakim stopniu Sylwia się zmieni. Czy inaczej spojrzy na swoje życie? A może pomyśli, że to był kolejny genialny krok marketingowy, dzięki któremu dostanie więcej lajków...

A ja w nią wierzę!
I ja mam nadzieję, że Sylwia jednak coś zrozumiała, bo dotknęła nieszczęścia drugiego człowieka.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Moim zdaniem „Sweat” jest świetny dla nastolatków i młodych dorosłych. Po to, żeby pokazać im, że mają prawo do słabości, a nie tylko do bycia „najlepszą wersją siebie”. I że warto kontaktować się z tym, co trudne i niewygodne w życiu, ale za to prawdziwe. Co piąty nastolatek ma dzisiaj objawy depresyjne, a media społecznościowe potęgują to zjawisko…
„Sweat” może być istotny dla młodych osób, bo pokazuje pułapkę, w którą wpadają, żyjąc wyłącznie w świecie wirtualnym. Jednak robi to nie z perspektywy rodzica czy innego dorosłego, ale kogoś takiego jak oni. Zresztą sama widzę, jak reagują widzowie w wieku naszej bohaterki, jak im się „Sweat” podoba i jak mocno go przeżywają...

A co czułaś, gdy Sylwia wrzuciła do sieci filmik, na którym płacze? Co myślisz o mówieniu nie tylko pozytywnych rzeczy o sobie w przestrzeni Internetu? Dzisiaj jest taki trend, żeby mówić o swoich słabościach, ludzie przeżywają na Instagramie żałobę, mówią o swoich kompleksach. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, nie chcę tego czytać, mam w sobie opór.
Myślę, że jeśli pokazujesz na Facebooku czy Instagramie jedynie swoje radości, sukcesy i zdobycze, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów. Aż dochodzisz do relacji z własnego pogrzebu. Sztuka filmowa też przechodziła ten etap i nie chcę teraz porównywać mediów społecznościowych do sztuki, ale powiem tyle, że powraca dobrze znane hasło: „wszystko na sprzedaż”. Nasza bohaterka już wie, że nie musi być idealna. Teraz czas przekonać się, czy ludzie ją taką zaakceptują. Ciekawa jestem, czy widzowie ją pokochają.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

  1. Kultura

„Łasuch” – recenzja serialu

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Łasuch". Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)
Bajka, której akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie? Czemu nie, dorośli mają swojego „Mad Maxa”, teraz czas na młodszych widzów.

Świat opanowała pandemia, tym razem jednak nie wystarcza noszenie maseczek, a na horyzoncie nie widać skutecznych szczepionek. Choroba jest śmiertelna i zaraźliwa, więc wybucha chaos. Jedyne obowiązujące teraz prawo, to prawo silniejszego. Niemal w tym samym czasie przydarza się zagadkowy fenomen. Dzieci przychodzące na świat z nieznanych powodów okazują się hybrydami, częściowo ludźmi, a częściowo zwierzętami. Taki jest właśnie bohater tej historii Gus, pół chłopiec, pół jeleń. Wygląda, jak zwykły 10-latek, ale ma jelenie rogi i uszy oraz wyjątkowy węch. Przez pierwsze lata żył z ojcem w głębokiej głuszy, z dala od ludzi i cywilizacji. Teraz jest zmuszony wyruszyć w świat, żeby odnaleźć swoją mamę. A zadanie to niełatwe, bo hybrydy nie cieszą się wśród ludzi popularnością.

Kadr z serialu 'Łasuch'. Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Łasuch". Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)

„Łasuch” to kolejna po „The End of the Fucking World” frapująca adaptacja komiksu. Choć jego wydawca sugeruje, że lepiej, żeby czytali go dorośli, serial sprawdzi się jako kino familijne, choć w wypadku dzieci w wieku 12 lat i starszych. Odcinki trzymają w napięciu, są świetnie zrealizowane i poruszają aktualnym, ekologicznym przesłaniem.

8-odcinkowy serial „Łasuch” można oglądać na platformie Netflix od 4 czerwca.

  1. Kultura

Seriale – nowości, które warto zobaczyć

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Pure". (Fot. materiały prasowe)
Wśród serialowych nowości, są takie, które naprawdę warto zobaczyć. Oto produkcje, które obejrzycie z przyjemnością.

„Witamy na odludziu”, 8 odcinków, HBO GO

Nie spodziewajcie się kolejnego skandynawskiego kryminału. To bardziej czarna komedia w duchu braci Coen z elementami westernu. Akcja „Witamy na odludziu” rozgrywa się na północnych krańcach Norwegii, na dawnym terytorium Samów. Odwiedzamy niewielką, odizolowaną od świata społeczność, która składa się z samych oryginałów. Są tu: skorumpowany szef policji z chorobą Leśniowskiego-Crohna, opętana przez złego ducha sprzedawczyni, fińscy przemytnicy alkoholu, sutener w żałobie, przeklinająca Boga pastorka, no i patrząca na tę zwariowaną zbieraninę nauczycielka, która pojawiła się w Utmark, żeby zacząć nowe życie. Głównym wątkiem jest jednak zacięta rywalizacja między popijającym i niezbyt wygadanym hodowcą owiec Finnem a bezwzględnym Bilzim, dla którego Norwegowie to intruzi na ziemiach jego przodków. Zaczyna się banalnie, od konfliktu o owce, na które poluje ukochany pies Lapończyka. Sprawy się komplikują, gdy żona Finna opuszcza go i wraz z ich 12-letnią córką, najdojrzalszą z całego towarzystwa, wprowadza się do domu Bilziego.

„Nierealne”, 6 odcinków, HBO i HBO GO

W Londynie roku 1896 na skutek tajemniczego zjawiska część mieszkańców zostaje obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami. Chodzi głównie o kobiety, które bynajmniej nie zjednują sobie sympatii ogółu, są traktowane jako zagrożenie, a nawet prześladowane. Głównym bohaterkom serialu – skorej do bitki wieszczce i pomysłowej wynalazczyni – dzięki wsparciu filantropki z wyższych sfer udaje się stworzyć dla „dotkniętych” azyl. Serial jest jak ćwiczenie z wyobraźni, co by było, gdybyśmy przenieśli fabułę „X-Men” do wiktoriańskiej Anglii i wzbogacili ją feministycznym podtekstem. Produkcyjny rozmach robi wrażenie, ale mnożenie w nieskończoność wątków i pomysłów trochę nuży.

„Pure”, 6 odcinków, BBC First

Nerwica natręctw może się przejawiać kompulsywnym myciem rąk albo ciągłym sprawdzaniem, czy zakręciliśmy wodę. W przypadku 24-letniej Marnie manifestuje się obsesyjnymi myślami na temat seksu. Kiedy na 25-leciu ślubu rodziców wyobraźnia podsuwa jej pornoscenki z rodziną w rolach głównych, Marnie pęka. Ucieka do Londynu. Chce się w końcu dowiedzieć, co z nią nie tak. Może podświadomość daje jej do zrozumienia, że jest lesbijką albo seksoholiczką? Twórcy umiejętnie łączą komediową konwencję o dojrzewaniu grupy 20-latków z tematem wpływu nerwicy na życie, w tym relacje z bliskimi i przyjaciółmi.


  1. Kultura

Netflix ogłosił datę premiery 5. sezonu serialu "Dom z papieru"

Znamy datę premiery 5. sezonu serialu
Znamy datę premiery 5. sezonu serialu "Dom z papieru". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Netflix ujawnił datę premiery ostatniego sezonu serialu "Dom z papieru". Najsłynniejszy napad w historii platformy dobiegnie końca pod koniec tego roku.

”Zbliża się koniec napadu” - to zdanie zapowiada nowy sezon jednego z najpopularniejszych seriali Netflixa „Dom z papieru”. O tym, że trwają pracę nad piątym sezonem hiszpańskiej produkcji, mówiono już od kilku miesięcy. Dziś poznaliśmy oficjalną datę premiery - 5. sezon serialu „Dom z papieru” ukaże się 3 września, zostanie jednak podzielony na dwie, pięcioodcinkowe części. Na drugą z nich będziemy musieli poczekać do 3 grudnia.

„Kiedy zaczęliśmy pisać 5. część w środku pandemii, czuliśmy, że musimy zmienić to, czego oczekiwano od 10-odcinkowego sezonu i wykorzystaliśmy wszelkie dostępne narzędzia, aby dać poczucie finału sezonu lub finału serialu już w pierwszej części. Zdecydowaliśmy się na agresywny styl, stawiając nasz gang złodziei na krawędzi. W drugiej części skupiamy się bardziej na emocjonalnej sytuacji bohaterów. To podróż po ich sentymentalnej mapie, która łączy nas bezpośrednio z ich odejściem”- powiedział Álex Pina, twórca serialu.

W 5. sezonie „Domu z papieru” gang jest zamknięty w Banku Hiszpanii od ponad 100 godzin. Udało im się uratować Lizbonę, ale ich najmroczniejszy moment nadchodzi po utracie jednego ze swoich. Profesor został schwytany przez Sierrę i po raz pierwszy nie ma planu ucieczki. Kiedy wydaje się, że już nic więcej nie może pójść źle, na scenie pojawia się wróg, który jest znacznie potężniejszy niż ktokolwiek, z kim się spotkali: wojsko. Zbliża się koniec największego napadu w historii, a to, co zaczęło się jako rabunek, zamieni się w wojnę.

Pedro Alonso jako Berlin w 5. sezonie serialu 'Dom z papieru'. (Fot. materiały prasowe Netflix)Pedro Alonso jako Berlin w 5. sezonie serialu "Dom z papieru". (Fot. materiały prasowe Netflix)

Wśród aktorów odgrywających główne role ponownie pojawią się: Úrsula Coberó (Tokio), Álvaro Morte (Profesor) , Itziar Ituño (Lizbona), Pedro Alonso (Berlin), Miguel Herrán (Rio), Jaime Lorente (Denver), Esther Acebo (Sztokholm), Enrique Arce (Arturo), Darko Peric (Helsinki), Hovik Keuchkerian (Bogota), Luka Peros (Marsylia), Belén Cuesta (Manila), Fernando Cayo (pułkownik Tamayo), Rodrigo de la Serna (Palermo), Najwa Nimri (inspektor Sierra), José Manuel Poga (Gandia) i inni. Do gwiazdorskiej obsady dołączą również Miguel Ángel Silvestre („Sky Rojo”, „Sense8”) i Patrick Criado (nominacja do nagrody Goya za rolę w „Wielkiej hiszpańskiej rodzinie”, „Życie bez pozwolenia”).

  1. Kultura

"Kobieta w oknie" – A.J. Finn o chorobie, która stała się impulsem do napisania bestsellerowej powieści

Amy Adams jako Anna Fox w filmie
Amy Adams jako Anna Fox w filmie "Kobieta w oknie". Film dostępny na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe Netflix.
Szalony psychopata okazuje się zabójcą, a agentka z zaburzeniami afektywno dwubiegunowymi wpada na trop szpiega – kino i literatura coraz częściej sięgają po postaci z problemami psychicznymi. Moda czy może wierny opis naszych czasów? Pytamy pisarza A.J. Finna, który przyznaje, że jego własna choroba była impulsem do napisania bestsellerowej „Kobiety w oknie”. 

Czy fakt, że główna bohaterka twojej książki, Anna Fox, ma agorafobię, jak się potem okazuje, wynikającą z depresji, miał dać wsparcie osobom doświadczającym podobnych problemów? Czy może chciałeś przez to podkreślić, że rozmaite schorzenia psychiczne są tak popularne, że praktycznie wszystkich nas dotykają?
Cudownie, że o to pytasz, bo mam dużo do powiedzenia na ten temat (śmiech). Zacznijmy od genezy powstania tej książki i głównej bohaterki. W wieku 21 lat zdiagnozowano u mnie ciężką depresję kliniczną, z którą zmagałem się przez kolejne 15 lat. Przez ten czas byłem w stanie żyć względnie normalnie i na dość dobrym poziomie – udało mi się zrobić doktorat na Oxfordzie, odnosiłem sukcesy, robiłem całkiem obiecującą karierę w branży wydawniczej, tworzyłem satysfakcjonujące związki i utrzymywałem dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi. A jednocześnie byłem głęboko nieszczęśliwy. Próbowałem wszystkiego, żeby sobie pomóc, od farmakoterapii po medytację, od hipnoterapii i terapii elektrowstrząsami po ketaminoterapię – ale nic nie zmieniało mojego stanu. Aż pewnego dnia, trzy lata temu, poszedłem na konsultację do nowego psychiatry, bo chciałem zmienić leki. Wysłuchał mojej opowieści o symptomach i dolegliwościach, która trwała około półtorej godziny i pod koniec powiedział: „Nie wydaje mi się, żeby miał pan depresję. Moim zdaniem cierpi pan na pewną odmianę zaburzeń afektywnych dwubiegunowych“. Byłem zaskoczony i początkowo nie zgodziłem się z  jego diagnozą. Powiedziałem, że oglądałem serial „Homeland” i nie widzę podobieństw między moim stanem a stanem Carrie, głównej bohaterki. Odparł, że są różne rodzaje zaburzeń dwubiegunowych i że według niego ja cierpię na odmianę drugą, w której epizody manii nie są tak euforyczne, za to epizody depresji są o wiele głębsze. Wystarczyło sześć tygodni terapii nowymi lekami, bym poczuł się nie tylko lepiej, ale wręcz doznał transformacji. Wtedy postanowiłem, że chciałbym przyjrzeć się moim doświadczeniom, jakoś je opisać.

Nie jest to jednak książka o depresji.
Nie chciałem pisać książki o depresji, bo to by było zbyt dołujące. Nie mam zamiaru rozwodzić się zbyt długo nad gatunkiem, jakim jest thriller psychologiczny, ale w kryminałach czy powieściach detektywistycznych najbardziej pociąga mnie to, że można je odczytywać na dwu różnych poziomach. Pierwszy poziom, dość powierzchowny, to sama zagadka kryminalna. Jeśli jednak zajrzymy pod powierzchnię fabuły, to wejdziemy na drugi poziom i znajdziemy tam o wiele głębsze spostrzeżenia na tematy społeczne, kulturowe czy właśnie psychologiczne. Nie każda powieść kryminalna czy thriller są tak skonstruowane, ale jeśli taka sztuka uda się autorowi, to z pewnością  wywrze duży wpływ na czytelniku, a przynajmniej zawsze wywiera na mnie. Świetnym przykładem jest „Zaginiona dziewczyna“ Gillian Flynn. Z jednej strony to trzymający w napięciu thriller ze znakomitym zwrotem akcji, a z drugiej – dość przerażający portret socjopatki, czyli osoby, która ma ogromne problemy ze swoją kondycją psychiczną i nawiązywaniem relacji. Ta książka chodziła za mną jeszcze długo po tym, gdy skończyłem ją czytać. Zależało mi na napisaniu takiej właśnie powieści, która oferuje więcej zarówno na poziomie intelektualnym, jak i emocjonalnym. Nie jest tylko samą rozrywką. Przy okazji mogłem zgłębić własne podejście do choroby i dać czytelnikom wgląd w świat wewnętrzny osób zmagających się z problemami psychicznymi.

Nie masz wrażenia, że tzw. zdrowe społeczeństwo trochę się ich obawia?
Jako społeczeństwo nie tylko często stygmatyzujemy takie osoby, ale też unikamy z nimi kontaktu. Po pierwsze dlatego, że zwykle nie wiemy, co im powiedzieć, a po drugie, bądźmy szczerzy – ludzie, którzy cierpią na depresję i inne zaburzenia psychiczne nie są zbyt wesołymi kompanami. Amerykańska psychiatra Kay Redfield Jamison, jedna z wiodących specjalistek w dziedzinie zaburzeń dwubiegunowych, na które też sama cierpi, zauważyła, że osoby w depresji są nudnym towarzystwem. Kiedy jesteś w depresji, tracisz umiejętność doprowadzania siebie i innych do śmiechu. Jamison powiedziała – i tu cytuję dosłownie, bo jej słowa wywarły na mnie duże wrażenie: „Kiedy masz depresję, odczuwasz całym sobą, co to znaczy być starym, słabym, brzydkim i nie mieć wiary w to, że w twoim życiu mogłoby się coś zmienić. Brakuje ci gracji, obycia, nawet koordynacji ruchów, czujesz się niezdarny, nieatrakcyjny, wstyd ci, że jesteś sobą”. Takich ludzi się unika i mówię to jako ktoś, kto cierpiał na depresję przez praktycznie całe dorosłe życie. Podsumowując, stworzyłem postać Anny Fox z wielu powodów. Po pierwsze, pragnąłem ukazać wewnętrzny obraz osoby cierpiącej na depresję, jego głębię i wielowymiarowość. Po drugie, chciałem zwrócić uwagę na to, że osoby cierpiące na depresję tak naprawdę nie chcą jej mieć i nawet jeśli Anna ma duże problemy sama ze sobą i widać, że nie radzi sobie z tym, jak wygląda jej życie, to nie znaczy, że nie robi nic, żeby to zmienić. I po trzecie, tak jak zauważyłaś, chciałem dać Annie jakąś sprawczość, przekonanie, że jest w stanie pomagać innym i mieć realny wpływ na świat wokół siebie. Ona próbuje przysłużyć się innym, być przydatna. Świadczy darmową pomoc psychologiczną w Internecie osobom zmagającym się z agorafobią, i stara się pomóc chłopcu z naprzeciwka, który jej zdaniem też ma problemy psychiczne. I choć nie zawsze trafnie lokuje w ludziach swoje zaufanie, to jednak się stara. Przedstawiając taką osobę w roli głównej bohaterki, chciałem wzbudzić u czytelników nie tylko współczucie, ale również zrozumienie i szacunek do niej. Gdybym miał wymienić jedną wartościową rzecz, jaką dała mi depresja, to byłaby to większa empatia. Myślę teraz o wiele więcej o innych ludziach i troszczę się o nich bardziej niż kiedyś. To mnie łączy z Anną.

Może te wszystkie powody, które wymieniłeś, są przyczyną tego, że we współczesnych serialach czy książkach postaci z psychiczną niedoskonałością pojawiają się coraz częściej.
Współczesna popkultura chętnie sięga po takie postaci, bo choć o zdrowiu społecznym nie mówi się jeszcze powszechnie, to jest to temat, który dotyka coraz większej liczby osób, więc staje się coraz bardziej widoczny. Już sam fakt, że dzięki mojej książce mogę zachęcić ludzi do rozmowy na ten temat, że na przykład teraz udzielam wywiadu pismu psychologicznemu, bardzo mnie cieszy. Z drugiej strony z powodu swojej aktualności temat ten jest często wykorzystywany przez popkulturę w sposób zbyt przedmiotowy. Choroba psychiczna staje się dziś atrakcyjnym dodatkiem do głównego bohatera książki czy filmu. Na przykład w  jednej bardzo popularnej książce, też thrillerze psychologicznym, opowiadającej o kobiecie nadużywającej alkoholu, temat alkoholizmu jest użyty jako wytrych fabularny, by uzasadnić, że może czegoś nie pamiętać. W mojej książce bohaterka też nadużywa alkoholu, ale ma bardzo uzasadniony powód, by to robić.

Sama jestem fanką kryminałów i uważam, że na przykład książki Agathy Christie sprawiły, że psychologia postaci i dociekanie, dlaczego człowiek jest w stanie popełnić zbrodnię, zaczęło nas wreszcie interesować.
Ciekawe, że przywołujesz Agathę Christie, bo jako dziecko zaczytywałem się w jej kryminałach, a potem, kiedy pracowałem w branży wydawniczej, nawet wydawałem jej książki. I choć uważam ją za absolutnego geniusza w kwestii budowania fabuły i tworzenia zagadki, to uważam, że była mniej przekonująca, jeśli chodzi o głębokie psychologiczne portrety postaci. Niedawno przeczytałem, jak konstruowała swoje kryminały. Budowała fabułę do przedostatniego rozdziału, po czym zastanawiała się, która z postaci jest najmniej prawdopodobnym mordercą, cofała się i wstawiała w różne fragmenty książki wskazówki, które uprawdopodobniały, że ta osoba jest mordercą… To tylko anegdota, więc nie musi być prawdziwa, przynajmniej mam taką nadzieję (śmiech). Ale trzeba przyznać, że Christie była bardzo zainteresowana problemami zdrowia psychicznego – w kryminale „A..B..C...” jedna z głównych postaci cierpi na coraz bardziej rozwijającą sie fobię społeczną, ale też ma kompleks Edypa. W innej powieści, mojej ulubionej, zabójcą jest młoda dziewczyna i to według mnie bardzo przekonujący opis socjopatki. Obsesyjna miłość, monomania, socjopatia – to były motywy zabójstw w jej książkach i doceniam sposób, w jaki starała się je jak najlepiej przedstawić i wytłumaczyć. Z kolei w jednej z najbardziej popularnych książek – „Morderstwo w Orient Expressie“ – motywem zbrodni stała się długo przeżywana żałoba, co jest błyskotliwą diagnozą psychiczną.

Nie sądzisz jednak, że niektóre współczesne kryminały oddają niedźwiedzią przysługę osobom z problemami psychicznymi? Irytuję się, kiedy oglądam bądź czytam thriller psychologiczny i na końcu odowiaduję się, że zabójcą jest szalony psychopata.
Absolutnie się zgadzam. We współczesnych powieściach zabójca jest psychopatą zwykle dlatego, że to najłatwiejsze rozwiązanie, a nie dlatego, że autor miał potrzebę stworzenia i opisania takiej postaci. To mi przypomina o sytuacji kryzysu AIDS w latach 70. i 80., kiedy bardzo wiele filmów przedstawiało osoby homoseksualne – zarówno kobiety, jak i mężczyzn – jako morderców, tych złych. Na przykład film „Zadanie specjalne” („Cruising“) z Alem Pacino lub „Nagi instynkt” z  Sharon Stone. Odmienność osób homoseksualnych była wykorzystywana jako łatwe wyjście fabularne i proste wytłumaczenie, dlaczego zabijali. Bo byli inni. Zwykle najbardziej się obawiamy osób, które są inne. Kryminały ukazują ten lęk właśnie poprzez obsadzenie takich osób w roli tych, którzy nam zagrażają. Sięgam po tę analogię po to, by ukazać, że osoby homoseksualne też zasługują na nasze zrozumienie i szacunek, dokładnie tak samo jak każda inna osoba w społeczeństwie, i dokładnie tak jak każda osoba cierpiąca na zaburzenia psychiczne. Gdybym miał jakoś wytłumaczyć autorów, którzy stosują takie rozwiązania fabularne, to powiedziałbym, że może bardziej przerażająca jest dla nas myśl, że ktoś miałby popełnić zbrodnię bez żadnego powodu, ale nie jest w porządku zakładanie, że ktoś rzuci się w wir mordowania tylko dlatego, że ma zaburzenia psychiczne. To,  że osoby, które cierpią na psychopatię, są bardzo często opisywane jako potencjalni zabójcy, jest bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe, ale też wypacza samą naturę tego zaburzenia. I nie mówię tego po to, by bronić psychopatów, tylko tych, którzy są w ich otoczeniu, którzy są przez nich w jakiś sposób atakowani. Sam pracowałem z kimś, kto potem został zdiagnozowany jako psychopata i ten człowiek nie musiał nikogo zabijać, by osiągnąć to, co chciał, potrafił znaleźć o wiele subtelniejsze i paskudniejsze metody, by zniszczyć komuś życie.

W twojej ksiażce bohaterka często ogląda filmy Alfreda Hitchcocka i kino noir, sam przyznajesz się do fascynacji tym gatunkiem. Co ciekawe, w tych filmach bohaterowie, głównie kobiety, często są „wrabiani“ przez inne osoby w chorobę psychiczną, by uczynić ich mało wiarygodnymi świadkami. I cała ich walka polega na tym, żeby udowodnić, że nie są szaleni, że można ufać temu, co widzą i co słyszą. Twoja bohaterka też o to walczy. Może wszystkie osoby mające problemy ze zdrowiem psychicznym walczą o to samo?
Podobno kiedy Alfred Hitchcock był młodym chłopcem, zdarzyło się, że ponieważ był niegrzeczny, rodzice za karę zabrali go na policję i poprosili policjanta, by zamknął go na parę godzin w celi. Hitchcock do końca życia upierał się, że nie zrobił rzeczy, za którą rodzice tak go ukarali, myślę, że dlatego był tak zafascynowany historiami, w których niewinni ludzie muszą tłumaczyć się z fałszywych oskarżeń. Widać to praktycznie w każdym jego filmie, od „Niewłaściwego człowieka” do „Szału”. Jednym z  powodów, dla których uwielbiam filmy Hitchcocka, kino noir i w ogóle stare filmy, jest to, że centralną rolę zajmowała w nich psychologia postaci. I rzeczywiście, często czarne charaktery wykorzystują problemy lub cechy psychologiczne głównych postaci – na przykład wrażliwość lub niską samoocenę – przeciwko nim samym. W konsekwencji bohaterowie wpadają w coś w rodzaj paranoi czy zaburzenia, co sprawia, że w oczach otoczenia są mniej wiarygodni. Oczywiście to też narzędzie fabularne, bo jeśli bohater od początku do końca filmu ma absolutną pewność, co widział i słyszał, nie jest to takie interesujące dla widza. W filmach „Okno na podwórze” Hitchcocka i „Gasnący płomień” George'a Cukora widzimy postaci, które coraz bardziej zapadają się w swoją paranoję i zaczynają wątpić  w to, czy są wiarygodne, a my razem z nimi. W mojej „Kobiecie w oknie” wykorzystuję to samo narzędzie fabularne, by zrobić suspens i popchnąć do przodu akcję. Nie mam zamiaru udowadniać, że choroba Anny nie ma wpływu na to, jak ona odbiera otaczający świat. Z drugiej strony masz rację, że osoby cierpiące na różne zaburzenia psychiczne są z automatu traktowane jako niewiarygodni świadkowie. To nie jest fair, nie można dyskredytować kogoś tylko dlatego, że cierpi na jakąś chorobę, która sprawia, że nie postrzega otoczenia w 100 procentach tak jak osoby zdrowe. Kolejną grupą, której się nie ufa, wręcz systemowo, i której się nie wierzy, są kobiety. Jak często słyszymy, że kobiety są „histeryczne“? A pamiętajmy, że histeria historycznie była klasyfikowana jako zaburzenie. Pisząc ksiażkę, zastanawiałem się, czy inni bohaterowie bardziej ufaliby i wierzyli Annie, gdyby była mężczyzną. I przykro mi to mówić, ale prawdopodobnie tak.

Czasem w redakcji powtarzamy sobie takie zdanie, że wszyscy jesteśmy wariatami, czyli każdy ma coś: manię, pasję, fobię, kompleks. Czy w naszym współczesnym świecie, w którym mamy tendencję do izolacji i zamykania się w sobie, nie jest to czymś, co nas łączy? Dzięki książkom, takim jak twoja, możemy poczuć się bardziej „połączeni“?
Jednym z  centralnych wątków mojej książki jest właśnie samotność oraz to, jak trudno jest tworzyć relacje z innymi i zostać przez otoczenie przyjętym i zaakceptowanym. Jeszcze zanim zacząłem pisać, wiedziałem, że czytanie jest aktem empatii. I choć zawsze uwielbiałem kryminały, to czytałem je z wyjątkową przyjemnością zwłaszcza kiedy zmagałem się z depresją. Dlatego że mogłem się zidentyfikować z postacią, która zmaga się z różnymi problemami życiowymi i wewnętrznymi, a na koniec wszystko się rozwiązuje w jakiś satysfakcjonujący dla niej sposób, co dawało mi nadzieję. Dlatego też, jak sądzę, ludzie, którzy nie mają w jakimś momencie życia szczęścia w miłości, lubią oglądać komedie romantyczne, bo nie tylko mogą się utożsamić z  główną postacią, ale też uwierzyć, że jest i dla nich nadzieja. Kiedy więc czytamy ksiażkę lub oglądamy film, w którym główna postać jest szalonym psychopatą, i czujemy, że to sztucznie wygenerowany wątek, to nic nam to nie daje. Ale kiedy tego typu problemy są pokazane z empatią i zrozumieniem, pomaga to nawiązać więź z drugim człowiekiem. Nigdy nie byłem w śpiączce, ale niedawno przeczytałem książkę o bohaterze, który jest w śpiączce, co pozwoliło mi nie tylko znaleźć empatię wobec osoby, która tego doświadcza, ale też zrozumieć, czym jest to doświadczenie. Natomiast w ciągu ostatniego roku zrozumiałem, że nie tylko czytanie jest aktem empatii, ale też pisanie.