1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Supernova” – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

„Supernova” – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

– Dobrze, by „Supernovę” zobaczył każdy, kto żywi jakiekolwiek uprzedzenia do związków nieheteronormatywnych – mówi psycholożka Martyna Harland. (Fot. materiały prasowe)
Czy w wieloletnim związku mamy prawo samodzielnie decydować o swoim zdrowiu i życiu? A może to już przestrzeń wspólna? O filmie „Supernova” rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Uważam, że dobrze, by „Supernovę” Harry’ego Macqueena zobaczył każdy, kto żywi jakiekolwiek uprzedzenia do związków nieheteronormatywnych. Colin Firth (Sam) i Stanley Tucci (Tusker) grają tu parę z długim stażem, którą może rozdzielić choroba jednego z nich. To prawdziwa filmoterapia, bo czułość tej opowieści przekona każdego.
Grażyna Torbicka: Tym bardziej że w tym filmie spotykamy mężczyzn dojrzałych, którzy przeżyli razem 20 lat. Zwykle kiedy obserwujemy takie związki na ekranie, na przykład u Xaviera Dolana czy François Ozona, to widzimy je na początkowym etapie – bohaterowie na naszych oczach odkrywają swoją seksualność i w rezultacie dokonują coming outu. Tym razem nie wiemy, jak wyglądała faza zakochania w relacji Sama i Tuskera. Czy mieli pełną akceptację ze strony rodziny?

Pomyślałam sobie, że „Supernova” mogłaby być prequelem do filmu „Samotny mężczyzna” Toma Forda, w którym również występuje Colin Firth. Moim zdaniem właśnie tak mógł wyglądać związek George’a Falconera, profesora uniwersytetu, który przeżywa żałobę po niedawno zmarłym partnerze.

Mnie ten seans nasunął kilka uniwersalnych pytań. Czy mamy prawo ingerować w decyzje partnera, jeśli mają też wpływ na nas? Jak wiele można zrobić dla kogoś, kogo kochamy? Jakie są granice wolności w związku?
To są pytania stawiane w sytuacji ekstremalnej. Tuskera dotknęła choroba – wczesne stadium demencji, która za jakiś czas sprawi, że mężczyzna nie będzie w stanie decydować o sobie. Zapomni o tym, kim jest, przestanie panować nad swoim ciałem, rozumem, a do tego będzie wymagał całodobowej opieki. Właśnie przed taką przyszłością staje filmowa para. A my, przyglądając się tej sytuacji, nie widzimy dwóch gejów, tylko dwie osoby, które kochają się i muszą zmierzyć z tym, co przyniosło im życie. Moim zdaniem podstawowe pytanie, jakie stawia „Supernova”, brzmi: czy można traktować partnera jako część siebie, a nawet swoją własność?

Jeśli kochasz, pozwalasz odejść. Ale czy to, co robi chory Tusker, nie jest trochę egoistyczne?
Mam wrażenie, że Tusker uwzględnia w tej sytuacji nie tylko siebie. Przekonuje mnie o tym fakt, że organizuje spotkanie w domu rodzinnym Sama. Tak jakby chciał upewnić się, że siostra, szwagier i przyjaciele zajmą się jego partnerem i będą w stanie mu pomóc, gdy jego już nie będzie. Doskonale rozumiem, że Tusker nie chce stracić kontroli nad swoim życiem. Dla mnie większym egoistą jest już Sam, bo nie potrafi wejść w skórę chorego partnera i postawić się w jego sytuacji. Ale tak naprawdę nikt nie jest w stanie tego zrobić, dopóki go to nie spotka. Sam za wszelką cenę pragnie odwieść Tuskera od pewnej decyzji, co można by uznać za przejaw egoizmu. Mówi: „Zastanawiałem się nad tym, czy starczy mi siły, ale nie oddam cię nigdzie, będę się tobą opiekował, pielęgnował cię do ostatniego momentu”. To jest bardzo trudna i otwarta sytuacja, dlatego nie jestem wcale pewna, czy słowo „egoizm” ma tu zastosowanie.

Poza tym to, co mówi Sam: „Będę walczył, damy radę”, jest mocno deklaratywne, czas pokaże, jak będzie...
Jednak już sam fakt, że Sam mówi to wszystko, patrząc prosto w oczy partnerowi, jest wspaniałe, bo on naprawdę w to wierzy. Jest gotowy, żeby walczyć, bo ukochany stanowi część jego świata. Wystarczy mu, że Tusker żyje, że może go dotknąć i poczuć jego ciepło.

Bardzo podobało mi się to, co powiedział Tusker: „Siedzisz tu i nic nie robisz, a przytrzymujesz cały świat”.
To zdanie również mocno mnie poruszyło. Ukochana osoba jest dla nas całym światem i nie jest ważne, że w tym momencie Sam nie realizuje siebie, że nie jedzie w trasę koncertową czy nie zajmuje się swoimi sprawami. To, że znajduje się przy Tuskerze, jest dla niego wystarczające.

Tusker jest nadal w dość dobrej formie. Choć to choroba nieuleczalna, ale można przecież spowolnić proces rozwoju demencji...
Jednym z nas chce się żyć pomimo wszystko, a drugim nie. Być może zależy to od tego, na ile dany człowiek ma poczucie, że panuje nad swoim życiem. Jeśli wcześniej czuł, że ma nad nim kontrolę, przypuszczalnie nadal chce ją mieć. Ludzie różnie podchodzą do kwestii choroby i związanych z nią ograniczeń. Niektórym odpowiada to, że będą pielęgnowani i ktoś będzie się nimi opiekował. Są też i tacy, którzy nie mogą tego znieść, i Tusker jest właśnie taką osobą.

W filmie „Supernova” mówimy o niezwykle dramatycznej sytuacji, jednak w życiu przeżywamy mnóstwo mniejszych lub większych strat. Nie lubimy czuć smutku, uciekamy od tego. Tusker uświadamia Samowi, że jeśli utraciłeś coś i jesteś z tego powodu smutny – to znaczy, że to coś było dla ciebie piękne. A w związku z tym zamiast opłakiwać stratę, możesz pielęgnować dobre wspomnienia.

Ale masz rację, łatwo powiedzieć: „będę przy tobie zawsze”, trudniej dotrzymać obietnicy. Dlatego emocjonalnie trudno oglądało mi się ten film, bo jednak od samego początku mówi on o odchodzeniu...

Widzę, że cię poruszył…
Jeśli mamy w życiu osobę, którą kochamy, to wiemy, że prędzej czy później przyjdzie nam się rozstać. Nie ma od tego ucieczki. Cały czas zastanawiałam się, czy Tusker i Sam nie za dużo o tym wszystkim mówią. Może powinni po prostu płynąć z życiem? Zresztą chyba nawet próbują to zrobić, gdy mówią „żyjmy tak jak wcześniej”. Tusker nie bierze lekarstw, bo nie chce czuć się chory. Niestety, tak to nie działa, choroba o sobie przypomina. Ten film zadaje jeszcze jedno, równie fundamentalne pytanie: czy jesteśmy właścicielami swojej duszy i ciała? Czy tylko od nas zależy, co zrobimy ze swoim życiem?

Mnie bardzo poruszyła scena z pożegnalną kasetą, którą zostawia Tusker. Sam znajduje ją i zmusza partnera do konfrontacji. Po czym mówi: „Udawajmy, że nic się nie stało, zjedzmy kolację”. Co wtedy czułaś?
Byłam zła na to, że Sam rozegrał to w ten sposób. Moim zdaniem nie powinien się tak zachować. Zajrzał do osobistej szkatułki partnera, co nigdy nie kończy się dobrze. Zresztą rozmawiałyśmy o tym przy okazji filmu „Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie” Paola Genovese.

Czułam też smutek, że nie mówi mu wprost o tym, co odkrył, tylko zaskakuje Tuskera, ale także mnie jako widza, w tak nieprzyjemny sposób. Myślę, że z jego strony to była czysta złość, nad którą nie zapanował, bo poczuł się oszukany. A przecież jego partner miał prawo mieć swoje pudełko i swój intymny świat, swoje tajemnice, którymi nie chciał się z nim dzielić. Każdy z nas ma takie prawo.

Ja pomyślałam w tej scenie o „Miłości” Michaela Haneke. Bohaterka tego filmu, tak jak Tusker, przywiązywała wielką wagę do godności, do tego, żeby nie być ciężarem dla drugiej osoby. Można zachować godność w chorobie?
Nie wiem. Sytuacja Tuskera jest jeszcze bardziej złożona, bo w demencji do kwestii braku panowania nad ciałem dochodzi też utrata kontroli nad umysłem.

A jak ty definiujesz poczucie godności? Czy warto zachować je w związku, a może powinniśmy ją sobie darować?
Uważam, że poczucie godności jest w związku bardzo ważne. Oczywiście można je różnie definiować. Dla mnie jest to zachowanie klasy, tego, że na co dzień nie schodzimy poniżej pewnego poziomu i nie obnażamy się całkowicie przed partnerką czy partnerem.

Dla mnie godność to szacunek do siebie i poczucie własnej wartości. Bycie sobą, niepoddawanie się, nieuleganie zewnętrznym okolicznościom.
To prawda, z jednej strony godność oznacza to, że chcesz zachować w związku siebie i swoje zdanie, być sobą, dokonywać własnych wyborów. Jednak czasem trzeba też umieć zrezygnować z czegoś, nawet jeśli to dla nas ważne. Wtedy być może ta druga strona również będzie do tego zdolna? To buduje podstawy solidnej i głębokiej przyjaźni. A związek w tym filmie właśnie na tej przyjaźni się opiera.

Co więcej, aktorzy faktycznie są przyjaciółmi w prawdziwym życiu, znają się od wielu lat i tę przyjaźń mocno czuć w filmie.
Na pewno emocji związanych z życiem erotycznym jest w relacji tej pary znacznie mniej. Zdecydowanie ważniejsza jest tu sfera dotyku i uczucie ciepła, które daje nam bliskość z ukochaną osobą.

A co najbardziej zapamiętasz po tym filmie?
Najważniejsze było dla mnie to, że obaj bohaterowie potrafili ostatecznie spotkać się i zrozumieć w sytuacji niemal bez wyjścia. Bo kiedy nie jesteś w stanie zmienić tego, co przynosi ci życie, wtedy musisz znaleźć sposób na to, żeby się z tym pogodzić i właśnie tak jak mówisz, zrobić to z godnością.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze