1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Leszek Możdzer – wszystko jest wibracją

Leszek Możdzer – wszystko jest wibracją

– Wszystko, co nas otacza, jest wibracją, ale nie zapominajmy, że każdy człowiek jest też nadajnikiem, a więc rezonans może iść w dwie strony. Można być i twórcą i tworzywem, wszystko zależy od stopnia rozwoju świadomości – mówi Leszek Możdzer. (Fot. Roman Bosiacki/Forum)
– Wszystko, co nas otacza, jest wibracją, ale nie zapominajmy, że każdy człowiek jest też nadajnikiem, a więc rezonans może iść w dwie strony. Można być i twórcą i tworzywem, wszystko zależy od stopnia rozwoju świadomości – mówi Leszek Możdzer. (Fot. Roman Bosiacki/Forum)
Szumów i zakłóceń tego świata nie da się wyłączyć, można je natomiast uważnie obserwować i w ten sposób osiągnąć stan niewzruszonego obserwatora – mówi pianista i kompozytor Leszek Możdżer.

Podczas pandemii wiele koncertów odbywało się w sieci, a jednak dla słuchacza to nie to samo. Czy dla muzyka niemożność kontaktu z publicznością była też trudna?
Koncerty online to tak naprawdę nagrania studyjne, z tą różnicą, że trzeba jeszcze do tego dobrze wyglądać oraz pamiętać o tym, że tylko pierwsza wersja wchodzi. Koncerty online są okropne i nie przepadam za nimi, no chyba że mógłbym się podczas nich zachowywać normalnie, tak jak w studiu – robić sobie przerwy na herbatę, odzywać się swobodnie do realizatora nagrania czy wykonywać telefony.

Na szczęście tego lata będzie pana można posłuchać już na żywo. Zanim o to spytam, chciałabym cofnąć się o cztery lata. Wydał pan wtedy album „Earth Particles” – Cząstki Ziemi. Opowiadał pan, że to początek nowego etapu twórczości, co też wiązało się ze strojeniem 432, uznawanym za częstotliwość pierwotną i naturalną. Mówi się o niej, że jest dźwiękiem czystszym i bardziej harmonijnym niż powszechnie stosowana 440, ale też uzdrawiającym. Częstotliwością kosmiczną.
W moim przypadku granie w stroju 432 ma raczej znaczenie symboliczne i jest wyrazem wewnętrznej niezgody na ogólnie przyjęte parametry systemu. Cała nowoczesna muzyka jest realizowana w standardzie strojenia ISO 16, który dla dźwięku A wynosi 440 Hz. Zdecydowałem się przestroić swój fortepian do stroju 432 Hz, co wiązało się z różnymi technicznymi problemami: trzeba było ponownie przeliczyć naprężenia oraz wymienić struny, z których dopiero trzeci komplet zabrzmiał zadowalająco. Taka zmiana stroju jest niemal niesłyszalna, bo wynosi około ćwierć tonu, ale podczas gry powoduje pewne zmiany w środowisku rezonansowym. Ciągle to testuję, ostatnio udało mi się wytworzyć fortepian w stroju 417 Hz, bo próbuję różnych.

Na Festiwalu Wibracje zagra pan koncert plenerowy na dwóch fortepianach – w strojeniach 432 i 440 Hz. Jak duże to wyzwanie od strony strojenia instrumentów na otwartym powietrzu?
Każdy stroiciel potrzebuje ciszy, ale wytrawny poradzi sobie nawet wtedy, gdy towarzyszy mu hałas. Chciałbym dać publiczności możliwość „przepuszczenia” sobie obydwu tych strojów przez własne ciało i przedyskutowania samemu ze sobą, który jest lepszy. Często spotykam się z krytyką stroju 432 jako „foliarskiej teorii”. Krytycy nierzadko bywają agresywni, twierdząc, że to jest bez znaczenia. Ale gdyby rzeczywiście było bez znaczenia, to po prostu nie zwracaliby na niego uwagi, zamiast go zwalczać, prawda?

Muzyka to nie tylko dźwięki, ale i cisza pomiędzy nimi. Czym dla pana jest cisza?
Cisza umożliwia mi odczuwanie częstotliwości płynących z wnętrza mojego organizmu. Przy uważnie przeżywanej ciszy mogę wyczuć delikatne drgania własnych komórek, własnego DNA, a co najważniejsze, mogę wyłapać źródłowe częstotliwości płynące od samego Stwórcy. Cały świat zewnętrzny odciąga mnie od wsłuchiwania się w ten wewnętrzny dźwięk i narzuca różne swoje częstotliwości, zachęcając do wejścia z nimi w rezonans.

W społeczności więziennej mówi się o torturze polegającej na „wzięciu kogoś na dźwięki”. Otóż zamyka się skazanego w całkowicie wygłuszonym, odizolowanym pomieszczeniu, do którego nie dochodzą żadne sygnały z zewnątrz, a dźwięki wytwarzane wewnątrz pomieszczenia nie mają odbić, bo ściany i sufit zrobione są z materiałów dźwiękochłonnych. To doświadczenie sprawia, że słyszymy własne wnętrze, w którym panuje dysharmonia. Ten cały wewnętrzny bałagan zrobiony z obcych, siłą narzuconych częstotliwości, zaczyna dochodzić do świadomości skazanego, który tylko marzy o tym, żeby opuścić wygłuszoną celę i przestać się konfrontować z własnym, wewnętrznym cierpieniem. Tymczasem dla każdego mistyka, czyli człowieka świadomie i łagodnie regulującego swój świat wewnętrzny, obcowanie z ciszą powoduje akomodację wewnętrznego słyszenia, wychwycenie dysharmonii i wyregulowanie ich poprzez akceptację i miłość.

– Szumów i zakłóceń tego świata nie da się wyłączyć, można je natomiast uważnie obserwować i w ten sposób osiągnąć stan niewzruszonego obserwatora, który i tak żyje w ciszy. Staram się nawiązywać nieustanny kontakt z wibracjami wewnętrznymi, to mi daje siłę do przetrwania – mówi Leszek Możdżer. (Fot. Jarek Wierzbicki)– Szumów i zakłóceń tego świata nie da się wyłączyć, można je natomiast uważnie obserwować i w ten sposób osiągnąć stan niewzruszonego obserwatora, który i tak żyje w ciszy. Staram się nawiązywać nieustanny kontakt z wibracjami wewnętrznymi, to mi daje siłę do przetrwania – mówi Leszek Możdżer. (Fot. Jarek Wierzbicki)

Jak pan sobie radzi z nadmiarem dźwięków, hałasem? Czy mimo takich „szumów” potrafi się pan wyłączyć?
Jedynym wyjściem jest uprawianie ciągłej samoobserwacji, czyli wznoszenie się na poziom obserwatora swojego stanu wewnętrznego. Szumów i zakłóceń tego świata nie da się wyłączyć, można je natomiast uważnie obserwować i w ten sposób osiągnąć stan niewzruszonego obserwatora, który i tak żyje w ciszy. Staram się nawiązywać nieustanny kontakt z wibracjami wewnętrznymi, to mi daje siłę do przetrwania.

Czy uważa pan, że podobnie jak w przypadku śmieciowego jedzenia, jesteśmy zatruwani „śmieciowymi dźwiękami”?
Nie ma czegoś takiego jak trucizna, istnieją tylko zbyt duże dawki. Generalnie oczyszczanie jest bardzo proste: najlepiej oczyszcza przebywanie w samotności, a na poziomie fizycznym – kontakt z własnym oddechem.

Czy podczas samoobserwacji pomagają panu dźwięki ciała, na przykład oddech, bicie serca?
Wrażenia akustyczne dochodzące z wnętrza ciała nie są najistotniejsze, ale lubię się wsłuchiwać w piski i szumy wytwarzane przez mój aparat słuchu. W moim odczuciu jest to zwykła dekompresja aparatu słuchowego, który musi sobie „odprowadzić” niektóre częstotliwości do świadomości, bo z większości dźwięków nawet sobie nie zdajemy sprawy i nie uzmysławiamy sobie tego, co słyszymy podczas zwykłego dnia. Większość ludzi idzie z tym do lekarza, ja akurat traktuję to jako normalną reakcję organizmu na ogromną ilość słuchowych zjawisk dochodzących z zewnątrz. Tak naprawdę jesteśmy nieustannie gwałceni przez uszy. Maszyny, samochody, głośna muzyka, szumy miasta, jęki radiowozów oraz karetek pogotowia i wszystkie tego typu akustyczne impulsy powodują nadwyrężenie aparatu słyszenia, który musi sobie zwyczajnie „odparować” poprzez piski i szumy. Im uważniej się w to wsłuchuję, tym krócej to wszystko trwa.

A co sprawia, że jakaś muzyka nam się podoba i jest przyjemna, a inna denerwuje czy smuci? Dlaczego werble aktywizują, a misy tybetańskie uspokajają?
Wszystko zależy od kontekstu. Akurat werble były często stosowane przez przemysł militarny, dlatego skojarzenia z werblami powodują określone reakcje. Ale nie można przecież wykluczyć sytuacji, że misy tybetańskie będą kogoś irytować. Mamy pewne normy i zapisy w podświadomości, ale ciało generalnie zawsze emituje jakieś tam emocje i najczęściej są to emocje zaległe, dopiero czekające na uświadomienie. Często podczas koncertu przychodzi odpowiedni moment, żeby sobie uświadomić rzeczy, na które wcześniej nie było czasu.

Interesuje pana wiedza dotycząca zdrowia i natury. Jak się pan zapatruje na pogląd, że wszystko, co nas otacza, jest wibracją, która może wpływać na zdrowie psychiczne, a nawet fizyczne człowieka?
Wszystko, co nas otacza, jest wibracją, ale nie zapominajmy, że każdy człowiek jest też nadajnikiem, a więc rezonans może iść w dwie strony. Można być i twórcą i tworzywem, wszystko zależy od stopnia rozwoju świadomości.

Leszek Możdzer, jeden z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych, pianista, kompozytor. Ma na koncie ponad 100 albumów. Od roku 2011 jest dyrektorem artystycznym plenerowego festiwalu muzycznego nad Jeziorem Strzeszyńskim w Poznaniu – Enter Music Festival.

Wibracje to największy w Polsce festiwal dotyczący holistycznego, naturalnego dbania o siebie i swoje otoczenie, ekologii, rozwoju i życia w harmonii. W tym roku odbędzie się on w dniach 21–25 lipca. Program składa się z pięciu bloków: prelekcje i wykłady warsztaty świadoma praca z ciałem: m.in. joga, taniec koncerty część targowa. Weźmie w nich udział ponad 100 prelegentów i artystów z Polski i z zagranicy. Więcej na stronie wibracje.com.pl.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze