1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Wilhelm Sasnal – wystawa „Taki pejzaż” w Muzeum Polin

Wilhelm Sasnal – wystawa „Taki pejzaż” w Muzeum Polin

Wystawa malarstwa Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” jest okazją do konfrontacji z mitem tego artysty, ale nie tylko i nie przede wszystkim.(Fot. materiały prasowe (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal w Warszawie, Maciej Jaźwiecki/Muzeum POLIN)
Publiczności zastanawiającej się, co słychać u Wilhelma Sasnala, najbardziej znany polski malarz współczesny odpowiada pytaniem: "A co słychać w Polsce?". Co w niej widać? Czego w niej zobaczyć nie można?

To pierwsza duża, muzealna wystawa Wilhelma Sasnala w Polsce od 14 lat. Oto paradoks: każdy słyszał o Wilhelmie Sasnalu, ale mało kto miał okazję oglądać jego malarstwo tutaj, na żywo. W rezultacie artysta zaczął zmieniać się w rodzaj żywej legendy. „Taki pejzaż” jest okazją do konfrontacji z mitem Sasnala, ale nie tylko i nie przede wszystkim.

Ważne jest, gdzie padają stawiane przez malarza pytania. Nieprzypadkowo Wilhelm Sasnal stawia je na wystawie, która zamiast odbywać się w jednej z instytucji o charakterze par excellence artystycznym, pokazywana jest w Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”. Przez ostatnie 20 lat artysta zrobił wiele prac odnoszących się do Holokaustu. Niektóre z nich oglądamy teraz na „Takim pejzażu”. To nie znaczy, że jest to wystawa o Zagładzie. Wilhelm Sasnal chętnie odwołuje się do historii, ale przeszłość interesuje go o tyle, o ile wchodzi w rezonans z teraźniejszością. Malarz nie zajmuje się zatem Holokaustem samym w sobie, lecz pamięcią (i niepamięcią) Zagłady. W tym sensie prawdziwym tematem jest Polska i jej współczesny pejzaż.

Fot. materiały prasowe (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal w Warszawie, Maciej Jaźwiecki/Muzeum POLIN)

Symbol sukcesu

Na początku XXI wieku media kreowały Sasnala na symbol sukcesu sztuki z nowej, wracającej do Europy, demokratycznej Polski. Czyniły tak nie bez racji. Najpierw, pod koniec lat 90., artysta zdobył popularność w kraju. W Polsce mieliśmy wówczas nieprzepracowaną lekcję pop-artu. W PRL-owskiej rzeczywistości, w warunkach gospodarki niedoboru, uprawianie takiej sztuki (a więc dyskusja z kulturą masowej konsumpcji i wszechwładzą reklamy) nie miała sensu.

Sytuacja zmieniła się po 1989 roku. Sasnal i jego koledzy z założonej na studiach Grupy Ładnie obrazowali doświadczenia ustrojowej transformacji. Dla ich rówieśników, osób, które przeżyły dzieciństwo jeszcze w PRL, ale w dorosłość wchodziły już w świecie kapitalizmu, stali się artystami pokoleniowymi, w taki sposób, w jaki pokoleniowi potrafią być muzycy rockowi. Okazało się jednak, że potencjał artystów z Ładnie nie ogranicza się do oddziaływania na rówieśników ani do lokalnego kontekstu. Dotyczyło to przede wszystkim Sasnala – jego międzynarodowa kariera z początku XXI wieku to prawdziwy blitzkrieg: wysokie miejsca w rankingach, współpraca z wpływowymi galeriami, entuzjazm krytyków, a wkrótce również aukcyjne rekordy – to wszystko stało się w ciągu zaledwie kilku lat.

W Polsce cieszono się powodzeniem Sasnala w sposób przypominający nieco kibicowanie Adamowi Małyszowi. Byliśmy dumni z sukcesów naszego „zawodnika”. Sztuka to jednak nie skoki narciarskie, choć na jej polu również padają rekordy (cenowe). „Jestem polskim malarzem” – oświadczył Sasnal w wywiadzie, którego w 2008 roku udzielił Sławomirowi Sierakowskiemu. Mówiąc te słowa, funkcjonował już jako artysta globalny. Dla Sasnala bycie polskim malarzem oznaczało nie tyle dumne reprezentowanie ojczyzny, ile zadawanie polskości krytycznych, niewygodnych pytań. A jedno z najtrudniejszych pytań, jakie można polskości zadać, dotyczy pamięci Zagłady.

Fot. materiały prasowe (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal w Warszawie, Maciej Jaźwiecki/Muzeum POLIN)

Tylko tyle i aż tyle

„Sasnal jest realistą” – pisze kurator jego wystawy w Polin, Adam Szymczyk, jeden z tych przedstawicieli polskiego świata sztuki, którzy w ostatnich dekadach zrobili spektakularną międzynarodową karierę. Realizm Sasnala to raczej kwestia postawy niż formy. Owszem, wśród jego prac wiele jest takich, które mieszczą się w ramach realizmu rozumianego w potocznym znaczeniu. W dorobku malarza znajdują się też jednak prace docierające do granic abstrakcji; umiejętność operowania różnymi artystycznymi językami i ciągłe eksperymentowanie to jeden z wielkich atutów tego artysty. Wilhelm Sasnal pozostał twórcą nieprzewidywalnym, a przez to tym bardziej interesującym.

„[Sasnal] maluje tylko to, co widać” – powiada Szymczyk. Co zatem widać, kiedy patrzy się na Polskę? W latach 90. malarz widział inwazję reklam, newsy z tabloidów, polską ulicę, na której globalna kultura przegryzała się z pozostałościami Polski Ludowej. W następnej dekadzie zaczyna uważniej przyglądać się polskiemu pejzażowi. Patrzy na archiwalne fotografie i na zdjęcia, które sam wykonał, podróżując po kraju. Studiuje sylwetki kościołów i sylwetki historycznych postaci. Czyta opowiadający o Zagładzie na ziemiach polskich komiks „Maus” Arta Spiegelmana, ogląda dokument Claude’a Lanzmanna „Shoah”. Te obrazy i miejsca znajdują odbicie w jego pracach, których wybór oglądamy teraz w Polin.

Dla Sasnala polski pejzaż staje się krajobrazem, w którym czegoś brakuje, coś nie jest w nim powiedziane do końca. To pejzaż prowokujący różne skojarzenia. Zabudowania przemysłowej chlewni mogą przywodzić na myśl budynki przemysłu śmierci. Jeszcze inne skojarzenia rodzą przecinające krajobraz tory kolejowe i unoszący się nad polami dym...

Czasem malarz pozwala sobie na dosłowność, jak w obrazie „Strach”, w którym tytułowy tekst pojawia się w pejzażu niczym widmo i odbija się w wodzie. To tytuł kolejnej książki, którą Jan Tomasz Gross wydał po słynnych „Sąsiadach”. Ale to także strach, który wisi w polskim powietrzu. Czego się boimy? Że coś wyjdzie na jaw? Że nasz wizerunek jako heroicznych ofiar straci na wyrazistości, rozmyje się w złożoności historycznych faktów? Są różne podejścia do tego problemu. Jedni uważają, że spełnianie obowiązków polskich polega na bronieniu narodowych mitów za wszelką cenę. Wilhelm Sasnal należy jednak do tego plemienia, z którego wywodzą się wielcy pisarze, tacy jak kiedyś Gombrowicz, a dziś Olga Tokarczuk, autorzy, którzy wierzą, że jeżeli artysta ma jakieś obowiązki polskie, to polegają one na prowadzeniu z polskością krytycznej polemiki.

Kiedy pytam Sasnala, czy czuje takie zobowiązanie, odpowiada, że sztuka dla niego jest przestrzenią wolności, a nie powinności. „Przy całej swawoli, a nawet anarchii, jaka wpisana jest w praktykowanie sztuki, ja traktuję jednak tę dyscyplinę poważnie – dodaje. – Nie interesuje mnie komedia, malarstwo to nie żart, tylko rzecz serio”.

Fot. materiały prasowe (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal w Warszawie, Maciej Jaźwiecki/Muzeum POLIN)

„Taki pejzaż” to zatem polski krajobraz potraktowany na serio i w rozszerzonym sensie: zobaczony na żywo, a także w filmach, na zdjęciach, w tekstach, poezji, pamięci i wyobraźni. To również pejzaż, który ma swoich mieszkańców. Niektórych mamy okazję spotkać na wystawie w Polin. Nieznany człowiek zobaczony na polu z okna pociągu relacji Warszawa–Kraków. Murzynek Bambo, wcielenie rasistowskiego stereotypu z bijącego rekordy popularności wierszyka dla dzieci. Ksiądz Trzeciak, jeden z czołowych ideologów przedwojennego antysemityzmu. Herschel Grynszpan, 17-letni polski Żyd, który w 1938 roku zastrzelił w Paryżu hitlerowskiego dyplomatę. Żona malarza, Anka Sasnal, patrząca przez okno samochodu na muzeum Auschwitz. Tłumaczka, która w filmie „Shoah” przekładała pytania zadawane przez dokumentalistę Claude’a Lanzmanna świadkom Zagłady i tłumaczyła ich odpowiedzi. A nawet Adolf Hitler, którego nie zobaczymy, bo przedstawiający go obraz artysta zamalował tak, że wygląda teraz na abstrakcyjny, choć wiemy, że abstrakcją nie jest.

Wilhelm Sasnal maluje scenografie, przedstawia niektóre osoby dramatu, lecz samego spektaklu nie inscenizuje. Nie opowiada historii. Obrazuje jedynie możliwość pewnego spojrzenia na krajobraz, polskość, pamięć, tożsamość. Malarz pokazuje tylko to, co widać – tylko tyle i aż tyle.

Fot. materiały prasowe (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal w Warszawie, Maciej Jaźwiecki/Muzeum POLIN)

Narzędzie doskonałe

Na „Taki pejzaż” składają się prace z ostatnich 20 lat, ale wystawa nie jest zbiorem dzieł wszystkich Sasnala ani jego the best of. Refleksje nad polskością i miejscem, jakie zajmuje w niej Zagłada, to nie jest przecież jedyny temat tego artysty. Zresztą nawet „Taki pejzaż” wykracza daleko poza problematykę Zagłady w ścisłym sensie. Chodzi tu o coś więcej, o praktykowanie krytycznego spojrzenia, które nie boi się zobaczyć tego, co widać. Malarstwo okazuje się doskonałym narzędziem takiej pracy. Czyni fakty mniej oczywistymi, a przez to prawdziwszymi. Do tego malarstwo niełatwo zignorować. Patrząc na rzeczywistość, można udać, że się jej nie widzi. Dużo trudniej podobną operację wykonać z obrazem. Któż będzie upierał się, że go nie ma, skoro widać, że wisi na ścianie – i kiedy raz się obraz zobaczy, nie da się go już „odzobaczyć”.

Fakt, że Wilhelm Sasnal pokazuje „Taki pejzaż” w muzeum Polin, jest gestem jednocześnie politycznym i artystycznym. Nie istnieje bowiem realnie coś takiego jak neutralny grunt ani apolityczność sztuki, ponieważ niezajmowanie stanowiska też jest polityczną deklaracją. Sasnal akurat nigdy nie cofał się przed zajmowaniem wyrazistych politycznych pozycji. Zresztą czy mógłby postępować inaczej, chcąc pozostać nie tylko dobrym, lecz także wiarygodnym malarzem? Pejzaż nie jest przestrzenią niewinną, a więc tym bardziej niewinne nie jest ukazujące go malarstwo. Obrazy Sasnala jawią się w tym kontekście jako niebezpieczne, ale właśnie dlatego potrzebne.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze