1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Durellowie z Korfu – kim była ta rodzina? Jak powstał serial o jej dziejach?

Durellowie z Korfu – kim była ta rodzina? Jak powstał serial o jej dziejach?

Kadr z filmu "Durrellowie" - w pasiastej koszulce serialowy Larry i kolejno: Lugarecja, Margot, Leslie, Louisa i mały Gerry. (Fot. materiały prasowe HBO)
Świat poznał ich najpierw dzięki książkom, na czele z „Moją rodziną i innymi zwierzętami” Gerarda Durrella, a od jakiegoś czasu serca widzów podbija opowiadający o nich serial. Ile w nim prawdy o życiu cudownie ekscentrycznych Durrellów, a ile zmyślenia?

Wszystko zaczęło się w pewien wyjątkowo wietrzny i pochmurny wieczór w brytyjskim kurorcie Bournemouth w 1935 roku. A przynajmniej tak podaje Gerry Durrell, wybitny zoolog i autor bestsellerowej trylogii o przygodach swojej rodziny na greckiej wyspie. Inicjatorem, jak zawsze, był jego najstarszy brat Larry.

„Czemu musimy znosić ten cholerny klimat? Potrzeba nam wszystkim słońca... Kraju, w którym moglibyśmy wzrastać…” – czytamy w książce „Moja rodzina i inne zwierzęta”. „Dostałem dzisiaj list od George’a. Powiada, że Korfu jest cudowna. Czemu nie mielibyśmy się spakować i pojechać do Grecji? (...) – Przesadzasz, Larry – głos matki brzmiał płaczliwie. – Nie mogę przecież jechać ot tak, ni z tego, ni z owego. Musiałabym coś zrobić z tym domem. – Coś zrobić? A co, na litość boską? Trzeba go po prostu sprzedać. – To niemożliwe – matka była wstrząśnięta. – Czemu? – Bo właśnie go kupiłam. – Więc go sprzedaj, póki jest jeszcze w całkiem dobrym stanie. – Nie bądź śmieszny, Larry – ucięła matka stanowczo. – Wykluczone. To by było czyste szaleństwo. Wobec tego sprzedaliśmy dom i uciekliśmy przed ponurością angielskiego lata jak stado migrujących jaskółek”.

Można by sądzić, że cała rodzina, czyli Louisa Durrell wraz z czwórką dzieci: Larrym, Lesliem, Margaret i Geraldem, przeprowadziła się na Korfu niemal pod wpływem kaprysu. Robiąc to, na co każdy z nas ma czasami ochotę, czyli uciekając od szarej rzeczywistości. Zresztą podobnie całą sprawę przedstawia brytyjski serial „Durrellowie”, nakręcony na podstawie książek Gerry’ego. Choć licząca cztery sezony produkcja odsłania już nieco „mrocznych kart rodzinnej historii”, jak nazywa je biograf rodziny Michael Haag. Mianowicie: Louisa topi smutki w alkoholu, Larry ma dość pracy w nieruchomościach, a Gerry z powodu swojej wrażliwości jest szykanowany w szkole. Do tego pieniądze topnieją w zastraszającym tempie. Haag twierdzi, że tym, co naprawdę ich tam sprowadziło, była jednak nagła śmierć Lawrence’a Durrella ojca kilka lat wcześniej w Indiach (doznał wylewu krwi do mózgu) i jej druzgoczący wpływ na matkę, a tym samym także na jej dzieci.

Gerald, Louisa i Lawrence, z tyłu Margo, w domu na wyspie Jersey. (Fot. Getty Images)

Mroczniejsze cienie

Durrellowie męczyli się w chłodnej Anglii także dlatego, że wszyscy przyszli na świat w Indiach. Wprawdzie Wielka Brytania była ich ojczyzną kulturową, ale to Indie traktowali jako prawdziwy dom. Z racji pracy Lawrence’a, który był inżynierem kolejnictwa, przenosili się z miejsca na miejsce w obrębie Radżastanu, poznając tamtejsze smaki, kolory i zapachy. To indyjski klimat i słońce ukształtowały ich wrażliwość. Gdyby nie późniejsza śmierć męża, Louisa pewnie nigdy nie podjęłaby decyzji o powrocie na Wyspy, ale pogrążona w żałobie i zagubiona posłuchała rad znajomych twierdzących, że Indie nie są dobrym miejscem, by wychowywać dzieci.

Choć Lawrence syn, zwany Larrym, przyznawał po latach, że byli tam z matką naprawdę szczęśliwi, Michael Haag zwraca uwagę na to, że delikatna psychika Louisy doznała tam niejednego uszczerbku. Najpierw straciła drugie dziecko, maleńką Margery, która zmarła na dyfteryt, a potem podczas największego nasilenia epidemii cholery urodziła Lesliego. Haag twierdzi, że te właśnie doświadczenia sprawiły, iż była nadmiernie troskliwą matką i pozwalała swoim dzieciom na wszystkie zachcianki. I to tam zaczęła popijać dżin.
Męża pochłaniała coraz bardziej praca, na świat przychodziły kolejne dzieci. Kiedy Louisa urodziła Geralda, zwanego Gerrym, miała 38 lat. Larry, który miał już wtedy 13 lat, od dwóch lat przebywał w Anglii, w szkole z internatem. Można powiedzieć, że dorastał w samotności i oddaleniu od rodzeństwa, a o śmierci ojca dowiedział się z telegramu. Z kolei Gerry już od dziecka zachwycał się każdym przejawem przyrody – jak twierdziła jego matka, pierwszym słowem, jakie wypowiedział, było „zoo”. Ponieważ od starszego rodzeństwa dzieliło go sporo lat, wykształcił w sobie umiejętność uważnej obserwacji, którą przeniósł potem na zwierzęta.

Jak pisze Haag, śmierć męża była tak wielkim szokiem dla Louisy, że rozważała nawet samobójstwo, ale ze względu na Gerry’ego, który miał dopiero trzy latka i był całkowicie od niej zależny, postanowiła żyć. Kiedy w 1928 roku przyjechali do Anglii, zamieszkali w ośmiopokojowym domu na przedmieściach Londynu, który przed śmiercią udało się jeszcze kupić Lawrence’owi. Całym wsparciem dla Louisy była ciotka Prudence, zwana Prue. Oraz najmłodszy syn, z którym stworzyła bardzo bliską, wręcz symbiotyczną relację. Sami w wielkim domu (starsze rodzeństwo wysłano do szkół) stanowili dla siebie jedyne towarzystwo. Ponieważ Louisy nie stać było na utrzymanie tak dużego domu, wkrótce przeprowadzili się do hotelu Queens, aż w końcu osiedli w Bournemouth, gdyż podobno „słońce świeciło tam częściej niż w innych częściach Anglii”. A jednak nie poprawiło to samopoczucia Louisy. A wręcz pogorszyło. „Dla mamy liczył się tylko jeden mężczyzna i był nim nasz ojciec. A została z małym chłopcem i zjawami” – powiedziała po latach Margaret, zwana Margo. Ostatecznie doprowadziło ją to do załamania nerwowego. Jest to jedna z rodzinnych tajemnic – obaj piszący bracia nie wspomnieli o niej w żadnej ze swoich książek (choć w dużej mierze były one biograficzne), a Margo i Leslie nigdy nie poruszali tego tematu publicznie. Louisa po pobycie w sanatorium na szczęście wróciła do względnie dobrej formy.

Serial "Durrellowie" - rodzina i goście na pikniku przed domem. Wszystkie cztery sezony dostępne na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe HBO)

W stronę słońca

Właśnie w tamtym czasie Larry poznał swoją przyszłą żonę, początkującą malarkę. Nancy, sama jedynaczka, była zachwycona domem Durrellów. „Naprawdę pierwszy raz w życiu czułam, że jestem w rodzinie – w wesołej rodzinie – i pierwszy raz wolno mi było powiedzieć, co chcę. Nie było zakazanych tematów. Było to dla mnie uwalniające doświadczenie, słyszeć, jak ludzie zwracają się do siebie per »ty skończony głupku« i uchodzi im to na sucho”. Zresztą wszyscy, którzy mieli kontakt z Durrellami, podkreślali ich gościnność i bezceremonialność. Oraz atmosferę całkowitej akceptacji, jaka panowała w ich domu. Louisa była wyrozumiała wobec pasji literackiej najstarszego syna (który wydał wtedy pierwszą książkę i zyskał już pewną sławę i uznanie), zamiłowania Lesliego do broni palnej, a także wobec faktu, że najmłodszy, Gerry, w wannie oraz w każdym możliwym naczyniu kuchennym trzymał traszki, kijanki, żaby i tym podobne. Zgodziła się nawet na to, by Margo rzuciła szkołę; zresztą wszystkie dzieci Durrellów miały problem z podporządkowaniem się surowym zasadom brytyjskiej edukacji. Po latach Gerry wspominał, że matka nigdy nie mówiła im, jak mają żyć, co myśleć ani co mówić, nigdy nie uważała, że ona wie lepiej, nigdy nie pouczała. W rezultacie wszyscy wyrośli na ekscentryków.

Jak zauważa Haag, wprawdzie Louisa pozwalała swoim dzieciom dorastać w atmosferze swobody, ale krępowała ich podskórna świadomość, że matka jest tak naprawdę bardzo krucha, i przy całej swojej anarchii musieli się nią opiekować, by nie dopuścić do rozpadu rodziny. I to właśnie troską o nią była podyktowana propozycja Larry’ego, by wszyscy przenieśli się na Korfu. Początkowo chciał tam się udać jedynie z Nancy, by w otoczeniu pięknej przyrody, łagodnym klimacie (i za znacznie mniej pieniędzy niż w Anglii) żyć i tworzyć. Zrozumiał jednak, że nie może zostawić matki i małego Gerry’ego, a skoro oni jadą, to równie dobrze mogą się tam wybrać całą rodziną.

Milo Parker jako Gerald. (Fot. materiały prasowe HBO)

„Przyjechaliśmy do miejsca, które miało na nas wszystkich wywrzeć ogromny wpływ. Jakby z powrotem wpuszczono nas do raju” – czytamy w „Mojej rodzinie i innych zwierzętach”. Zostali jedynie na pięć lat, zmuszeni uciekać przed wojenną zawieruchą, ale ostatecznie każdemu z nich ten czas przyniósł ozdrowienie. Louisa poczuła się jak przed laty, w Indiach. Przy pomocy lekko hipochondrycznej i bardzo temperamentnej gosposi Lugarecji mogła tak jak dawniej prowadzić dom i oddawać się swojej pasji kulinarnej, otoczona bliskimi i życzliwymi, w tym ich prawdziwym greckim aniołem stróżem, taksówkarzem Spirosem, zwanym Americanosem. Larry na Korfu i dzięki Korfu napisał swoje największe dzieła, podczas tych lat rozwinęła się także jego wieloletnia przyjaźń i korespondencja z pisarzem Henrym Millerem (on z kolei, zauroczony Korfu, napisał swojego „Kolosa z Maroussi”). Leslie wreszcie mógł do woli eksplorować otoczenie, wzmocnił się fizycznie i psychicznie, a matka już nie drżała bez przerwy o jego zdrowie. Margo najbardziej z całej piątki związała się z mieszkańcami Korfu i została na wyspie najdłużej, mimo wybuchu wojny. Zaś Gerry, wspierany przez swojego mentora Teodora Stephanidesa, człowieka elokwentnego, wykształconego i równie jak młody Gerry zafascynowanego przyrodą, odbierał edukację, jakiej prawdopodobnie nie dałaby mu żadna brytyjska szkoła. Jak powiedział później: „Gdybym miał magiczną moc, każdemu dziecku dałbym dwa wspaniałe dary: czarodziejskie dzieciństwo, jakie miałem na Korfu, oraz przyjaźń i przewodnictwo Teodora Stephanidesa”.

Prawdziwy Gerry na Korfu, ok 1960. (Fot. Getty Images)

Święty Spirydonie!

„Powinienem wyjaśnić, iż w okresie naszego pobytu na Korfu byliśmy młodzi: Larry, najstarszy, miał dwadzieścia trzy lata, Leslie dziewiętnaście, Margo osiemnaście, a ja, najmłodszy, byłem we wrażliwym, pobudliwym wieku lat dziesięciu. Nigdy nie mieliśmy pewności co do wieku naszej matki, a to z tej prostej przyczyny, że nie pamiętała swojej daty urodzenia. Mogę tylko powiedzieć jedno, że była dostatecznie dorosła na to, by mieć czworo dzieci” – pisze Gerry, barwny kronikarz ich życia na Korfu. Choć, jak twierdzi wielu, także bogato ubarwiający realia.

„Durrellowie to wirtuozi konfabulacji” – wyrokuje Haag. „Wszyscy byli wspaniałymi gawędziarzami i blagierami. Kręcili nosem na »Moją rodzinę i inne zwierzęta« Gerry’ego – zwłaszcza Margo – ale bez ceregieli przywłaszczali sobie nawzajem swoje historie, a w razie potrzeby wymyślali nowe”. „Jeśli chodzi o moją rodzinę, to nigdy nie wiem, co jest prawdą, a co fikcją” – tak podobno podsumowała po latach Margo książki obu swoich braci. Jeden ze znajomych rodziny twierdził, że w drugiej książce Gerry umieścił anegdoty o rodzinie tak niewiarygodne, że sam wątpił, by ktokolwiek wziął je na poważnie, natomiast w trzeciej umieścił te, w które nie wierzył nawet on sam. Ot, kilka przykładów na potwierdzenie tych słów.

Weźmy choćby Nancy, żonę Larry’ego, która była z Durrellami praktycznie od początku, i to od wspólnego marzenia pary o tym, by wieść żywot prawdziwych artystów na greckiej wyspie, wzięła się idea wyjazdu całej rodziny. W książce, jak i w serialu, pojawia się jedynie na chwilę, jako dziewczyna Larry’ego, która wpada w odwiedziny. Zresztą swojego brata, znakomitego pisarza, autora słynnego „Kwartetu aleksandryjskiego”, zgłoszonego do literackiego Nobla, Gerry przedstawia w serii z czułą ironią, jako aspirującego literata mającego obsesję na punkcie seksu. Nie odnotowuje też faktu, że Larry wraz z Nancy od 1937 do 1939 roku właściwie spędzili więcej czasu na szeroko rozumianych salonach literackich we Francji i w Anglii niż na Korfu. Gerry „pozbawił” w książce żony oraz córki także swojego greckiego mentora. Za to sam przywłaszczył sobie anegdotę Lesliego, który pewnego dnia łowił ryby z bardzo sympatycznym mężczyzną – jak się okazuje po fakcie, więźniem odsiadującym wyrok za zabicie żony, przebywającym aktualnie na przepustce. Z kolei Margo zaklinała się na wszelkie świętości, że nigdy nie całowała z namaszczeniem stóp Świętego Spirydona w nadziei, że święty wyleczy jej trądzik – o czym ze swadą pisze jej młodszy brat. Przyznaje się jedynie do stosowania świętej wody z Lourdes na czyrak, który zrobił się jej na stopie.

Zresztą tym samym tropem poszli scenarzyści serialu „Durrellowie”, ubarwiając jeszcze bardziej wyobraźnię Gerry’ego. W kolejnych sezonach delikatnie popychają Louisę w ramiona coraz ciekawszych kandydatów na męża, którzy w książce byli jedynie postaciami epizodycznymi. Co więcej, robią prawdziwego amanta z przyjaciela i pomocnika rodziny Spirosa, który wprawdzie był błyskotliwym i energicznym mężczyzną, ale – co widać choćby na zdjęciach zamieszczonych w książce Michaela Haaga – daleko mu było do profilu greckiego boga. Upraszczają też trochę kwestię domu Durrellów. W rzeczywistości były ich aż trzy (Truskawkowa Willa, Żonkilowa i Śnieżnobiała, plus biały dom Larry’ego i Nancy w Kalami), zmieniane kolejno rzekomo z powodu bardzo kłopotliwego nawyku Larry’ego, który zwykł zapraszać bez uprzedzenia swoich angielskich znajomych. Jak jednak znów zauważa Haag, Larry nie mieszkał wtedy z rodziną, a na miejscu nie było wcale hord jego znajomych.

Lawrence Durrell w swoim domu w Sommière w Langdewdocji (1960). (Fot. Getty Images)

Ojczyzna duszy

Ale może nie da się inaczej opowiadać o magii, jaka stała się ich udziałem na greckiej wyspie? „Naprawdę, Teodorze, jestem przekonany, że ty to wszystko wymyślasz w chwilach wolnych od zajęć – mówił Larry. – Nic podobnego – Teodor uśmiechnął się promiennie w brodę. – Gdyby to było gdziekolwiek indziej na świecie, tobym musiał wymyślać, ale tu, na Korfu… życie ubiega sztukę” – czytamy w „Mojej rodzinie...”.

Zarówno dla Larry’ego, jak i Gerry’ego ekscentrycy, cudacy i dziwacy byli częścią magii tej greckiej, baśniowej krainy, gdzie duchy obcowały ze śmiertelnikami. Nie chcieli i nie umieli inaczej opowiadać o tamtym cudownym dla nich wszystkich okresie. Owszem, można nazwać to ucieczkowym upiększaniem rzeczywistości, do czego prawdopodobnie przywykli podczas mrocznego czasu po śmierci ojca. Ale można też nazwać umiejętnością snucia dobrej opowieści, którą to – jak podają liczni znajomi – przyswoili sobie wszyscy Durrellowie, łącznie z Margo, Lesliem i samą Louisą. Można też po prostu nazwać literaturą.

Z dzisiejszej perspektywy jest ewidentne, że wszystkie dzieci Louisy musiały przedwcześnie dojrzeć i niejako odwrócić role – stać się opiekunami swojej matki. „Jak słusznie powiada mój brat Larry, możemy być dumni z tego, jakeśmy ją wychowali: przynosi nam chlubę” – pisał żartobliwie Gerry w 1955 roku w Bournemouth, kiedy zaczął tworzyć swoją trylogię. Prawdopodobnie w ten sposób uratowali swoją matkę, ale uratowali też siebie. Jak powiedział kiedyś Larry, wszyscy mamy dwie ojczyzny: tę, w której przychodzimy na świat ciałem, i tę, w której budzimy się do prawdziwego życia. Indie ich ukształtowały, Anglia – przygarnęła z powrotem, ale to Korfu okazało się ojczyzną ich duszy.

Po latach Gerard Durrell, już jako znany popularyzator wiedzy przyrodniczej i założyciel ogrodu zoologicznego na wyspie Jersey, przyznał, że Korfu od czasów jego dzieciństwa zmieniło się nie do poznania, zdewastowane przez turystykę. Czuł się winny, że to między innymi jego książki wywołały takie zainteresowanie wyspą. Może dlatego dziś tak trudno znaleźć trzy wille wynajmowane przez Durrellów, mimo że nadal stoją na swoim miejscu. Nie można ich też zwiedzać. Fani trylogii oraz serialu mogą jednak wybrać się do Kalami, gdzie zachował się Biały Dom Larry’ego. Obok niego jest tawerna, w której można wypić szklaneczkę retsiny, myśląc o dawnych lokatorach tego domu.

Autorka korzystała z: trylogii Gerarda Durrella: „Moja rodzina i inne zwierzęta”, „Moje ptaki, zwierzaki i krewni” oraz „Ogród bogów” (w przekładzie Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej), która ukazała się w wydawnictwie Noir sur Blanc, podobnie jak książka Michaela Haaga „Durrellowie z Korfu”, a także tom korespondencji między Lawrence’em Durrellem a Henrym Millerem „Listy. 1935–1980”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze