1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Planeta Singli. Osiem historii” – o randkach w ciemno i sile stereotypów rozmawiamy z Mateuszem Damięckim

„Planeta Singli. Osiem historii” – o randkach w ciemno i sile stereotypów rozmawiamy z Mateuszem Damięckim

Kadr z serialu „Planeta Singli. Osiem historii” (Fot. Paweł Drabik)
Serial „Planeta Singli. Osiem historii” to seria filmów, która opowiada o wszystkich stronach internetowego randkowania. Każdy z odcinków, portretujących współczesny świat miłosnych wzlotów i upadków, pokazany będzie oczami innego reżysera. O serialu „Planeta Singli. Osiem historii” rozmawiamy z Mateuszem Damięckim, wcielającym się w rolę Adama.

Martyna Harland: Serial „Planeta Singli. Osiem historii” pokazuje różne historie miłosne, których wspólnym mianownikiem jest to, że bohaterowie poznają się przez aplikacje randkowe. Z jakim problemem spotykają się na pierwszej randce Ela i Adam?
Mateusz Damięcki: Każde z nich ma swoje potrzeby. Jednak Adam, bohater którego gram, jak i Ela, jego potencjalna partnerka, zamiast wprost powiedzieć o swoich zamiarach czy oczekiwaniach, robią to w sposób mocno zawoalowany… tak, żeby to ukryć. Niestety nie potrafią wyrazić ani nazwać swoich potrzeb. Moim zdaniem ta para robi wszystko, świadomie bądź nie, żeby utrudnić sobie wzajemne poznanie się. A mogliby przecież zaoszczędzić to, co najcenniejsze, czyli czas.

Ela młoda chemiczka, postanawia stworzyć specjalny test, który ma sprawdzać cechy niezbędne do budowania udanego związku. Przychodzi na randkę już z pewnymi oczekiwaniami wobec partnera: ma być empatyczny, cierpliwy, z małym ego. Tyle że musi je schować w kieszeń, bo Adam nie spełnia żadnych oczekiwań…
A gdyby Adam i Ela zaczęli ze sobą otwarcie rozmawiać, to mogliby umówić się na pewne odstępstwa od tej „idealnej” wizji partnera. Adam zrezygnowałby ze swoich przyzwyczajeń, popracowałby nad tym, by jego ego spuściło trochę z tonu, wykazało się większą cierpliwością czy empatią. Chociaż nie zdradzając zbyt wiele, mój bohater spełnia się w pracy, w której nie należy dopuszczać zbyt często do głosu emocjonalnej empatii, bo to raczej kłóciłoby się z profesjonalizmem w przypadku jego zawodu. No ale mógłby chociaż postarać się i wyjść naprzeciw oczekiwaniom Eli. Tyle że najpierw trzeba wyłożyć wszystkie karty na stół, a tutaj tak się nie dzieje. To, że nie mówimy o sobie całej prawdy, zwłaszcza na początku związku, ma pewne zalety – druga osoba nie jest w stanie poznać naszych wad, a my możemy dalej ukrywać się w skorupie. Ale po co to robić? Skoro prawda i tak wyjdzie na jaw. Dzisiaj żyjemy w szybkim tempie, dlatego warto rozmawiać o swoich oczekiwaniach nie tylko wobec związku, ale samej randki czy jednorazowego spotkania. Bo motywacja każdego z nas, jak widać w odcinku, może być zupełnie inna.

Mnie, jako psycholożce, bardzo spodobał się Adam, dlatego że nikogo nie udawał, był autentyczny! Chętnie pokazałabym ten odcinek wszystkim mężczyznom, którzy są w kryzysie i nie potrafią odnaleźć odpowiedzi na pytanie: co to znaczy być dzisiaj prawdziwym facetem? Adam nie ma z tym problemu, on wie, czego chce, a nie tylko stara się dopasować do innych.
Właśnie tak! Niestety Adam zostaje skreślony przez Elę akurat za to, że jest sobą. Myślę, że umawianie się na randkę w ciemno, na podstawie danych, które są dostępne w aplikacji, jest ryzykowne. Musimy przecież założyć, że osoba udostępniająca swój profil nie mówi o sobie całej prawdy. Pewnie dlatego Ela jest nastawiona na to, żeby jak najszybciej znaleźć to, co różni ją i Adama – tak zwaną „strefę zgniotu”.

Tego typu randka najlepiej sprawdza się przy takich motywacjach, jakie wnosi do odcinka Adam, który jest nastawiony na tu i teraz, a nie na to, co będzie dalej. To spotkanie Adama i Eli nie było udane, bo zabrakło tych paru sekund, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: po co my się tutaj spotykamy?

W doborze partnera warto kierować się rozumem, a nie porywami serca? Tak robi Ela. Potwierdza to również teoria psychologii miłości, m.in. badania Bogdana Wojciszkego czy trójczynnikowa koncepcja miłości Sternberga, która pokazuje że w związku najszybciej gasną namiętność i intymność, a pozostaje zaangażowanie, czyli świadoma decyzja o tym, czy chcemy być w relacji. Świadomość tego, kogo szukamy, ma sens.
Pytanie tylko o definicję randki. Wygląda na to, że każdy z nas widzi to inaczej. Dla mnie randka jest po to, by zdjąć maski, zajrzeć pod wizerunek z portalu internetowego. To spotkanie, w czasie którego pokazujemy swoją prawdziwą twarz. Adam wiedział, dlaczego chciał spotkać się z Elą, ale nie napisał o tym na profilu, być może dlatego, żeby nie zamykać sobie drogi do odnalezienia tej prawdziwej miłości. Jednak głównym problemem tej dwójki jest zagubienie w świecie realnym, a świat wirtualny ma im pomóc poskładać sobie życie, spełnić ich potrzeby, oszczędzając ich czas. Tyle że oni nie potrafią dogadać się w najważniejszej kwestii – czego tak naprawdę potrzebują.

Wykonywanie tak odpowiedzialnego i społecznie potrzebnego zawodu przez Adama jest kluczowe, bo wpływa na charakter jego potrzeb. To mężczyzna, który na co dzień poświęca się innym, a czasem chciałby złapać balans i zająć się tylko sobą. Ma przecież prawo też mieć coś z tego życia – po to, żeby później funkcjonować na pełnych obrotach i pomagać innym. Dlatego będę go bronił! Moim zdaniem to ważne, że przyznaje się do swoich słabości. Adam lubi słone i mięsne potrawy, ale nie przeszkadza mu, jeśli kobieta jest weganką. Nosi głupie wąsy i nie zgolił ich specjalnie na randkę. Ma problemy ze wzrokiem, nosi okulary. Pokazuje prawdziwego siebie. Tyle że Ela poleciała na niego z sekatorem, a powinna mu dać trochę czasu na to, żeby mógł powiedzieć o sobie coś więcej.

Z różnych rozmów z terapeutami wiem, że kobiety narzekają dzisiaj w gabinecie na to, że mężczyzna, który zaprasza je na randkę, zamiast wyjść z inicjatywą, zadaje pytanie: „A gdzie chciałabyś pójść?”. Podobno kobiety wcale nie są zadowolone z tego, gdy mężczyzna spełnia wszystkie ich oczekiwania – po jakimś czasie staje się to dla nich nudne. Mają poczucie, jakby mężczyzna nie wnosił nic od siebie do relacji. Dlatego to, że Adam jest autonomiczny, a nie zależny, i nie stara się spełnić wszystkich oczekiwań Eli, nie jest wcale takie złe…
Uważam, że mężczyzna powinien brać sprawy w swoje ręce. I tak, jak widać w odcinku, nawet jeśli Adam umówił się z Elą w dzielnicy, w której nie ma węgierskiej restauracji, to jeśli miał ochotę zjeść na kolację „bogracz”, dopytuje o to nawet we włoskiej knajpie. W ten sposób chce podkreślić, że jest tym „jaskiniowcem”, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, czyli wie, czego chce. Poza tym pokazuje swoje poczucie humoru. Adam nie ma problemu z męskością, on wie, kim jest. Tylko, czy kobietom się to dzisiaj podoba?

Pewnie zastanawialiście się z twórcami serialu, reżyserem Alkiem Pietrzakiem czy twoją partnerką – Marianną Linde (Elą), jak zmieniła się dzisiaj kobiecość i męskość oraz jak to wpływa na związki. Do czego doszliście?
A właśnie że w ogóle się nad tym nie zastanawialiśmy. Bo wyszliśmy z założenia, że mężczyźni i kobiety są tacy, jacy są i byli, a pewne rzeczy się nie zmieniają. Nadmierne myślenie na temat współczesnej kobiecości czy męskości w niczym nie pomaga. Chcieliśmy potraktować nasze postacie indywidualnie, a nie grzebać w stereotypach. Myślę, że nikomu nie trzeba mówić, jacy są dzisiaj mężczyźni czy jakie są kobiety, stereotyp z definicji spełnia te funkcje, a to niestety zamyka nas na ludzi. W naszych postaciach staraliśmy się pokazać różnice i odstępstwa od tych stereotypów. To, że Ela czuje się osamotniona, nie znaczy, że każda kobieta jest dzisiaj samotna. Ela chciałaby po prostu przytulić się do jakiegoś faceta, bo ma takie, a nie inne, preferencje seksualne i dlatego korzysta z aplikacji randkowej. A na końcu okazuje się, że mogło być między nimi fajnie, gdyby nie stereotypy. Osobiście uważam, że zawsze należy stać w kontrze do stereotypów i pokazywać w każdym z nas to, co oryginalne.

Mam poczucie, że w tym odcinku uwolniliście mężczyznę od stereotypu. Jak również w innym odcinku tego serialu, który opowiada o seksie osób dojrzałych, gdzie grają Maria Maj i jej kochanek, a twój tata – Maciej Damięcki, w roli Kazia. To niezwykle wyzwalająca opowieść o miłosnym trójkącie dla wszystkich dojrzałych osób! Podobnie jak film „Lekcja miłości” Goliszewskiej i Matei.
Jeszcze nie widziałem tego odcinka. A jeśli miałbym podsumować temat współczesnej męskości, powiedziałbym tak: jeśli mężczyzna lubi „bogracz”, to ma się do tego przyznać, a nie wstydzić czy ukrywać przed kobietą, bo może to nie wypada!

Co to właściwie jest ten „bogracz”?
To węgierskie ostre danie, oparte na wołowinie, papryce, ziemniakach, z solą i pieprzem – które są ważnym symbolem w tym serialu, bo dodają życiu smaku. To taki miszmasz z tego, co zostało z wczoraj; zupa gulaszowa, która z wizualnego punktu widzenia nie grzeszy pięknością. Ale każdy z nas potrzebuje się najeść. Pytanie: co kto lubi? A jeśli facet lubi „bogracz”, to ma być z tego dumny. Inaczej nie będzie prawdziwym partnerem dla żadnej kobiety.

Premiera w piątek 19 listopada na antenie CANAL+ PREMIUM o godz. 21:00 oraz w serwisie CANAL+ online na canalplus.com

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze