1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Eurowizja – konkurs, który budzi skrajne emocje

66. Konkurs Piosenki Eurowizji odbywa się w Turynie. Polskę reprezentuje Krystian Ochman, 22-letni wokalista, który w swojej twórczości łączy brzmienie śpiewu klasycznego z repertuarem rozrywkowym. (Fot. Getty Images)
Eurowizja od lat budzi skrajne emocje: jedni krytykują konkurs za lansowanie kiczu, drudzy chwalą rozmach widowiska i gatunkowy eklektyzm. I choć niektórzy wykonawcy faktycznie stawiają bardziej na spektakularne show niż na dobrą piosenkę, można natknąć się tu na prawdziwe muzyczne perełki.

W połowie lat 50. członkowie EBU, czyli Europejskiej Unii Nadawców, ustanowili komitet, którego celem było opracowanie programu rozrywkowego jednoczącego kraje europejskie i wspólnie przez nie realizowanego. Tak powstała Eurowizja, której pierwsza edycja odbyła się w maju 1956 roku. Wystąpiło wówczas zaledwie 7 krajów: Holandia, Szwajcaria, Belgia, Niemcy, Francja, Luksemburg i Włochy, a całe wydarzenie przypominało bardziej kameralny koncert niż wielkie widowisko muzyczne. Dziś Konkurs Piosenki Eurowizji (Eurovision Song Contest) jest największym telewizyjnym show na świecie, transmitowanym corocznie w ponad 45 krajach, przygotowywanym przez długie miesiące i organizowanym z prawdziwym rozmachem.

Z jednej strony Eurowizja cieszy się ogromną popularnością – są nawet ludzie, którzy czekają na nią cały rok, a majowe finały traktują jak prawdziwe święto. Z drugiej – postrzegana jest jako synonim muzycznego kiczu. Zarzuca się jej pompatyczność, campowość i powtarzalność. Mówi się też o specyficznej stylistyce, niskim poziomie artystycznym prezentowanych utworów, lansowaniu ekscentrycznych wykonawców, stawianiu na widowisko, a nie prawdziwy talent, i trzymaniu się zasady „im dziwniej, tym lepiej”. Wielu powie, że muzyka dawno przestała mieć tu jakiekolwiek znaczenie. Ale czy słusznie? Najgłośniej wypowiadają się oczywiście ci, którzy nie śledzili Eurowizji od lat, a ostatni raz oglądali ją dwie dekady temu, gdy Michał Wiśniewski śpiewał w Rydze „Kaine Grenzen”. Od tego czasu jednak sporo się zmieniło, nie tylko pod kątem oprawy samego wydarzenia, ale przede wszystkim jakości utworów biorących udział w konkursie. Złośliwi zawsze będą mieli jakieś „ale”. Są jednak pewne kwestie, których Eurowizji wytknąć nie można.

Eurowizja jest najdłużej transmitowanym corocznym konkursem muzycznym. Fakt ten wpisano nawet do księgi rekordów Guinessa. Obraz wydarzenia, jaki utrwalił się w masowej wyobraźni na przestrzeni lat, ma niewiele wspólnego z tym, jak ESC wygląda i brzmi w 2022 roku. Przez prawie siedem dekad konkurs przeszedł niewyobrażalną transformację – od małego plebiscytu dla zaledwie kilku krajów do ogromnego rozrywkowego przedsięwzięcia na światowym poziomie organizacyjnym i artystycznym. W tym czasie Eurowizja wylansowała wielu wielkich muzyków, m.in. ABBĘ, Céline Dion, Al Bano i Rominę Power, Julia Iglesiasa czy Olivię Newton-John. Ci, którzy krytykują wydarzenie, najpewniej zapomnieli, że gdyby nie ESC, pewnie w ogóle byśmy o nich nie usłyszeli. Ostatnie lata są najlepszym dowodem na to, że przyklejona do Eurowizji łatka obciachowego festiwalu, którego i tak nikt nie ogląda, powoli zaczyna odpadać. Ale żeby się o tym przekonać, warto to wydarzenie śledzić.

O co tak naprawdę chodzi w Eurowizji i na czym polega jej fenomen? Pod płaszczem rozrywki kryją się wbrew pozorom niezwykle istotne i potrzebne kwestie. Najważniejsze jest tutaj przesłanie radości, miłości i pokoju. Eurowizja ma nie tylko bawić i dostarczać wrażeń muzycznych, ale przede wszystkim jednoczyć Europę, ludzi, publiczność i artystów. Konkurs od lat pokazuje różnorodność, nie tylko artystyczną. Okazuje pełną tolerancję i wsparcie dla wszystkich: dla każdej płci, rasy, orientacji seksualnej, a także mniejszości. Docenia inność i łamie wszelkie konwencje. Bez względu na to, kim się jest i jak się wygląda – na Eurowizji można poczuć się akceptowanym i ważnym. To zdecydowanie najbardziej inkluzywne wydarzenie muzyczne w Europie, dlatego też sporą rzeszę jego fanów stanowi społeczność LGBTQ+. Eurowizja po prostu daje nam coś, czego tak naprawdę wszyscy potrzebujemy: optymizm, zabawę, emocje i poczucie wspólnoty.

Ciekawą sprawą na Eurowizji jest też głosowanie widzów, które zazwyczaj jest loterią. Wiadomo, że konkurs dotyczy muzyki, a zwycięstwo powinno przypaść najlepszej piosence, jednak głosujący często biorą pod uwagę zupełnie inne aspekty: charyzmę wykonawcy, oprawę sceniczną czy przesłanie, jakie niesie tekst, dlatego tak ciężko przewidzieć, co w danym roku porwie publiczność. Może to być cudaczne show, skromna ballada, rockowe widowisko, mocny wokal, a może ważny przekaz. Tego nigdy nie wiadomo. To właśnie ten element zaskoczenia sprawia, że ESC może cieszyć się co roku tak dobrą oglądalnością.

Eurowizyjny eklektyzm

Z racji wspomnianej wcześniej inkluzywności Eurowizja przyciąga przedstawicieli przeróżnych gatunków muzycznych i stylistycznych, również tzw. „kosmitów” – wykonawców, którzy muzykę traktują jak czystą zabawę. Są to artyści najczęściej o niecodziennym wizerunku scenicznym, którzy stawiają po prostu na dobre show (patrz: Verka Serduchka). Niektórym z nich udaje się nawet wystąpić z naprawdę chwytliwym i ciekawym utworem – tu za przykład może posłużyć chociażby zwycięska w 2006 roku grupa Lordi, izraelska wokalistka Netta, która wygrała w 2018 roku, czy Conchita Wurst, laureatka konkursu z roku 2014. To właśnie ich publiczność najbardziej zapamiętuje, ale też z nich najbardziej szydzi. Rozgłos, jaki zyskują, sprawia, że konkurs kojarzy się głównie z nimi. Prawda jest taka, że Eurowizja to prawdziwy muzyczny eklektyzm, gdzie obok wygłupów można natknąć się – czasem całkiem przypadkiem – na prawdziwą sztukę i naprawdę uzdolnionych artystów. Wystarczy przyjrzeć się wykonawcom, którzy zwyciężyli lub zajęli wysokie miejsca w ostatnich latach. Wylansowani przez Eurowizję Duncan Laurence, Salvador Sobral, Barbara Pravi, Gjon’s Tears, Loïc Nottet, Mahmood, Måns Zelmerlöw czy Jamala – to przykłady artystów, których poczynania na europejskim rynku muzycznym z pewnością warto śledzić.

Efekt ABBY i siła Eurowizji

Eurowizja może być również świetnym startem dla młodych artystów. Okazją do promocji, pokazania swoich umiejętności i oczarowania europejskich słuchaczy. Najlepszym tego przykładem jest włoski zespół Måneskin, który w ubiegłym roku odniósł spektakularne zwycięstwo, udowadniając, że Eurowizja to również przestrzeń dla rockowej energii i mocniejszych brzmień. Talent i charyzma młodych Włochów nie pozostawiły nikogo obojętnym. Po sukcesie w konkursie ich kariera ruszyła z kopyta – nagrali numer z Iggym Popem, supportowali Stone’sów, wystąpili na rozdaniu nagród MTV, zjeździli całą Europę, grając niemalże w każdym kraju i na najważniejszych światowych festiwalach – m.in. tegorocznej Coachelli. To pierwszy taki przypadek od momentu zwycięstwa ABBY w 1974 roku – szwedzka grupa również zaczynała na Eurowizji, później zyskała popularność na całym świecie, a dziś ma status zespołu kultowego. To jest właśnie siła Eurowizji.

Polacy na Eurowizji

Polska zadebiutowała na Eurowizji dość późno, bo dopiero w 1994 roku, ale za to z przytupem, zajmując od razu 2. miejsce. Na eurowizyjnym podium stanęła wówczas, cała w bieli, Edyta Górniak. Zaledwie 22-letnia wokalistka zaśpiewała balladę „To nie ja” i powaliła publiczność na kolana. Do tej pory nikomu z naszych rodaków nie udało się powtórzyć jej sukcesu ani nawet zbliżyć się do niego. W kolejnych latach bywało naprawdę różnie. Po Górniak w biało-czerwonych barwach wystąpili, niestety bez większych sukcesów, m.in. Kasia Kowalska, Justyna Steczkowska, Anna Maria-Jopek, Mieczysław Szcześniak i Andrzej Piaseczny. Początek lat 2000. to przede wszystkim sukces Ich Troje, którzy w 2003 roku zajęli 7. miejsce. Potem był czas rozczarowań – większość startujących artystów nie wchodziła nawet do finału, a w latach 2012–2013 Polska w ogóle wycofała się z uczestnictwa w konkursie.

Wróciliśmy w 2014 roku – nieco bardziej wzmocnieni i zdeterminowani. O Cleo i Donatanie oraz ich słynnym ubijaniu masła podczas występu z utworem „My, Słowanie” mówili wtedy wszyscy. W ostatniej dekadzie reprezentowali nas również m.in. Monika Kuszyńska, Kasia Moś i Michał Szpak (pamiętne 2. miejsce w televotingu i 8. miejsce w całym konkursie). W tym roku Polacy wybrali Krystiana Ochmana, który pojechał do Turynu z piosenką „River”. Po latach wzlotów i upadków w końcu udało nam się zachwycić europejską publikę i wejść do finałowego składu. Jak na razie idzie nam nieźle. Na próbach dla mediów Ochman zbiera największe brawa, a w zakładach bukmacherskich znajduje się w top 10. O artystę spokojny jest też sam Artur Orzech, wieloletni komentator Eurowizji. „River” nie jest być może propozycją zwycięską, ale na pewno wyróżnia się na tle innych i może zapewnić Polsce całkiem wysoki wynik. Czy tak się stanie? Przekonamy się o tym już w sobotę wieczorem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze