1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

„Tess” – zupełnie inna kobieta. O filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

„Tess” w reżyserii Romana Polańskiego można obejrzeć na platformie Flixclassic.pl, oferującej klasykę filmową z całego świata. (Fot. Alamy Stock Photo)
Jakie refleksje i wskazówki terapeutyczne może przynieść ponowne obejrzenie tego samego filmu po latach – sprawdzają psycholożka Martyna Harland i filmolożka Grażyna Torbicka.

Martyna Harland: Złudzenia pozwalają nam żyć! Tyle że życie pozbawia nas złudzeń, tak jak główną bohaterkę filmu „Tess” w reżyserii Romana Polańskiego. Co Ciebie poruszyło w tym filmie i czy pamiętasz, kiedy widziałaś go po raz pierwszy?
Grażyna Torbicka: Pierwszy raz widziałam ten film jako młoda dziewczyna, miałam wtedy chyba 19 lat i wydawało mi się, że takie rzeczy, jakie spotykają główną bohaterkę, mogą dziać się tylko w filmach. Bo to przecież niemożliwe, żeby spotykać na swojej drodze tak niedobrych ludzi i być traktowaną w taki sposób! Tess była dla mnie niewinna i otwarta, niczym delikatny kwiat. Życie ją niszczyło, a ona mimo to próbowała odnaleźć sens istnienia. Traktowałam tę historię jak pewien rodzaj ostrzeżenia i chyba nie do końca brałam to na serio. Dzisiaj zupełnie inaczej patrzę na główną bohaterkę.

Dlatego właśnie warto wracać do filmów z przeszłości, w tym klasyków kina, żeby zobaczyć, jaką drogę przeszliśmy w życiu. To bardzo terapeutyczne. Zmienia się nie film, a zmieniamy się my. Taka uważna obserwacja może powiedzieć wiele o nas samych.
Często podkreślamy w naszych rozmowach, że filmy dają możliwość bliższego poznania samych siebie. Nasze emocje ujawniają się w momencie, kiedy jakiś film nas porusza. Potem mijają lata i wzrusza nas lub przeraża coś innego. A to zależy nie tylko od doświadczenia, jakie mamy za sobą, ale również naszego nastroju i stanu psychofizycznego. Dlatego film jest wspaniałym lustrem.
Roman Polański zadedykował „Tess” swojej tragicznie zmarłej żonie, Sharon Tate, która niedługo przed śmiercią podsunęła mu powieść Thomasa Hardy’ego. Historię o niezwykle wrażliwej dziewczynie, skrzywdzonej przez okrutny świat. To był pierwszy film, który Polański zrobił po zamordowaniu Sharon. Filmy, które powstają na podstawie tak dobrej literatury jak „Tessa d'Urberville”, są najczęściej ciekawe, bo opisane tam postacie są pogłębione psychologicznie.

Ja odebrałam Tess jako bohaterkę, jak na tamte czasy, wyjątkowo niezależną i silną, a przez to zepchniętą przez społeczeństwo na margines. Jest dumna, zna swoją wartość, nie czuje się gorsza od mężczyzn, widzi hipokryzję otaczającego ją świata. Próbuje się odnaleźć w patriarchacie.
Kiedy Tess po raz pierwszy spotyka się ze złem – gdy zostaje oszukana, zgwałcona i odrzucona, jest jeszcze młoda i ufna. Jako nastolatka przyglądałam się tej postaci i tym, co mnie w niej pociągało, była wrażliwość i zaufanie intuicji, instynktowi.
Pamiętam scenę, w której bohaterka opowiada o tym, że najpiękniejszy moment w ciągu dnia jest wtedy, gdy leżąc wieczorem na trawie, daje wytchnienie swej duszy. Patrzenie na niebo i gwiazdy uwalnia ją od cielesnego balastu. Bo co było przekleństwem tej dziewczyny? To, że była piękna. A także to, że była kobietą. Od niepamiętnych czasów ciało kobiety jest obiektem pożądania, ale też wykorzystania i cierpienia. To również ciało, które rodzi dzieci. Sam fakt, że jesteś kobietą, skazuje cię na pewien rodzaj doznań. Szczególnie jeśli na swojej drodze spotykasz złych mężczyzn, a ona spotykała. Jednak ciekawe było dla mnie to, że wszystko, co się jej przytrafia, nie niszczy jej, a wzmacnia.

Do pewnego momentu…
Tak, masz rację. Tess przez swoją niewinność i szczerość traci mężczyznę, którego kocha. Myślę, że on też ją kocha, ale nie potrafi wznieść się ponad swoją obyczajowość. Kiedy słyszy od niej, że była już z innym mężczyzną i miała z nim dziecko, a przez to była napiętnowana społecznie – wie, że i jego spotka ostracyzm. Nie od dziś gorsety obyczajowe są powodem ludzkiego nieszczęścia.

Scena, w której Tess wyjawia prawdę swojemu ukochanemu Angelowi, a on ją odrzuca, bardzo mnie poruszyła. Czy zastanawiałaś się, jak Ty postąpiłabyś w tej sytuacji? Ja nie mówiłabym na jej miejscu całej prawdy o swojej przeszłości…
Możliwe, że podobnie jak i ty zrobiłabym swój rachunek zysków i strat. Tymczasem ona nie kalkulowała. Wyznała mu prawdę. Kochała go i nie chciała, żeby stanął między nimi mur niedopowiedzeń.

Bardzo rozzłościł mnie podwójny standard w ocenie tej sytuacji. Gdy Angel wyjawia jej prawdę o swojej przeszłości z inną kobietą, ona potrafi mu przebaczyć. A on nie jest w stanie. Ona radzi sobie z tym, co słyszy, a on nie. Mówi: „Nie jesteś kobietą, którą pokochałem. Sądziłem, że jesteś córką natury, a ty jesteś zepsuta”…
Ale pamiętaj, że jednak nie wszystkie kobiety potrafią wybaczyć w takiej sytuacji. Akurat Tess chce to zrobić.

Ten film mówi: „kobieto, żaden mężczyzna nie jest tak naprawdę Angelem, czyli aniołem. To złudzenie. Otrząśnij się i zobacz to, póki możesz”. Poza tym nie uwierzyłam w to, że Tess po tylu latach czeka na Angela. I że dalej go kocha po tym, jak ją potraktował. Jestem jednak bardziej za wersją książkową tej historii, która jest mniej romantyczna, a Ty?
Ale to już nie jest ta sama miłość. Tess wyczuwa, że nie znajdzie lepszego mężczyzny. Wie, że przegrała swoje życie. Ma w sobie dużo smutku i rozczarowania.

Uważam, że nic, co przytrafiło się jej wcześniej, nie było dla Tess traumą. Ponieważ była w stanie otworzyć się na miłość Angela. Myślę, że dopiero odrzucenie przez mężczyznę, którego kocha i na którym się zawiodła, to moment, który zostawia w niej wielką ranę.
W momencie, kiedy Tess popełnia morderstwo, jest już zupełnie inną kobietą. Straumatyzowaną tym wszystkim, co przyniosło jej życie.
A wiesz, jaką inną kobiecą postać mi to przypomina? Ankę (w tej roli Anna Nehrebecka) z „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy. Mamy tu dokładnie taką samą konstrukcję filmową, również powstałą na podstawie bardzo dobrej literatury. Gdy Anka poznaje Karola Borowieckiego (Daniela Olbrychskiego), jest całkowicie niewinną osobą, widzimy ją w ogrodzie w zwiewnej, niebieskiej sukience. Jednak związek z mężczyzną i krzywdy, których od niego doznaje i których absolutnie się po nim nie spodziewa, powodują, że staje się kobietą bezwzględną. Zmienia się też całkowicie jej wygląd, w ostatnich scenach nosi ciężką czerwoną suknię. Dokładnie tak jak Tess.

Jaką emocję czułaś tu najmocniej? Ja – rozczarowanie. Odniosłam to do swojego życia, bo dla mnie największym życiowym rozczarowaniem było to, że nic nie trwa wiecznie.
We mnie największą emocję wzbudziło to, że nasza płeć i samo bycie kobietą może być przyczyną naszego nieszczęścia. Czy to XIX wiek, czy dzisiaj, wciąż jesteśmy narażone na zranienie.

A ja myślę, że dzisiaj więcej jest takich kobiet jak Tess, szczególnie w najmłodszym pokoleniu. Świadomych siebie, niezależnych, nieczekających na ratunek mężczyzn. Dzisiaj Tess dostałaby jednak więcej wsparcia od innych kobiet niż filmowa bohaterka.
Na szczęście nasza obyczajowość się zmienia. Dlatego takie bohaterki jak Tess, przygniecione przez życie i uzależnione od konwenansów, można jeszcze spotkać, ale częściej na prowincji. W dużych miastach jest inaczej.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Przed czym mógłby przestrzec czy co uzmysłowić?
Ten film powinni obejrzeć przede wszystkim mężczyźni, w ramach ostrzeżenia. Po to, żeby zobaczyli, jak łatwo jest zranić kobietę, ale też jak łatwo ją stracić.

O kobietach (nie)klasycznie

KLASYCZNIE Jeśli szukacie wyrazistych kobiecych bohaterek w klasyce filmowej, polecamy również inne filmy na portalu Flixclassic.pl:

  • „Kasia Ballou” (1965), reż. E. Silverstein, czyli Jane Fonda radząca sobie w tradycyjnie męskim świecie Dzikiego Zachodu.
  • „Kobiety” (1939), reż. G. Cukor – 130 bohaterek i ani jednego mężczyzny w całym filmie! (Chociaż mówią głównie o mężczyznach).
  • „Stokrotki” (1966), reż. V. Chytilová, z dwiema wyjątkowo rezolutnymi bohaterkami. Film swego czasu zakazany przez władze Czechosłowacji za przedstawianie rozpusty. Tytuł znalazł się na liście „1001 filmów, które musisz zobaczyć zanim umrzesz”.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyczka filmowa, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym. W latach 1996–2016 była autorką cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze