1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Filmy z Wenecji, na które warto czekać – subiektywny wybór Aliny Gutek

Francuski dramat „Saint Omer” w reżyserii Alice Diop to surowa, oszczędna w formie relacja z procesu młodej kobiety oskarżonej o zabicie swojej 15-miesięcznej córki. (Fot. materiały prasowe)
Tegoroczny festiwal, który zakończył się 10 września, podzielił widzów i krytyków, jak to zwykle zresztą bywa z festiwalami. Dla jednych rewelacyjny, dla innych poziomem nie dorównywał poprzednim edycjom. Ale co do jednego wszyscy się zgodzili – zaprezentowano bardzo różnorodny program. Od filmów komercyjnych Netflixa i Amazona po niezależne produkcje. Od komedii po dramaty i kino psychologiczne. Od dokumentów (jeden z nich zresztą wygrał Złote Lwy) po kino kreacyjne. Do wyboru, do koloru. Każdy z widzów mógł ułożyć sobie swój festiwal i na koniec swój ranking.

Oto mój wybór (kolejność nieprzypadkowa):

1. „Saint Omer”, reż. Alice Diop (Francja)

Surowa, oszczędna w formie relacja z procesu młodej kobiety oskarżonej o zabicie swojej 15-miesięcznej córki. Matka przyznaje się do czynu, ale nie do winy. Wstrząsający dramat kobiety pozostawionej samej sobie – z macierzyństwem, ambicjami rozwoju, problemami imigrantki. Film stawia wiele trudnych, intymnych, ale i egzystencjalnych pytań. Laureat dwóch nagród: drugiej co do ważności Wielkiej Nagrody Jury oraz nagrody za debiut.

2. „No Bears”, reż. Jafar Panahi (Iran)

Przewrotny obraz wielkiego irańskiego reżysera skazanego na domowy areszt za krytykę władzy. Są w nim: i film w filmie, i reżyser jako odtwórca roli reżysera, i malownicza galeria postaci, i love story. Ale to tylko metajęzyk, którym autor filmu opowiada o współczesnym świecie – o wolności, władzy, granicach, a także sile kina. To niezwykle piękna, inteligentna, niepozbawiona humoru filmowa opowieść.

3. „Chleb i sól”, reż. Damian Kocur (Polska)

Zachwycił mnie ten niepozorny film, który przywodzi na myśl te z nurtu cinema verite. Doceniło go także jury festiwalu, przyznając mu Nagrodę Specjalną w konkursie Orizzonti. Film „dokumentuje” prowincjonalną rzeczywistość małego miasta na Śląsku. Zagrali w nim nieprofesjonaliści, ale zrobili to tak prawdziwie, że wierzymy im od początku do końca. Są wakacje, młodzi mieszkańcy miasteczka, a wśród nich dwaj utalentowani muzycznie bracia (starszy studiuje w Szkole Muzycznej w Warszawie) spędzają czas, włócząc się po mieście, popijając piwo, przesiadując na ławce w parku czy w budce z kebabami prowadzonej przez dwóch Arabów, z których uczynili obiekt swojej rozrywki. Atmosfera eskaluje do tragicznego finału. Wstrząsający obraz o rodzeniu się przemocy.

4. „The Eternal Daughter”, reż. Joanna Hogg (USA)

Pełen tajemnic i trudnych emocji, a mimo to niepozbawiony czułości obraz relacji matki i córki (w obu rolach Tilda Swinton). Kobiety przyjeżdżają razem do starej willi, spowitej we mgle i już od pierwszych scen filmu wiemy, że nie będzie przyjemnie. Bo film dotyka wiele ukrytych w oparach niepamięci i wyparcia problemów, jakie są udziałem matek i córek na całym świecie. To kolejny na festiwalu w Wenecji film o relacjach w rodzinie, o tym, jak trudno być rodzicami, jak łatwo tu o zaniechania. A także o poczuciu winy i o tym, czym owocuje nieobecność w bliskich relacjach.

5. „The Banshees of Inisheer”, reż. Martin McDonagh (Irlandia, Wielka Brytania, USA)

To osadzony w latach 20. ubiegłego wieku dramat, ale też czarna komedia, skrząca się dowcipnymi dialogami. Opowiada o przyjaźni dwóch mężczyzn (w roli jednego z nich Colin Farrell, nagrodzony na festiwalu) mieszkających na tytułowej wyspie. Pewnego dnia mężczyzna grany przez Brendana Gleesona niespodziewanie kończy znajomość, a jego przyjaciel usiłuje dowiedzieć się, z jakiego powodu. To jego dociekanie prawdy pociąga za sobą lawinę zdarzeń. Wspaniale oddane zarówno duch czasów, klimat i mroczne piękno wyspy, jak i portrety ludzi. Nagroda za scenariusz.

6. „Argentina, 1985”, reż. Santiago Mitre (Argentyna, USA)

Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia procesu, jaki dwaj prokuratorzy odważyli się wytoczyć najkrwawszej dyktaturze wojskowej w Argentynie w 1985 roku. Pokazuje z jednej strony metody, jakimi posługiwała się ta władza, a z drugiej – bezkompromisowość prokuratorów stawiających sobie za cel sprawiedliwe jej osądzenie. Pośrednio to też film o rodzinie, która wspiera prokuratorów. Bez takich rodzin nie byłoby ich sukcesu. Ale pokazana jest ona bez upiększeń i patosu, za to z czułością i humorem. Świetnie się ten film ogląda – pomimo politycznych odniesień i sądowego anturażu.

7. „The Son”, reż. Florian Zeller (Wielka Brytania)

Kolejny mocny film o rodzinie. Rozwiedzeni rodzice (ojciec jest już w drugim związku, ma kilkumiesięcznego syna) próbują robić wszystko, żeby ich nastolatek miał normalne dzieciństwo. Współpracują ze sobą, ale syn ma coraz większe problemy – w relacjach z rówieśnikami, w szkole, sam ze sobą. Przeprowadza się do ojca, jednak to niewiele zmienia, ponieważ okazuje się, że cierpi na depresję. To typowo komercyjna produkcja – z rozmachem, dbałością o szczegóły, dość przewidywalna, ale jednak poruszająca. Współcześni rodzice mogą się w niej przejrzeć jak w lustrze.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze