Alfred Hitchcock. Co się dzieje z niegrzecznymi chłopcami?

Alfred Hitchcock (fot. BEW PHOTO)

Alfred Hitchcock – mizogin, sadysta. geniusz, wizjoner. Dziś mija 120. rocznica urodzin słynnego reżysera. Jego filmy wyznaczyły nową erę w rozwoju kina, ale też straumatyzowały grające w nich aktorki. W przypadku niektórych artystów ciśnie się na usta pytanie: czy talent usprawiedliwia okrucieństwo?

Alfred Hitchcock lubił wprowadzać w konsternację swoich słuchaczy, znajomych, a zwłaszcza aktorki. Prowokował, był wulgarny, a często sadystycznie obleśny. Przy 170 cm wzrostu ważył 150 kilogramów. Czasami dodawał, że poczęcie córki było jedynym razem, kiedy współżył z żoną. Nagminnie opowiadał wśród bliskich i pracowników, że jest impotentem. Nie przeszkadzało mu to obmacywać kobiet i podczas pożegnalnego pocałunku wpychać im język do ust, zwłaszcza kiedy był pijany.

Kompleks blondynki

Hitchcock kręcił po dwa filmy rocznie, na swoim koncie ma ponad 50 produkcji, w tym te najbardziej znane, jak „Psychoza”, „Północ, północny zachód” i „Ptaki”. Opinia dręczyciela kobiet przylgnęła do niego na trwałe po tym, jak potraktował Tippi Hedren, gwiazdę „Ptaków”. Wypatrzył ją w reklamie telewizyjnej, gdy była nieznaną światu modelką. Podpisała kontrakt na wyłączność i Hitchcock zmienił jej życie w piekło. Zmuszał ją do czesania się w określony sposób, chodzenia zgodnie z jego zaleceniami, poza tym wybierał jej stroje, biżuterię oraz perfumy. Zakazał jej kontaktów ze znajomymi, a jego pracownicy mieli ją śledzić. Wykradł również kartki z pismem Tippi, by oddać je do grafologa i lepiej poznać „swoją” aktorkę. Z jego gabinetu do jej przyczepy kazał przygotować tajne przejście. Posiadał również odlew twarzy aktorki. Hedren po latach wspominała, że reżyser mówił jej o swoim śnie, w którym to wyznaje mu miłość i go przytula. Powtarzał, że blondynki najlepiej nadają się na ofiary. „Są jak śnieg, na którym widać krwawe ślady stóp”. Najtrudniejsze dla Hedren było kręcenie sceny ataku ptaków na strychu. Zdjęcia trwały tydzień. W aktorkę rzucano żywymi ptakami, których cierpieniem reżyser również się nie przejmował. Efekty nie były jednak zadowalające, dlatego ptaki zostały przywiązane do Hedren nylonowymi, niewidocznymi dla widza nitkami. Panika ptaków, które nie mogły odlecieć, doprowadzała je do rzucania się na aktorkę – o to chodziło reżyserowi. Zdjęcia przerwano dopiero wtedy, gdy jedna z mew zraniła Tippi w powiekę, a aktorka zemdlała z wycieńczenia. „To był potworny tydzień, najgorszy tydzień w moim życiu. Każdy dzień, każda godzina, każde ujęcie” – wspominała aktorka.

Gdy Hitchcock zażądał od Hedren spełnienia swoich perwersyjnych zachcianek seksualnych, nazwała go „grubą świnią” i postanowiła zerwać kontrakt. Hitchcock obraził się na Hedren, obiecał zniszczyć jej karierę i doprowadzić do tego, że nie będzie występowała – swój pomysł realizował z bezwzględną wytrwałością. Podobną „atencją” reżyser obdarzał inne występujące u niego aktorki, te mniej doświadczone, odporne i asertywne stawały się jego ofiarami. I chociaż „Ptaki”, podobnie jak inne filmy reżysera, wbijają widza w fotel, utrzymują napięcie i wciąż są punktem odniesienia dla reżyserów chcących przestraszyć widza – nie można zapomnieć o ich twórcy. Hitchcock przedstawiał świat jak pułapkę – nie epatował efektami, pracował raczej z napięciem, niedopowiedzeniem – pokazywał przemoc w jej najbardziej mrocznym, wyrafinowanym wydaniu i sam ją stosował.

Samotny, gruby chłopiec

Nauczył się żartować ze swojej tuszy, nazywając ją zbroją, ale w dzieciństwie cierpiał z tego powodu. Był samotnym chłopcem wychowywanym w restrykcyjnej katolickiej rodzinie, dlatego ratował się bujną wyobraźnią. Rodzice Alfreda prowadzili sklep. Ojciec zmarł, gdy chłopiec był nastolatkiem, a mama, gdy reżyser został uznany i mieszkał w Stanach Zjednoczonych. Nie wrócił do Anglii objętej działaniami wojennymi, chociaż wiedział, że mama poważnie choruje.

Reżyser unikał opowieści o swoim dzieciństwie, ale kiedyś wyznał, jakie metody wychowawcze stosował jego ojciec: „Gdy miałem nie więcej niż sześć lat, zrobiłem coś, za co według mojego ojca należała mi się nagana. Wysłał mnie z notatką na posterunek policji. Dyżurujący policjant przeczytał notatkę i wsadził mnie na pięć minut do więziennej celi, mówiąc: Oto, co robimy z niegrzecznymi chłopcami. Od tej chwili unikałem jak ognia aresztowania i więzienia”. („Alfred Hitchcock. Życie w ciemności i pełnym świetle”, Patrick McGilligan). Podobno chciał, by na jego nagrobku napisano „Oto, co się stanie z niegrzecznymi chłopcami”.

Z kolei mama wymagała od niego spowiedzi – każdego dnia wieczorem musiał opowiadać o minionych wydarzeniach. Obowiązkową edukację odbył w Kolegium św. Ignacego przy klasztorze Howrah House. Dopiero w wieku 20 lat wypił pierwszy w swoim życiu alkohol. Sporo czasu spędził w sądzie kryminalnym w Londynie, w którym to przysłuchiwał się procesom o morderstwa. Ciągnęło go jednak do malarstwa, zapisał się nawet na wieczorowy kurs, współgrało to z duszą otyłego, samotnego chłopca. Gdy dowiedział się, że wytwórnia filmowa Players-Lasky otworzyła w Londynie studio, poszedł ze swoimi rysunkami szukać pracy. Zaczął pracować przy napisach do filmów i szybko awansował do pracy przy scenariuszach, asystowaniu podczas reżyserowania i produkowania filmów. Zrozumiał wtedy, że kryterium sukcesu danego dzieła jest powodzenie u publiczności.

Erotoman gawędziarz

Peter Ackroyd, jeden z biografów reżysera, przytacza wypowiedź Hitchcocka, w której wyznał, że gdyby nie poznał Almy Reville, swojej żony, zostałby „pedziem”. Znamienne jest, że reżyser ożenił się dopiero w 1926 roku, po tym, jak nakręcił swój trzeci film. Co ciekawe, Alma miała w zwyczaju chodzić w męskich garniturach. Reżyser powtarzał, że do ślubu nigdy nie był z kobietą i nie miał „najmniejszego pojęcia, co kobieta robi, żeby mieć dziecko”. Dwa lata później, gdy urodziła się ich córka Patrycja, zaczął mówić o swojej impotencji. Z jednej strony rezygnował z życia seksualnego, z drugiej, w sferze werbalnej, miał opinię erotomana gawędziarza. W liście do aktorki Joan Crawford pisał o swoich „rzadkich homoseksualnych momentach”, których doświadczał, oglądając magazyn „Vogue”. W wielu jego filmach bohaterowie niosą w sobie seksualną dwuznaczność. Anthony Perkins grający Normana Batesa w „Psychozie”, James Stewart, czyli podglądacz w filmie „Okno na podwórze”, czy Ivor Novell, homoseksualista grający podejrzanego o mordowanie kobiet w „Lokatorze”.

Hitchcock torturował głównie aktorki, natomiast dla aktorów zazwyczaj miał zarezerwowane milczenie. Tak jak miał ulubione aktorki, w tym Grace Kelly, tak również miał swoich ulubionych aktorów. James Stewart grał role ludzi podobnych do reżysera, czyli podglądacza lub sadystycznego romantyka, który kobiety traktuje jak masę plastyczną. Z kolei Cary Grant wcielał się u niego zazwyczaj w playboya albo kogoś, kto wychodzi z tarapatów i zdobywa serce wybranki.

Homoseksualizm Hitchcocka jest wyłącznie przypuszczeniem. Faktem natomiast jest jego nieporadność w relacjach intymnych, pragnienie podporządkowania sobie kobiet, jakby ich ukarania. Freud doszukiwałby się w tym odwetu za kontrolującą matkę i pełnego przemocy ojca. Alfred przedmiotowo traktował nie tylko fizycznie słabsze od siebie kobiety, które pozostawały z nim w relacji zależności zawodowej – taki sam stosunek przejawiał wobec swojego ciała. „New York Times” napisał o nim: „żywy pomnik zasady bezgranicznego uzależnienia od kapłona, doskonałej wołowiny i piwa oraz podwójnej porcji lodów”.

W roli przechodnia

Restrykcyjne dzieciństwo, konieczność spełniania religijnych wymogów rodziców, zakaz przeżywania, eksplorowania swojej seksualności, zazwyczaj prowadzą do wytworzenia w osobowości napięcia, a czasami nerwic. Ukrywanie, udawanie, niemożność wyrażania siebie w sposób bezpośredni i nieskrępowany prowadzi do wytworzenia nowych sposobów opowiedzenia siebie. Hitchcock wybrał film – aby go stworzyć, korzystał z ludzi jak z przedmiotów. Znamienne jest, że wielu artystów pochodzi z rodzin, w których nie było miejsca na wolność, eksperymenty, miłość. Jednak wielu z tych, którzy w rodzinnym domu doświadczyli przemocy, nigdy nie dostało szansy, by wyrazić swój ból w formie artystycznej. Spędzili życie w osamotnieniu lub odreagowali swój ból na bliskich, czasami własnych dzieciach. Pytanie, czy spuścizna filmowa Hitchcocka była warta ofiar, które na swojej drodze pozostawił – i co istotne, komu to pytanie zadamy? Ofiarom czy widzom?

Jako artysta i wizjoner wniósł do świata filmu suspens, zawieszenie, czyli główną zasadę konstruowania dramaturgii. Hitchcock uważał, że film należy zacząć od trzęsienia ziemi. Powtarzał również, że nie należy pokazywać dwóch osób rozmawiających przy stole na błahe tematy, bo nie ma w tym napięcia. Jeśli jednak widzowie wiedzą, że pod stołem jest bomba, i widzą zegar, który odmierza czas do wybuchu, wtedy dwie osoby powinny siedzieć przy stole i rozmawiać właśnie na błahe tematy. Był perfekcjonistą. Scenę zabójstwa z „Psychozy”, która trwa niecałą minutę, kręcił tydzień i użył do tego 70 ustawień kamery. Janet Leigh, która grała mordowaną Marion Crane, wspominała: „Za dnia umierałam dźgana nożem, a wieczorem pakowałam dla dzieci prezenty od Mikołaja”. Miał również zwyczaj pojawiać się we wszystkich swoich filmach, czasami na kilka sekund w roli przechodnia, starał się zrobić to na początku filmu, bo wiedział, że widzowie będą go szukali, a nie chciał rozpraszać ich napięcia.

Zmarł podczas snu w Los Angeles 29 kwietnia 1980 roku z powodu niewydolności nerek. Czuwała przy nim kobieta, współpracowniczka i żona, która w jego życiu nie zagrała głównej roli.