American Film Festival we Wrocławiu

American Film Festival we Wrocławiu
AFF/press

Trwa American Film Festival – święto amatorów kina amerykańskiego. My prezentujemy nasze typy.

AFF/press

To już czwarta odsłona wrocławskiego festiwalu. Z każdą kolejną jego organizatorzy prezentują coraz ciekawszych twórców i bardziej zaskakujące obrazy. Bohaterką retrospektywy w tym roku będzie na przykład nieznana szerzej w Polsce Shirley Clarke, wybitna reżyserka, eksperymentatorka, przedstawicielka artystycznej bohemy nowojorskiej lat 60. i 70. Przez całe swoje zawodowe życie walczyła z cenzurą, drobnomieszczańskimi poglądami i konserwatyzmem, a za jedną z największych swoich porażek uznała przyznanie jej dwóch statuetek Oscara przez – bądź co bądź – hollywoodzkie establishment, który także odrzucała. Podczas tegorocznej edycji zobaczymy takie obrazy Clarke jak „Narkotykowy łącznik”, „Portret Jasona” czy „Robert Frost: miłosna sprzeczka ze światem”.

Podczas tej edycji to kobiety mówią mocnym głosem. Co prawda, filmem otwarcia jest najnowsze dzieło Jima Jarmusha pt. „Tylko kochankowie przeżyją”, któremu towarzyszy dokument poświęcony reżyserowi – „Za plecami Jima Jarmusha”, ale to kobiety dostarczą nam emocji podczas festiwalu. Między innymi podczas oglądania „Lovelace”, obrazu o życiu i karierze najsłynniejszej chyba aktorki filmów porno, czyli Lindy Lovelace. Scenariusz konsultowały amerykańskie feministki, w tym Catherine MacKinnon. Film pokazuje, kim naprawdę była wielka gwiazda porno – ofiarą przemocy domowej, gwałtów ze strony własnego męża, a także prostytuującą się dla niego seksualną niewolnicą. Nie brzmi to dobrze, prawda? Mocny film, odsłaniający bolesną prawdę o przemyśle porno w Hollywood.

Warto zobaczyć przejmujący film Matta Creeda, pt. „Lily”, z poruszającą rolą Amy Grantham w tytułowej roli dziewczyny dochodzącej do siebie po zmaganiach z nowotworem. Ta zdolna artystka, której choroba przerwała karierę, między naświetlaniami a zajmowaniem się rodziną, w wolnych chwilach nagrywa zaskakujące dźwięki Nowego Jorku. Jak żyć z nieustającym zagrożeniem nawrotu choroby? Subtelny, wzruszający film o pozornie delikatnej kobiecie.

Reżyserka Jill Soloway, z którą wrocławska publiczność będzie mogła się już dziś (czwartek, 24.10, godz.18), przyjedzie do nas z filmem „Popołudniowa igraszka”. To pozornie lekka w wymowie produkcja obyczajowa o współczesnym młodym małżeństwie. Choć wydaje się, że ci trzydziestolatkowie maja wszystko: pieniądze, dom, dziecko, to pogrążają się w nudzie codziennych rytuałów, zobowiązań i zabijającej wszelką intymność prozie życie. Życie to zostanie wywrócone do góry nogami, gdy wkroczy w nie młoda prostytutka. Nagle zachwiane zostaną granice tego, co jest moralne, przejrzyste, podniecające czy niewinne. Czy można uratować związek, który już dawno wydaje się równie wypalony jak miejska trawa w środku lata? Zobaczcie „Popołudniową igraszkę”.

American Film Festival
AFF/press

Wreszcie film pokazywany poza konkursem, który bardziej przypomina teatr telewizji niż produkcję kinową – „Some Velvet Morning”. Pewnego dnia w progu domu tytułowej Velvet staje jej dawno nie widziany kochanek. Ich związek od dawna należy do przeszłości, ale z jakiegoś powodu mężczyzna zjawia się on właśnie u niej. Vevet właśnie wychodzi, ale zdawkowa pozornie rozmowa przeciąga się w niemal półtoragodzinny spektakl z zaskakującym finałem. Czy ta gra z bolesną puentą jest częścią życia tej dwójki? Doskonałe kino psychologiczne.

AFF to także przegląd ciekawych amerykańskich dokumentów. Jednym z nich jest „Farmokracja”. Wydaje nam się, że wiemy wiele o produkcji i dystrybucji leków, ale twórcy tego dokumentu wzięli na warsztat produkcję leków psychotropowych, przepisywanych przez psychiatrów. Okazuje się, że obok terapii to właśnie leki psychiatryczne są najchętniej łykane przez Amerykanów. Jakie mogą być tego konsekwencje? Ciekawy dokument o ludzkich królikach eksperymentalnych i ofiarach przemysłu farmaceutycznego.

Kolejnym, pokazywanym poza głównym konkursem jest film dokumentalny Jasona DaSilvy „Na własnych nogach”. Reżyser pokazuje własne zmagania z nieuleczalną chorobą – od chwili gdy okazało się, że jest chory na stwardnienie rozsiane aż do momentu, gdy nie może samodzielnie skończyć tego filmowego autoportretu. Jason DaSilva dokumentuje ostatnie sześć lat swojego życia, pokazując stopniowy spadek formy i fizyczne upośledzenie. Filmuje problemy z wjechaniem wózkiem do restauracji, własną bezsilność i frustrację, gdy jego żona musi nagle jechać do szpitala, a dla niego nie ma miejsca w karetce… To bardzo poruszający obraz, który „od środka” pokazuje codzienność osoby cierpiącej na SM. W dodatku reżysera, który do tej pory dokumentował życie innych a nie siebie.

Filmem zamknięcia festiwalu będzie ostatnie dzieło niepokornego reżysera Hollywood, Stevena Soderbergha, pt. „Wielki Liberace”. Film ma już na koncie 11 nagród Emmy, a opowiada historię prawdziwej ikony amerykańskiego show businessu lat 70. – Valentino Liberace, utalentowanego pianisty polskiego pochodzenia. Soderbergh pokazuje pełen blichtru i luksusu świat, w jakim obracał się i jakiego symbolem stał się Liberace (rewelacyjna rola Michaela Douglasa) – kiczowatych strojów, dekoracji i piosenek, które kochała ówczesna Ameryka. Reżyser wyciąga jeden wątek z życia Liberace – jego burzliwego romansu z młodym chłopakiem z prowincji, granym brawurowo przez Matta Damona.