fbpx

Czy nadchodzi zmierzch świata Windsorów?

Bliżej niż dalej. Czy nadchodzi zmierzch świata Windsorów?
Królowa Elżbieta II i książę Filip. (Fot. Niklas Halle'n/PHOTOSHOT UPPA/BEW Photo)

Choć świat idzie do przodu, brytyjska rodzina królewska nadal budzi olbrzymie zainteresowanie i cieszy się dużym poparciem wśród obywateli. Ile w tym zasługi królowej Elżbiety II i czy jej następcy będą równie skuteczni – pytamy znawcę kultury Wielkiej Brytanii i autora książek o Windsorach Marka Rybarczyka.

„Ta opowieść powstaje w historycznym momencie. Sędziwa, prawie 95-letnia już królowa może właśnie w pełnej dyskrecji przygotowywać oddanie lwiej części królewskich obowiązków w ręce syna regenta, nawet nieformalnie, unikając zawiłej procedury konstytucyjnej. Być może monarchini zechce wręcz już wiosną 2021 roku odejść na emeryturę poprzez abdykację i scedowanie korony na syna? Większość biografów uważa, że tak się nie stanie.

– Elżbieta będzie wierna religijnej przysiędze złożonej podczas koronacji w 1953 roku i pozostanie na tronie do samego końca…” – wyjaśnia Marek Rybarczyk we wstępie do swojej najnowszej książki „Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów”. Jednak od chwili, gdy to napisał, sytuacja zmieniła się o tyle, że do szpitala trafił książę Filip i po początkowych uspokajających doniesieniach, że to tylko standardowe badania kontrolne, Pałac Buckingham potwierdził w końcu, że mąż królowej zmaga się z infekcją. Książę Filip ma 99 lat, więc wszystkie scenariusze są możliwe, a ukazujące się nie tylko w brytyjskich serwisach informacje na temat procedury obowiązującej w przypadku śmierci członka rodziny królewskiej, dodatkowo podsycają napięcie.

Małżeństwo królowej od dawna jest formalnością, czy jest jeszcze coś, na co Elżbieta II może liczyć ze strony męża?
Tak, Elżbieta i Filip nawet nie mieszkają już razem, poza okresem pandemii, którą spędzają w Windsorze, mimo to mąż jest dla Elżbiety dużym wsparciem. To jedyna osoba, która mówi jej to, czego nie usłyszy od nikogo innego. Filip jest człowiekiem bezpośrednim, dość złośliwym i bardzo inteligentnym, więc jego rady i uwagi są cenne. Odejście męża byłoby dla królowej bardzo dotkliwe i może przyspieszyć jej decyzję o wycofaniu się – choćby częściowym, w postaci ustanowienia regencji na rzecz Karola.

Pisze pan, że wraz z odejściem czy wycofaniem się królowej monarchia brytyjska wejdzie w fazę schyłkową. Czy, parafrazując przypisywane Ludwikowi XIV powiedzenie „państwo to ja”, monarchia brytyjska to Elżbieta II?
Tak, brytyjska monarchia w jej obecnym kształcie to Elżbieta II. To królowa nadaje jej dostojeństwo, tajemniczość, pozwala zachować ten przestarzały ustrój. Oczywiście nie jest to monarchia absolutna, ale mamy XXI wiek, a Windsorowie pozdrawiają poddanych z balkonu pałacu czy jeżdżą w złotych karocach. To symbole mające stworzyć wrażenie wielowiekowej tradycji, a faktycznie zostały przywrócone na początku XX wieku przez Edwarda VII. Objęcie władzy przez Karola, co formalnie musi się stać, nawet jeśli miałby niedługo potem abdykować na rzecz Williama, przyniesie monarchię polityczną.

Co to znaczy?
Karol jest ambitny, sfrustrowany długim oczekiwaniem na swoją kolej i niskimi notowaniami, czuje potrzebę działania. Choć dziś w Wielkiej Brytanii urzędnicy nadal służą królowej, a ona i jej syn mają nawet prawo odrzucenia regulacji prawnych godzących w ich majątek, to Elżbieta nigdy tego nie zrobiła. Poza tym oprócz odkrytych prób wpłynięcia na rząd w latach 70., praktycznie nie ingeruje w politykę. Wiadomo natomiast, że Karol wysyłał na przykład listy do ministrów Tony’ego Blaira z propozycjami rozwiązań w konkretnych sprawach. Elżbieta doprowadziła do powstania czegoś w rodzaju ewangelii Windsorów, która zastąpiła wykuwane i malowane w średniowieczu na ścianach katedr sceny z życia Chrystusa i Maryi. Zainteresowanie rodziną królewską zwiększył też bez wątpienia serial „The Crown”, nagrodzony właśnie złotym Globem w kategorii „najlepszy film dramatyczny”.

Zawsze się niepokoję, że te wielkie produkcje filmowe tworzą własną rzeczywistość i po obejrzeniu „Troi” czy „Królestwa niebieskiego” wielu widzom może się wydawać, że tak było naprawdę.
Akurat „The Crown” nie wpisuje się w ten model, bo jego twórca, Peter Morgan, bardzo starannie dokumentował scenariusz. Dlatego zresztą były próby zablokowania czy ocenzurowania ostatniego sezonu, w którym pojawiła się już Diana Spencer. Odsłonięcie kulis jej relacji z Karolem pokazało go w bardzo niekorzystnym świetle, co odbiło się na jego notowaniach. Serial ma też tę zaletę, że zrywa z powielaniem wyidealizowanego wizerunku Windsorów, który kiedyś powszechnie obowiązywał. A dzieje się u nich jak w wielu rodzinach, na przykład ojciec od lat nie rozmawia z synem – wiemy, że Karol odwiedził Filipa w szpitalu, ale prawdopodobnie nie powiedzieli sobie nic więcej poza grzecznościową wymianą formułek o stanie zdrowia. Cieszę się, że moja poprzednia książka „Skandale angielskich dworów” też w pewien sposób przyczyniła się do zmiany postrzegania rodziny królewskiej.

Nie tyle skandali, ale na pewno wstrząsów nie szczędzą Elżbiecie II Sussexowie. Czy oni nie byliby dobrymi bohaterami „nowej ewangelii”? Mimo oficjalnego odejścia z rodziny królewskiej nadal budzą olbrzymie zainteresowanie światowych mediów.
Harry i Meghan ukradli „święty ogień monarchii” i wystawili go na sprzedaż. Ta swoista „monarchia na uchodźstwie” działa na szkodę Windsorów i królowa dobrze o tym wie. Dlatego pozbawiła swojego ukochanego wnuka wojskowych tytułów honorowych. Korzystając z magii tytułu, Sussexowie, wspierani przez doradców PR, odcinają kupony od swojego nazwiska. Mówią szczytne rzeczy na temat równouprawnienia, kryzysu klimatycznego, z którymi łatwo się zgodzić, ale nie wnoszą one nic szczególnie odkrywczego. Odcinając się od monarchii, za kilka lat przestaną być interesujący. To już się wydarzyło, przykład króla Edwarda VIII i jego żony, Wallis Simpson, dla której abdykował, pokazuje, że sama celebryckość szybko traci na wartości. Tyle że dziś mamy cywilizację mediów społecznościowych i wypalenie się popularności Meghan i Harry’ego nie jest aż tak pewne, a amerykańskie media wróżą księżnej wręcz karierę polityczną.

Ani nielubiany Karol, ani zbyt zwyczajni Kate i William nie zdołają utrzymać tej rangi, jaką zapewnia monarchii Elżbieta II. W ciągu 20 lat po jej odejściu Windsorowie „przesiądą się na rowery”, jak inne europejskie rodziny królewskie i dlatego zatytułowałem swoją książkę „Zmierzch Windsorów”.

Bliżej niż dalej
(Fot. materiały prasowe)

Polecamy: „Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów” Marek Rybarczyk, wyd. Muza. Premiera 17 marca.

Bliżej niż dalej
Marek Rybarczyk (Fot. materiały prasowe)

Marek Rybarczyk, publicysta „Polityki”, „Newsweeka” i „Przekroju” , znawca kultury, historii i polityki współczesnej Wielkiej Brytanii, wieloletni dziennikarz radia BBC, korespondent „Gazety Wyborczej” w Londynie, autor książek poświęconych brytyjskiej monarchii.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze