Cher. Bogini jest tylko jedna

Cher na planie "The Sonny & Cher Comedy Hour" (1973 rok), fot. Getty Images

Ikona. I nie ma w tym odrobiny przesady. Jedyna kobieta, która zdobyła Oscara, Złoty Glob, Emmy, Grammy, Tony i Złotą Palmę. Doczekała się nawet musicalu opartego na swoim życiorysie.

W drugiej części filmowego musicalu „Mamma Mia!” Cher zagrała matkę Meryl Streep, co znaczy, że musiałaby ją urodzić, mając trzy lata. Hollywood już niejednokrotnie gwałcił prawa natury, jednak w przypadku „Mamma Mia! Here We Go Again” decyzja castingowców tchnie szczególną perwersją. Cher słynie bowiem z niezliczonych operacjiplastycznych, a Streep z całkowitego ich braku – więc wygląda starzej od mamy.

Film wszedł do kin w lipcu 2018 roku, jesienią 72-letnia piosenkarka ruszyła w trwającą miesiąc trasę koncertową „Mamma Mia! Here We Go Again” po Australii, a następnie zaszczyciła obecnością nowojorską premierę spektaklu „The Cher Show” opartego na jej życiu prywatnym i zawodowym.

Scenarzyści mocno się nabiedzili, dobierając oprawę muzyczną, bo o ile Michael Jackson zyskał miano króla popu, to główna bohaterka spektaklu została okrzyknięta jego boginią. Przez pół wieku wydała 25 zróżnicowanych stylistycznie albumów studyjnych i prawie każdy trafiał na szczyty zestawień. Wcześniej triumfy święciło pięć płyt, które nagrała z mężem Sonnym Boną.

Gwiazda w dziurawych butach

Cher z Sonnym w ich domu w dolinie San Fernando (Kalifornia), fot. BEW PHOTO

Kiedy się poznali, miała 16 lat, a on 28, lecz – paradoksalnie – w 1962 r. taki związek był mniej szokujący niż dziś. Co nie znaczy, że zdrowszy.

Sonny był asystentem legendarnego producenta muzycznego Phila Spectora, Cher właśnie rzuciła szkołę i przyjechała do LA z postanowieniem, że zostanie gwiazdą filmową. Nie zniechęcał jej fakt, że takie same ambicje miała mama, lecz po zagraniu paru ogonów zakończyła karierę jako kelnerka. A ponieważ pierwsi dwaj z jej sześciu mężów nie grzeszyli pracowitością, mała Cherilyn Sarkisian chodziła w butach, które musiała wiązać gumkami do włosów, żeby się nie rozpadły.

16-latka miała pewne doświadczenia sceniczne. W piątej klasie wyreżyserowała adaptację musicalu „Oklahoma!”, a ponieważ chłopcy nie chcieli partycypować, sama zagrała obie role męskie. Już wtedy miała niski głos, który ostatecznie nabrał barwy rzadko spotykanego u pań kontraltu. W liceum podczas lunchu śpiewała rówieśnikom najnowsze hity. „Można powiedzieć, że właściwie nigdy nie chodziłam do szkoły – zwierzała się autorom książki »Hollywood Songsters« Jamesowi Parishowi i Michaelowi Pittsowi. – Myślałam tylko o tym, żeby już dorosnąć i być gwiazdą”. Pewnie dlatego dopiero po trzydziestce odkryła, że cierpi na dysleksję.

Sonny’ego poznała, występując w nocnym klubie, i – według biografki gwiazdy Connie Berman – „zgodziła się pracować u niego jako pomoc domowa”. Znajomość przerodziła się w romans, Sonny uważał, że największym skarbem dziewczyny jest seksowny głos, wybił jej z głowy marzenia o aktorstwie, poznał ze Spectorem i wkrótce śpiewała chórki u The Ronettes oraz The Righteous Brothers.

Pierwsze nagrania solowe Cher przeszły niezauważone, jednak Bono załatwił kochance kontrakt płytowy z wytwórnią Imperial Records. Zaśpiewany przez nią w 1965 roku cover piosenki Boba Dylana „All I Really Want to Do” doszedł do 15. pozycji na liście hitów „Billboardu”. A wkrótce „I Got You Babe” nie tylko wywindował duet Sonny & Cher na szczyty popularności w Ameryce, lecz nawet strącił „Yesterday” Beatlesów z pierwszego miejsca notowań brytyjskich.

Jednak hipisowska rewolta odmieniła gusty młodzieży – folk wyszedł z mody, na fali było cięższe granie zespołów takich jak Jefferson Airplane. „Kochałam Led Zeppelin i Claptona, bardzo chciałam zmienić brzmienie, wprowadzić gitary elektryczne, ale Sonny powiedział »nie«, i to był koniec dyskusji”. W czasach rewolucji seksualnej i obyczajowej nie pomagały im także monogamiczny związek oraz deklarowana publicznie niechęć do narkotyków.

Wyjście z domu niewoli

Nastolatki uznały, że mimo dzwonów tudzież wzorzystych tunik Sonny i Cher są sztywniakami, artyści zaś niejako potwierdzili ów werdykt, przyjmując propozycję prowadzenia w telewizji CBS programu kabaretowego „Comedy Hour”. „Roztaczali aurę ciepła, niefrasobliwości i wzajemnego przywiązania – pisze Berman. – Kiedy przyprowadzili do studia córeczkę Chastity, rozczulała się cała Ameryka. Robili wrażenie rodziny doskonałej”.

Pozory mylą. Choć fanów zszokowała informacja o rozwodzie, znajomi prezenterów od dawna wiedzieli, że źle się między nimi dzieje. Uzasadniony standardową formułką o niezgodności charakterów pozew wniósł Sonny, tydzień później Cher odpowiedziała kontrpozwem, zarzucając mężowi… wykorzystywanie jej do pracy przymusowej. Wyszło na jaw, że dostawała tylko niewielką część dochodów ze wspólnej działalności, a Sonny arbitralnie podejmował szaleńcze decyzje biznesowe, np. zastawił rodzinny dom, by nakręcić według własnego scenariusza film „Chastity”, który okazał się żenującym knotem. Nie pozwalał też żonie rozwinąć skrzydeł, zmuszając ją do śpiewania w kółko tych samych, przebrzmiałych kawałków.

Cher twierdzi, że chociaż nigdy jej nie uderzył ani nie zwymyślał, „był bezduszny w straszliwy sycylijski sposób”. „Traktowałam go jak ojca – tłumaczyła w wywiadzie dla »Entertain­ment Weekly« z 1999 roku. – Nie umiałam postawić na swoim, więc zaspokajał tylko te z moich potrzeb, które chciał. Kiedy byłam młoda, miałam na punkcie Sonny’ego świra pod każdym względem, więc o to nie dbałam. Dopiero po urodzeniu dziecka zaczęłam dojrzewać, a on mi nie pozwalał. Czułam, że wewnętrznie umieram”.

Nim sąd podjął decyzję, gwiazda związała się z szefem Elektra/Asylum Records Davidem Geffenem, który wynegocjował dla niej umowę wartą 2,5 mln dol. (dzisiejsze 15 mln) i próbował lansować na gwiazdę rocka. Niestety, choć muzycznie radziła sobie świetnie, nie dało się przełamać wizerunku utrwalanego ponad dekadę na życzenie Bona. Ten zaś sprowadził do małżeńskiego gniazdka w Bel Air narzeczoną, licząc, że wypłoszy Cher, lecz jej to w ogóle nie przeszkadzało. Z kolei Geffen wziął któregoś dnia ochroniarzy z wytwórni i kazał im wystawić dobytek Sonny’ego (włącznie z dziewczyną) na ulicę, załatwiając sprawę, nim uczynił to sędzia.

Cztery dni po uzyskaniu rozwodu piosenkarka wzięła w Las Vegas ślub z muzykiem rockowym Greggiem Allmanem. Nie minęło półtora tygodnia, a wystąpiła o rozwód ze względu na uzależnienie męża od heroiny i alkoholu. Szybko jednak się pogodzili, a owocem związku był syn Elijah Blue plus wspólny album „Two the Hard Way”. Nim w 1979 r. sąd unieważnił ich małżeństwo, Cher mieszkała już z wokalistą Kiss Gene’em Simmonsem.

Wymyślać się wciąż na nowo

Piosenkarka zmieniała muzyczne i wizerunkowe wcielenia jak rękawiczki. W charakterze królowej disco nagrała płytę „Take Me Home”. Na potrzeby „Prisoner” stała się seksualną niewolnicą. Singlem „Hell on Wheels” podczepiła się pod modę na jednośladowe wrotki, jeszcze bardziej je popularyzując. Z kochankiem oraz gitarzystą Lesem Dudkiem założyła kapelę Black Rose, obcięła sztandarowe loki i wystylizowała się na punkówę, ale był to kiepski pomysł. Na szczęście zarabiała równocześnie 300 tys. dol. tygodniowo, epatując klientów kasyna Caesars Palace w Las Vegas skąpymi strojami i wymyślnymi perukami.

Zintensyfikowała także życie erotyczne, z przykładnej żony zamieniając się w wampa. „Przechodzę fazę wyzwolenia i nabrałam bardzo męskiego stosunku do randkowania” – mówiła. Tabloidy donosiły o jej rozlicznych romansach z młodszymi panami, m.in.: hokeistą Ronem Duguayem (12 lat różnicy), Valem Kilmerem (14 lat), Tomem Cruise’em (17 lat), piekarzem Robem Camillettim (18 lat), gitarzystą Bon Jovi Richiem Samborą
(14 lat), członkiem gangu Hell’s Angels Timem Medvetzem oraz wieloma, wieloma innymi. Do dziś żałuje, że nie przespała się z Elvisem Presleyem i Marlonem Brando, choć proponowali.

Nie potrafiąc wstrzelić się w muzyczne gusty publiczności drugiej połowy lat 80., postanowiła wskrzesić młodzieńcze marzenia o karierze filmowej. Szansę dał jej Robert Altman, który reżyserował musical „Wróć, Jimmy Deanie”, a następnie go zekranizował. „Bez Boba nic bym nie wskórała – zwierzyła się autorowi książki »Robert Altman: The Oral Biography« Mitchellowi Zuckoffowi. – Wszyscy mówili, żeby mnie nie angażował, ale nie bał się ryzyka”. Wkrótce piosenkarka dostała Złoty Glob za rolę lesbijki dzielącej mieszkanie z Meryl Streep w „Silkwood”, Złotą Palmę dla najlepszej aktorki („Maska”) i Oscara („Wpływ księżyca”).

Artystka zawsze otwarcie mówiła o seksie z młodymi chłopakami. „Jak dobrze się całuje, znaczy, że dobrze się p…..y” – wyjaśniała po zawarciu znajomości z Kilmerem. Pomogła zdjąć odium społecznej dezaprobaty z operacji plastycznych i wprowadzić do głównego nurtu popkultury tatuaże. Dlatego pewne zdziwienie budziła jej reakcja na ujawnienie przez córkę, że jest lesbijką. „Wciąż zadawałam sobie pytania: Czy to moja wina? Co zrobiłam źle? Jak mogę to naprawić?” – opowiadała w 1996 roku gejowskiemu pismu „Advocate”. Szybko jednak zaakceptowała orientację Chastity, która 14 lat później zmieniła płeć i stała się Chazem. A mama zaczęła wspierać czynem oraz książeczką czekową organizacje broniące praw mniejszości i robi to nadal.

Trudno znaleźć osobę, która bardziej zasługiwałaby na nadużywane określenie „ikona popkultury”. „Cher wytyczyła drogę kobiecej rebelii w muzyce i standard bycia żeńską gwiazdą rocka – pisze krytyk »Goldmine« Phill Marder. – Od hipisowskich początków, zanim młodzież wplotła kwiaty we włosy, poprzez asertywność perfekcyjnej punkówy, gdy nie istniał jeszcze gatunek punk, aż do obłędnych kreacji lat 90.”. Stanowiła wzór dla wymyślających się wciąż na nowo megagwiazd popu: Cyndi Lauper, Madonny, Christiny Aguilery, Lady Gagi, Taylor Swift. Ale bogini jest tylko jedna.