Czas honoru. Pożegnanie z Warszawą – wywiad z Jarosławem Sokołem

W części powstańczej powieści bohaterowie są fikcyjni, ale to, co im się przydarza, już nie. Po prostu zdarzyło się to komuś innemu. „Zieleniak” na Ochocie, uwolnienie Żydów z Gęsiówki to są wszystko fakty. Gęsiówka jest bardziej znana, ale gehenna, którą przeżyła ludność cywilna, zwłaszcza kobiety, na Targowisku Banacha, dużo mniej. W publicznej świadomości utrwaliło się, że najokrutniejszymi oprawcami w powstaniu byli Ukraińcy czy „własowcy”, tymczasem była to RONA, kolaboracyjna armia rosyjska. Renegaci, głównie Rosjanie, pod wodzą niejakiego Kamińskiego, który z pochodzenia był zresztą Polakiem. Kamiński był tak okrutny, że sami Niemcy chcieli przykryć jego zbrodnie i w końcu zabili go po kryjomu.

Rzeczywiście Ochota jest mniej znana niż Wola.

Oczywiście, bo to jest też sprawa proporcji i liczb. Na Woli zabijano masowo. Teraz po latach dogłębnej lektury na ten temat przeraża mnie, że w 1944 roku jesteśmy już progu współczesności (jest już broń rakietowa, jest już prototyp komputera, bo jak inaczej nazwać „Enigmę”?), a jednocześnie widzimy tak nieprawdopodobne bestialstwo. Do dzisiaj chyba sobie nie zdajemy sprawy z masowości zabijania w pierwszych dniach powstania. Na Woli, ale też w Śródmieściu, w okolicach Bagateli. To pachnie Średniowieczem.

Mnie do dziś przeraża pomysł zabicia całej ludności. Przecież Niemcy mieli na początku takie założenie. Von dem Bach przypisuje sobie zasługę powstrzymania tego szaleństwa.

Faktycznie potem w ten sposób się bronił. Prawda jest taka, że wydał rozkaz, żeby nie zabijać cywilów, tylko kierować ich do Pruszkowa i do innych obozów przesiedleńczych. Ale wybijanie trwało przez całe powstanie, choć nie o takim natężeniu jak na początku.

Bardzo lubię w pańskich książkach to indywidualizowanie historii. Cenię oczywiście staranne dokumentowanie fabuły, ale jako czytelnikowi podobają mi się wątki osobiste. Wybucha powstanie, a bohaterowie martwią się o swoje dziewczyny czy narzeczone. Czasami wręcz działają na granicy nieposłuszeństwa. I to jest ludzkie!

Bardzo dziękuję. W końcu jedyny sposób rozmawiania o historii to opowiadanie na przykładzie jakichś konkretnych spraw i losów. Nie ma co tworzyć dodatkowej poprawności politycznej, bo tego jest i tak za dużo. Dobrze, że temat jest żywy, że się o nim dyskutuje. Jeszcze wiele rzeczy jest do wyjaśnienia, ale archiwa rosyjskie są zamknięte i nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostaną ujawnione.

Chciałabym, żeby ktoś dokładnie zbadał sprawę desantów z praskiej strony. Wiemy, że były, ale się nie udały. Oczywiście jest aspekt polityczny, ale też chyba taktyczny? Czytałam, że ludziom spoza Warszawy trudno było walczyć w Powstaniu.

To bardzo ważna sprawa, czyli taktyka wojenna. Wybitnym ekspertem od walk w mieście był Grot-Rowecki. Napisał nawet podręcznik na ten temat. A po jego aresztowaniu w sztabie AK wyraźnie zabrakło eksperta w tej dziedzinie. A wracając do berlingowców, to przeważnie byli to młodzi chłopcy, którzy po raz pierwszy szli do walki. Chcieli pomóc, wierzyli, że idą Warszawie na odsiecz, ale o walce w mieście nie mieli żadnego pojęcia. W książce tego nie ma, ale znam relację powstańca z Czerniakowa, który wspominał, jak czekali na desant. I nagle z okrzykiem „hurra!” cała chmara berlingowców wypada prosto na niemieckie karabiny maszynowe. Oczywiście natychmiast całe przedpole pokryło się ciałami. Rosyjska taktyka walki, w której nie szanowało się pojedynczych żołnierzy. A walka w mieście wymagała zupełnie innej strategii. Jeśli to w ogóle można by nazwać strategią…

Czy będzie ciąg dalszy?

Czy będzie tetralogia? Naprawdę nie wiem, zobaczymy!

Czas honoru. Pożegnanie z Warszawą do kupienia w naszej księgarni