fbpx

Dotknąć enigmy – rozmowa z projektantami gmachu Muzeum II Wojny Światowej

Dotknąć enigmy - rozmowa z projektantami gmachu Muzeum II Wojny Światowej
(fot. materiały pasowe Studia Kwadrat)

„Nieoczywiste. Symboliczne. Proste i piękne, ale wymowne” – mówią ci,
którzy odwiedzili Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Jak powstawało? opowiada Jacek Droszcz, który z Bazylim Domstą w Studiu
Architektonicznym „Kwadrat” zaprojektował ten niezwykły obiekt.

Temat poważny. Druga wojna światowa młodemu pokoleniu kojarzy się pewnie z datami i faktami, które trzeba wkuwać na lekcjach historii. Zrobiliście wszystko, by ten, kto tu przyjdzie, nie poczuł się jak na obowiązkowej wycieczce szkolnej.
I to przynosi niemałą satysfakcję. Rzeczywiście, młodzież, jak tylko zjawia się w tym miejscu, milknie. Myślę, że ma na to wpływ kilka czynników. To nie jest przytulne, zwyczajne miejsce. Wiedzieliśmy z Bazylim, że chcemy stworzyć przestrzeń, która w wymiarze zarówno symbolicznym, jak i namacalnym będzie oferować odwiedzającym formę pewnego… przejścia [współautorami projektu są Zbigniew Kowalewski oraz Andrzej Kwieciński – przyp. red.]. Chcieliśmy, aby wizyta tu była doświadczeniem formacyjnym. Tym bardziej że pokolenie, które doświadczyło wojny, odchodzi. A wraz z nim odchodzą opowieści z pierwszej ręki: relacje ludzi, którzy mogą dać osobiste świadectwo tamtych dni i emocji. Dla młodych to dziś odległe dzieje. Muzeum miało dawać coś realnego, ale też miało być swoistą podróżą w czasie. Wiedzieliśmy, że będzie nośnikiem różnobarwnych emocji, nie zawsze wygodnych i przyjemnych.

Całe muzeum przenieśliście pod ziemię. Ryzykownie, ale tu chyba działa najmocniej właśnie ten moment przejścia.
Obserwujemy to niemal za każdym razem, jak w schodzących zachodzi natychmiastowa zmiana. Bo jest tak, jak pani mówi, aby dotrzeć na wystawę, trzeba zejść schodami lub zjechać windą. I tak za sprawą kilkunastu metrów, które pokonuje się, schodząc w głąb – czyli udając się pod powierzchnię – rozmowy milkną, rozbawione głosy intuicyjnie gasną. Docierający do wystawy ludzie robią to zwykle w pełnym skupieniu i niewymuszonej przez nikogo ciszy. Młodzież zaczyna się rozglądać. Surowe wnętrze robi wrażenie na każdym: beton, stalowa rama schodów… Ale to widzą przede wszystkim młodzi właśnie. Dostrzegają, że jest inaczej. To jest nowe, nieznane, a jednocześnie intryguje, działa na wyobraźnię. Tak przygotowani goście mogą rozpocząć zwiedzanie. Tym samym proces schodzenia do tego… Hadesu jest równie ważny jak samo zwiedzanie wystawy. Podróż w czasie zaczyna się od pokonania schodów.

Dotknąć enigmy - rozmowa z projektantami gmachu Muzeum II Wojny Światowej
(Fot. materiały prasowe Studia Kwadrat)

Od razu wiadomo było, że bryła budynku będzie jedynie umownie nawiązywać do okresu wojny?
Do konkursu ogłoszonego przez Ministerstwo Kultury na projekt budynku Muzeum II Wojny Światowej przystąpiło prawie 130 pracowni i architektów z całego świata. Wśród zgłoszonych wizji znalazło się kilkanaście, które w sposób dosłowny ukazywały grozę czy symbolikę wojny: był budynek w kształcie czołgu, był i taki, który przypominał bunkier. My z Bazylim inaczej widzieliśmy to miejsce. Chcieliśmy dać pole do wyobraźni zwiedzającym, stworzyć budynek, który budzi różne skojarzenia, również w zależności od tego, z której strony na niego patrzymy. Do dziś dostajemy mnóstwo opinii, czasem skrajnie różnych: jednym budynek kojarzy się z walącą się kamienicą, innym z bombą czy elementem pocisku, który utkwił w ziemi, są i tacy, którzy widzą w koncepcji architektonicznej statek czy U-Boota. Myślę, że niejednoznaczność formy została doceniona także przez sędziów.
Pamiętam, jak mama, patrząc na to, co rysowałem jeszcze na studiach, pytała: „Synku, ale do czego to jest podobne?”. I ja do dziś wyznaję zasadę: nie musi być podobnego do niczego. Kapitalne w bryle muzeum jest to, że jest ona tak niedookreślona, ekspresyjna. Każdy widzi, co chce zobaczyć.

Skąd się wziął ten pomysł?
Ministerstwo, ogłaszając konkurs, szukało wizji budynku, który taktownie, ale i świadomie wpisałby się w architekturę Gdańska. To miał być ikoniczny projekt na miarę innych symboli miejskich: Zbrojowni, kościoła Mariackiego czy Żurawia. Wzięliśmy sobie do serca te uwagi. Gdańsk jest specyficznym miastem. Jest Starówka, są wieże budynków sakralnych, ale zabudowa wokół jest pierzejowa. Gdańsk ma Długi Targ, ale nie ma rynku jak Kraków lub inne miasta renesansowe. Miasto ma punkty orientacyjne, którymi można się kierować, spacerując: ratusz, kościół Mariacki, wieże kościoła Świętego Michała…

Dotknąć enigmy - rozmowa z projektantami gmachu Muzeum II Wojny Światowej
(Fot. materiały prasowe Studia Kwadrat)

Panowie w zasadzie zaprojektowali swoją wieżę: nowoczesną, ale wpisującą się w tradycję sakralnych budynków Gdańska.
Tak. Myśleliśmy o budynku trochę jak o współczesnej katedrze. Mamy wyraźny element pionowy – wieżę – i wyraźny element poziomy – nawę – jak w kościołach. W nawie odbywają się działania administracyjne, czyli konstrukcja przestrzenna muzeum jest odbiciem tej w sakralnych budynkach historycznych, przy zachowaniu nowoczesnej formy.
Wieża spełnia jeszcze jedną rolę. O ile zejście do podziemia miało kojarzyć się z Hadesem, o tyle wspięcie się na wieżę muzeum ma dać ukojenie, świetnie, jeśli będzie odbierane jako metaforyczny powrót do życia. Wieża symbolizuje odbudowę, nową szansę, otwarcie na innych i na świat. Możemy podziwiać wspaniałą panoramę Gdańska i po trudach zwiedzania pod powierzchnią odetchnąć pełną piersią.
Muzeum od początku planowane było na nabrzeżu kanału Raduni, w pobliżu ulicy Wałowej. Wcześniej, kilkanaście lat temu, mało kto tu zaglądał, po zmroku dzielnica cieszyła się złą sławą. Dziś ten rejon tętni życiem. Budowa muzeum dała asumpt do realizacji w bezpośrednim sąsiedztwie osiedla Brabank. Ośmieliła też innych inwestorów, otwierając drogę do Młodego Miasta na terenach postoczniowych. Rejony przez lata nieużywane i zaniedbywane udało się przeobrazić w tereny przyjazne obywatelom.

Dotknąć enigmy - rozmowa z projektantami gmachu Muzeum II Wojny Światowej
(Fot. materiały prasowe Studia Kwadrat)

Czy projekt przewartościował pana myślenie o tym okresie? Coś uruchomił, zmienił?
W tym zawodzie zawsze pracuje się na emocjach. To chyba najistotniejsze. Przystępując do konkursu, mieliśmy odrobioną lekcję historii, ale współpraca z historykami uruchomiła w każdym z nas nowe pokłady empatii, wzruszeń, przemyśleń.
Byłem poruszony faktem, ile osób przekazało swoje pamiątki z okresu wojny. Z Amsterdamu przywieziono słynną niemiecką maszynę szyfrującą, Enigmę, której mogliśmy dotknąć. Człowiek w takich chwilach ma poczucie, że obcuje z wielką, odległą, ale wciąż żywą potęgą. Z tajemną siłą. Ta siła wciąż ma na nas wpływ, determinuje to, gdzie się znajdujemy jako naród i państwo, zresztą nie tylko my, ale i cała Europa. Było poruszające i pouczające móc tego doświadczyć.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze