fbpx

„Homeland”: Kraj paranoików

„Homeland”: Kraj paranoików
kadr z serialu "Homeland"

Nagrody Emmy, zwane przez niektórych telewizyjnymi Oscarami, zostały po raz kolejny rozdane. Tegorocznym zwycięzcą w kategorii „najlepszy serial dramatyczny” okazało się „Homeland”, stworzone przez Howarda Gordona oraz Alexa Gansa i emitowane przez Showtime.
Nie był to najlepszy serial w zestawieniu – trudno wyobrazić sobie, żeby coś mogło mierzyć się z wielkim „Breaking Bad” – ale z pewnością ciekawy, podejmujący ważną dla USA tematykę oraz mający świetnie napisaną i zagraną główną bohaterkę.

„Homeland” opowiada o rozgrywce między agentką CIA Carrie Mathison i byłym marine Nicholasem Brody’em (Claire Danes i Damian Lewis, również nagrodzeni Emmy). On był długo jeńcem wojennym przetrzymywanym przez Al-Kaidę, ona pewnego razu otrzymała tajną informację, że jeden z amerykańskich żołnierzy przeszedł na stronę wroga. Jest pewna, że chodzi o Nicholasa, wracającego właśnie w chwale bohatera narodowego z Afganistanu.

Chociaż „Homeland” zostało oparte na izraelskim serialu „Hatufim”, to podejmuje tematykę typową dla amerykańskiego kina. Graniczący z paranoją lęk przed tym, że pośród porządnych obywateli ukrywa się agent wrogiego mocarstwa, stanowił motor dla wielu powstających we wczesnych latach zimnej wojny filmów. W „Poślubiłam komunistę” i „Przeżyliśmy wojnę” zagrożenie pochodziło zza żelaznej kurtyny; w „Inwazji porywaczy ciał” polityka ukrywała się w szatach fantastyczno-naukowej metafory. Z czasem jednak punkt ciężkości paranoicznych podejrzeń przeniósł się z Moskwy do Waszyngtonu. Po zabójstwach Johna F. Kennedy’ego i Martina Luthera Kinga oraz aferze Watergate powstała fala spiskowych thrillerów, w których pojawiała się obawa, że tajemniczy wróg czai się na najwyższych szczeblach amerykańskiej władzy. Po ataku na WTC objawił się nowy przeciwnik – islamscy terroryści – ale tym razem sprawa nie była już taka jasna – poczuciu solidarności w obliczu wojny towarzyszyły wątpliwości odnośnie metod walki z terrorem. „Homeland” stanowi właśnie pokłosie tych wątpliwości.

Większość pierwszego sezonu napędza niepewność: czy Nicholas jest agentem, czy nie? Umiejętnie prowadzona narracja odsłania tylko fragmenty z jego pobytu w niewoli, na jeden dowód „za” przypada jeden „przeciw”, widzowie są wciąż wodzeni za nos; grający weterana Lewis wydaje się ponadto na zmianę złamaną przez los poczciwiną i psychopatą o kamiennej twarzy. To, że Carrie święcie wierzy w swoją rację niekoniecznie stawia ją w dobrym świetle, szczególnie, że posuwa się do niezbyt etycznych metod. Na własną rękę szpieguje podejrzanego, w pewnym momencie, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej, nawiązuje z nim nawet romans. Do tego dochodzą jej problemy z psychiką, bo Carie cierpi na chorobę dwubiegunową. Jej zaangażowanie w sprawę wydaje się co najmniej niezdrowe – nie śpi, w jej mieszkaniu rosną góry śmieci, a w lodówce pleśnieje jedzenie. Wcielająca się w główną bohaterkę Danes świetnie wygrywa tę ambiwalencję. Na co dzień jest pewna siebie i opanowana, ale kiedy natrafia na jakąś przeszkodę, staje się nagle neurotyczna, nieco zbyt mocno gestykuluje i wybałusza oczy. W jej determinacji czuć nutkę szaleństwa.

Finał pierwszego sezonu, rozczarowujący i trwoniący dramaturgiczny potencjał opowieści, przyniósł odpowiedź na dręczące widzów pytanie. Być może rozpoczynający się właśnie drugi sezon zasieje kolejne ziarna niepewności i udowodni, że „Homeland” zasłużyło jednak na Emmy.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/Xh_TPjZJCRc” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]