fbpx

Bolesnym krokiem: „Mistrz tańca powraca” – recenzja

Bolesnym krokiem: "Mistrz tańca powraca" - recenzja
fot. materiały prasowe Against Gravity

Dziś do kin wchodzi film, który niesprawiedliwie promowany jest w stylu programów typu „You can dance”. To bolesny dramat o rozczarowaniu.
Zawsze sceptycznie podchodzę do filmów w stylu: dokument o pewnej parze w życiu i na scenie.To jak zaglądanie komuś do sypialni bez pukania – z jednej strony czuję zażenowanie, z drugiej mocną nieszczerość bijącą z ekranu. Tak było ze „Swell season”, gdzie znana z filmu „Once” para muzyków, czyli Glen Hansard i Markéta Irglová dokonuje totalnego przełamania – w sobie i w widzach, rozstając się na ekranie i świadomie wypuszczając dowód zniszczenia związku do dystrybucji.

Tu mamy inną sytuację: kamera – obojętny i niekomentujący świadek – towarzyszy parze tancerzy przez długie miesiące ich przygotowań do kolejnych konkursów. On, ukraińska gwiazda parkietu sprzed 10 lat, Slawik Krikliwyy, za wszelką cenę chce wrócić na podium. Ona, Ania Mielnikowa, od niedawna jego partnerka życiowa, jest początkującą tancerką, która ma mu w tym pomóc.

Against Gravity/więcej w galerii

Wsparci przez sztab doradców i trenerów, spędzają dziesiątki godzin w kolejnych salach gimnastycznych, wykonując nadludzki – fizyczny i emocjonalny – wysiłek, by sprostać wyzwaniu i jednocześnie nie znienawidzić się. Do połowy filmu mamy takie trochę „Step up” czy „You can dance”: ćwiczenia w sali, taniec na kolejnych konkursach, słowa wsparcia, kłótnie i rozmowy. A potem bajkę o wielkim powrocie przejmuje nieobliczalne życie. Drogi bohaterów się rozchodzą, wątek pęka na dwa i już wiemy, że łatwy i prosty przepis na amerykański happy end nie dotyczy imigrantów z Europy Wschodniej, nie należy się wielkiemu mistrzowi, który za późno zdecydował się na powrót. Obraz pokazuje też, że marzeniami jednego człowieka nie wykarmi się związku budowanego na parkiecie sali tanecznej i w świetle jupiterów.

To, co zwraca uwagę, to sceny, w których para szykuje się do występu. To zakładanie skąpych strojów, mocno kiczowatych, malowanie twarzy w sposób, który przypomina nakładanie barw wojennych; to spryskiwanie, pudrowanie, wreszcie obsesyjne układanie włosów przez Slawika – niczym nakładanie zbroi przed walką na śmierć i życie.

Twórcy filmu – Christian Holten Bonke i Andreas Koefoed – zdecydowali się na rzecz niepopularną: pokazali, co tak naprawdę oznacza taniec, do jakich poświęceń zmusza, jak niszczy i nadwyręża ciało. W miarę, jak wchodzimy w historię dwójki bohaterów, jak kamera wchodzi za kulisy związku, czujemy, jak atmosfera się zagęszcza, jak Slawik powoli traci z pola widzenia upragnione podium, jednocześnie tracąc znacznie więcej. Przez ten dokument warto przejść, bo mówimy tu o prawdziwych ludziach, z imienia i nazwiska, a jednocześnie historia ta ma ciężar dramatu uniwersalnego, pokazują, jak szybko cel się oddala, gdy nieznośna staje się droga, jaką musimy pokonać.

„Mistrz tańca powraca”, reż. Christian Holten Bonke i Andreas Koefoed, Against Gravity, film był pokazywany w ramach festiwalu Planete+ Doc, którego portal Zwierciadlo.pl był patronem.