fbpx

Gaspar Noé – Nie chcę promować religii

Gaspar Noé - Nie chcę promować religii
Materiały prasowe / Gaspar Noé

Gaspar Noé, kontrowersyjny reżyser, o którym zrobiło się głośno w 2002 r. na festiwalu w Cannes, gdzie po raz pierwszy pokazał skandalizujący obraz „Nieodwracalne” z Monicą Bellucci i Vincentem Casselem. Zadebiutował na początku lat 90. krótkometrażowym filmem „Carne”, a jego pierwszym pełnometrażowym debiutem była kontynuacja tego obrazu zatytułowana „Sam przeciw wszystkim”. W rozmowie z Błażejem Hrapkowiczem opowiada o swoim najnowszym filmie „Wkraczając w pustkę”, sposobach jego interpretacji, tematach tabu i kinie w ogóle.
– Pański następny film ma opowiadać o miłości. Ale czy już „Wkraczając w pustkę” nie jest w pewnym sensie love story?

– Tak, ale jest to miłość aseksualna, między bratem i siostrą. W następnym filmie chcę pokazać bardzo seksualne uczucie łączące kobietę i mężczyznę. Moim celem będzie zerwanie z dotychczasowymi reprezentacjami seksu i miłości w kinie.

– Jednak Oscar z „Wkraczając w pustkę” odczuwa seksualny pociąg do swojej siostry Lindy.

– To fantazja, którą próbuje zwalczyć. Nie ma w tym zresztą niczego zaskakującego – znam sporo osób obojga płci, które straciły dziewictwo z kuzynami albo przynajmniej myślały o seksie z członkiem rodziny. Pewna dziewczyna powiedziała mi kiedyś, że śniła o stosunku z ojcem. W rzeczywistości nic się nie wydarzyło, ale było to dla niej dziwne doświadczenie. Nie potępiam swoich bohaterów. Oscar i Linda stracili rodziców w dzieciństwie, są zagubieni i próbują odtworzyć pierwotne łono rodziny. Być może podświadomie zachowują się momentami jak para.

Kazirodztwo stanowi tabu, więc ludzie myślą, że jest nielegalne. A to nieprawda. Prawo zakazuje stosunków seksualnych z nieletnimi. Jeśli jednak brat i siostra chcą uprawiać seks w wieku dwudziestu jeden lat, nikt im tego nie zabrania.

– To zależy od kultury…

– W krajach, które są mi znane, taki zakaz nie obowiązuje. Oczywiście, większość osób uważa, że nie powinno się uprawiać seksu z rodzeństwem, ale to jeszcze nie oznacza, że jest on niezgodny z konstytucją. Niektórzy bardzo się dziwią, że nie potraktowałem Lindy i Oscara jak zboczeńców, tylko zwykłych ludzi, którzy starają się uczynić swe życie lepszym, ale im nie wychodzi. A niby dlaczego miałbym ich traktować jak zboczeńców?!

Panuje też przekonanie, że dzieci zrodzone z kazirodczego związku będą w jakiś sposób zdeformowane, niepełnosprawne. Nie znam żadnych dowodów na potwierdzenie tej tezy. Wydaje mi się, że to mit, choć pewien nie jestem. Być może jeżeli całe miasto przez lata uprawiałoby seks tylko z członkami rodziny, pojawiłyby się jakieś choroby. Ale na przykład wśród kotów nie jest niczym szczególnym, że ojcowie kopulują z córkami. Nie wiem, czy ich młode są słabsze od innych, ale tego rodzaju kocie pary zdarzają się często.

– Kazirodztwo pojawia się w jednym z pańskich poprzednich filmów – „Sam przeciw wszystkim”. Ojciec żywi tam do córki uczucie, które zostaje skonsumowane.

– Ale Rzeźnik – bohater „Sam przeciw wszystkim” – jest żałosny, a jego córka chora psychicznie i nieletnia. On ją wykorzystuje, udaje, że chce jej pomóc, podczas gdy tak naprawdę pragnie pomóc jedynie sobie. Oscar i Linda natomiast walczą ze swoim pragnieniem, nigdy go nie realizują. W oryginalnym scenariuszu nie było zresztą wątku erotycznej fascynacji, ale uznałem, że to dobry pomysł. Bohaterowie stają się dzięki temu bardziej skomplikowani i samotni. To, że powstrzymują się od seksu, wcale nie musi oznaczać, iż nie czerpaliby z niego przyjemności. Gdyby to zrobili, znaleźliby się po prostu poza nawiasem społeczeństwa. Mieszkają w Japonii, kraju obcym kulturowo, nie znają języka – i tak są wyalienowani, a kazirodztwo pogłębiłoby ten stan. Myślę, że ryzyko wykluczenia jest jednym z głównych powodów, dla których ludzie wzbraniają się przed kazirodztwem.

– Przywołałem film „Sam przeciw wszystkim”, ponieważ kiedy ojciec realizuje w nim fantazję o seksie z córką i ogłasza, że jest szczęśliwy, po raz pierwszy widzimy kadr, który jest symetrycznie skomponowany. To prowokacyjne, wprowadza bowiem pewną harmonię, tak jakby wszystko wróciło do „normy”.

– Z drugiej strony jednak jest to pierwsze ujęcie, w którym widzimy świat poza najbliższym otoczeniem Rzeźnika i okazuje się, że oprócz wiecznie cierpiącego bohatera istnieją jeszcze inni ludzie, którzy prowadzą normalne życie i potrafią się nim cieszyć. Chodziło mi o pewien kontrast.

– Być może po zaspokojeniu kazirodczego pragnienia on także zaczyna cieszyć się życiem.

– Jeśli tak, to nie na długo – Rzeźnik powraca przecież na chwilę w „Nieodwracalne” i mówi, że właśnie wyszedł z więzienia, w którym siedział za seks z nieletnią córką.

– Konsekwentnie zbija pan interpretacje, które wydobywają z pańskich filmów coś choćby wątpliwie optymistycznego, więc zmienię front. Słyszałem opinie, że „Wkraczając w pustkę” zawiera nutkę nadziei, ale osobiście mam wątpliwości. Doświadczenie pośmiertne Oscara jest monotonne, nużące wręcz, zamknięte w powtórzeniach. To dosyć pesymistyczne, że nawet po śmierci nie jesteśmy wolni. I niewiele zmienia tutaj reinkarnacja, o której często wspomina się przy okazji pańskiego filmu.

– Tak, ale „Wkraczając w pustkę” nie opowiada właściwie o życiu po śmierci, lecz o fantazji człowieka w agonii. Na tę fantazję składają się różne projekcje Oscara, obrazy z „Tybetańskiej Księgi Umarłych”, którą niedawno przeczytał, haj po zażytych tego samego dnia narkotykach. Jeśli ludzie chcą wierzyć, że film mówi o reinkarnacji – proszę bardzo. Jednak w ostatnich scenach widać, że dziecko – Oscara – rodzi nie Linda, którą oglądaliśmy przed chwilą uprawiającą seks, lecz matka Oscara. Im bliżej finału, tym bardziej bohaterowi mieszają się siostra z matką. Umieściłem zresztą w filmie o wiele więcej wskazówek, które sygnalizują, że przebywamy w przestrzeni fantazji: „duch” Oscara dostaje się do samolotu, gdzie widzi siebie jako niemowlę z rodzicami; Tokio jest kompletnie nierealne; w pewnym momencie pojawiają się Twin Towers. „Wkraczając w pustkę” nie jest więc buddyjską opowieścią o duszy, która unosi się nad żywymi. Bohater filmu to człowiek zagubiony i przestraszony, usiłujący zbudować fantazję o przetrwaniu własnej śmierci.

– Czyli obecność „Tybetańskiej Księgi Umarłych” w filmie ma zwodzić widza?

– Księga była dla mnie inspiracją, choć nie jestem religijny. Prawie wszystkie religie głoszą, że po śmierci czeka nas wynagrodzenie za cierpienia, których doznaliśmy w życiu. To narzędzie uspokajania lub kontrolowania ludzi – „stosuj się do reguł, mimo że cierpisz, a wtedy czeka cię życie wieczne”. Nie chcę tego promować.

– Nawet przyjąwszy założenie, że w filmie oglądamy życie po śmierci, trzeba przyznać, że niczego ono Oscarowi nie wynagradza. Przeciwnie – chłopak przeżywa na nowo traumę z dzieciństwa.

– To prawda. Jego życie zaczęło się bardzo dobrze – jak kilkakrotnie widzimy w filmie, miał szczęśliwe dzieciństwo. Wszystko zmienił wypadek samochodowy, w którym zginęli rodzice. Oscar stał się neurotykiem, który robi nieodpowiednie rzeczy w nieodpowiednim czasie.

– Jednym z najszerzej dyskutowanych tematów pańskich filmów jest przemoc. „Wkraczając w pustkę” nie ma w sobie jednak tej brutalności, co „Sam przeciw wszystkim” i „Nieodwracalne”.

– Rzeczywiście, jedyną naprawdę brutalną sceną jest chyba wypadek samochodowy. Francuscy cenzorzy mieli z nią problem. Nie przejęli się specjalnie narkotykami ani seksem, stwierdzili za to, że mogliby dać filmowi niższą kategorię wiekową, gdyby nie scena wypadku.

– Ciekaw jestem, na co kręcą nosem amerykańscy cenzorzy. Za oceanem do przemocy są przyzwyczajeni, gorszą ich raczej nagie piersi.

– W Stanach Zjednoczonych największe wzburzenie wywołała scena aborcji, ponieważ to jest u nich bardzo gorący społecznie temat – w przeciwieństwie do Francji czy Japonii. Zapytano mnie nawet, czy jestem „pro-life” czy „pro-choice”. Odpowiedziałem, że jestem za tym, aby uprawiać bezpieczny seks i unikać niechcianych ciąż.

– Wróćmy do tematu przemocy. W „Sam przeciw wszystkim” bardzo ważną przyczyną agresji Rzeźnika jest frustracja związana z nierównościami społecznymi. „Nieodwracalne” z kolei to pańska wersja „kina zemsty”. Ogląda pan przemoc z różnych stron.

– Przemoc jest stale obecna w naszym życiu. Na przykład mięso, które pan jada, pochodzi z aktu przemocy. Ale nie ma pan styczności z przemocą codziennie, ponieważ prawo i policja pełnią rolę straszaka.

– Zatem gdyby nie prawo i służby porządkowe, nastąpiłaby erupcja przemocy?

– Prawo chroni nas przed niebezpiecznymi impulsami. Ale społeczeństwo stwarza możliwości wyładowania agresji – można zostać żołnierzem i walczyć na wojnie albo uprawiać sport. Niedawno obejrzałem świetny film z Jamesem Caanem – „Rollerball”. Doskonale pokazuje on, jak ludzie dają upust agresji w zawodach sportowych.

– Natknąłem się niedawno na pańską bardzo ciekawą wypowiedź. Mówiąc o scenie z „Taksówkarza” Martina Scorsese, w której Robert De Niro rozmawia przez telefon, a kamera robi odjazd i najazd na aktora, stwierdził pan, że to „prawdziwe kino”.

– Kocham tę scenę! Podobne chwyty można znaleźć u Wong Kar-Waia, ale on robi to bardzo często. W „Taksówkarzu” ten ruch kamery jest dużo bardziej imponujący, bo wyróżnia się na tle reszty filmu i nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia.

– Prawdziwe kino – czysta wizualność bez motywacji fabularnej i narracyjnej?

– Właśnie tak. Jak w filmach Godarda, który ciągle wymyśla audiowizualne triki, potrafi niespodziewanie wyciąć dźwięk, by za chwilę nieoczekiwanie go przywrócić. Momenty, w których reżyserzy bawią się językiem filmu, należą do moich ulubionych, ponieważ stanowią artystyczne wyżyny kina.