fbpx

Madryt 1987 – recenzja

Madryt 1987
fot. materiały prasowe Vivarto

Młoda, atrakcyjna studentka i próbujący ją uwieść podstarzały dziennikarz zatrzaskują się w łazience. W dodatku oboje się nadzy. Kto z tej rundy wyjdzie zwycięsko?

Madryt 1987
fot. materiały prasowe Vivarto/więcej w galerii

Powyższy opis to właściwie cała fabuła filmu. Niewiele, by rozwinąć akcję, całkiem sporo by do głosu zamiast czynów dopuścić słowa. Pytanie, czy to się udało.

Hiszpania po upadku dyktatury generała Franco. Piękna studentka prosi znanego dziennikarza o wywiad. Ona liczy na to, że wciąż aktywny, choć już w wieku emerytalnym Miguel, wprowadzi ją w tajniki zawodu i pomoże początkującej pisarce. On liczy na to, że dzięki wątpliwej charyzmie podstarzałego satyra, który braki urody przysłania intelektem i dziennikarską sławą, zaciągnie dziewczynę do łóżka. Od samego początku film hiszpańskiego artysty Davida Trueby gra na silnych kontrastach. Ona jest młoda i piękna, on stary i piękny nigdy nie był. Ona jest milcząca, on cały czas mówi, jakby natłokiem słów chciał ukryć skrępowanie. Ona jest bierna, on aktywny, ona stosuje uniki, on atakuje. Do czasu.

Gdy oboje, w dodatku nadzy, niechcący zatrzasną się w łazience, nagle skazani na swoje towarzystwo, w prawie pozbawionej rekwizytów scenerii, przed widzem rozpocznie się teatr ściągania masek i tworzenia prawdziwej choć chwilowej bliskości. Trueba decyduje się na dosłowne rozwiązania: oboje aktorzy są obnażeni, wiec jedyne co mogą ukryć to własne myśli. Oboje tkwią w zamknięciu, z jednej strony ukryci przed światem, a z drugiem pragnąc szybko do tego świata wrócić. Z braku rozrywek rozpoczynają słowną woltyżerkę. Co ciekawe, obserwujemy jak z milczącej, odpowiadającej najczęściej „Nie wiem” osoby, Angela przeistacza się w godną Miguela partnerkę intelektualną. Oto mamy rozmowę przedstawicieli różnych pokoleń, płci i światopoglądów. Jak się ona potoczy, kto wyjdzie z niej zwycięsko i jak się skończy ta wstydliwa historia?

Jedynym mankamentem filmu jest czas jego trwania. Można było swobodnie skrócić leniwie snujące się rozmowy bohaterów. Choć mamy tu podobnie teatralną konstrukcję jak w „Rzezi” Romana Polańskiego, to ograniczone możliwości techniczne, ubogi montaż i brak pomysłu na ciekawsze rozegranie tych gęstych od słów scen sprawiają, że chwilami tęsknimy za erotyczną niepokojącą iskrą, która – choć pojawia się – szybko gaśnie na rzecz intelektualnej dyskusji.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze