fbpx

Premiery filmowe: Wszyscy mężczyźni Weroniki

Wszyscy_mezczyzni_Weroniki
fot. materiały prasowe manana.pl

Weronika przekroczyła magiczną trzydziestkę i dopadł ją życiowy kryzys. W pięknych sceneriach brazylijskiego wybrzeża kobieta dręczy siebie i innych. Niby ciekawe, ale ma urok zdartej płyty. To już było, panie Gomes!

Marcelo Gomes, 50-latek z Brazylii, mimo statecznego wieku, ma na swoim koncie zaledwie trzy filmy. „Wszyscy mężczyźni Weroniki” to właśnie ten trzeci. Reżyser postanowił powrócić do rodzinnego Racife i tam z chirurgiczną precyzją przyjrzeć się związkom międzyludzkim. Choć lekcja ta została dobitnie i boleśnie dla widza odrobiona w filmie „Sąsiedzkie dźwięki”, który pokazuje jak wielkie anonimowe miasto wyobcowuje swoich mieszkańców i pozbawia tytułowych więzi społecznych, Gomes postanowił skupić się na relacji między kobiety i mężczyzną.

Na warsztat bierze niby typową reprezentantkę brazylijskiej społeczności. Choć jednak nie tak typową: Weronika jest wykształcona, właśnie dostała pracę jako lekarka, przed nią świetlana zawodowa przyszłość, ma mieszkanie i kochającego ojca. Brakuje jej tego, o czym dekadę wcześniej trąbiły bohaterki „Seksu w wielkim mieście” – miłości. I choć ma stałego kochanka, gotowego przybiec do niej na każde jej wezwanie i wyznać swoje uczucie (co przecież nie takie znowu typowe dla brazylijskich macho), to podejrzewa u siebie odporność na wszelkie uczucia, oprócz tego, jakim darzy słabnącego ojca. Gdy słuchamy wynurzeń Weroniki (którymi obficie zalewa swój dyktafon), mamy wrażenie, że albo dziewczyna przeżywa typowe dla tzw. pierwszego świata problemy (nie wiem, czego chcę, dokąd zmierzam, mam serce z kamienia itd.) albo ma zwyczajnie początki depresji – choroby społeczeństw krajów rozwiniętych. Tym, co różni ją od jej europejskich rówieśniczek, jest sposób odreagowania stresu i kryzysu – u nas smutki topi się w alkoholu i antydepresantach, w Brazylii – idzie się na imprezę i oddaje miłości fizycznej w dużych ilościach. Prawdziwe kłopoty dopiero nadejdą: konieczna wyprowadzka z przytulnego mieszkania, postępująca choroba ojca, stresująca praca – nagle naszą bohaterkę dopada życie, czemu towarzyszy tematycznie dobrana piosenka. I to jest ładnie poprowadzony w filmie wątek. Gomes pokazuje, że samotność tak naprawdę zaczyna się w naszym życiu, gdy tracimy rodziców – tej pustki nic nie wypełni.

Co ciekawe, w filmie Gomesa nawet na chwilę nie pojawia się obraz matki Weroniki. Ani w rozmowie, ani we wspomnieniach, nie ma jej na zdjęciach. Matka jest nieobecna, jakby wycięta z albumu rodzinnego. Dlaczego nie ma matki? Dlaczego Weronika nie przyjaźni się ze starszymi kobietami, ma tylko dwie głupiutkie koleżanki? O co tu chodzi? Czy to przeoczenie Gomesa, czy kwestia kulturowa – Weronika, jako pani psychiatra w końcu, nie miała na studiach zajęć z Freuda i nie zdiagnozowała u siebie żadnego kompleksu wynikającego z tego – dotkliwego przecież – braku?

Mimo różnic kulturowych, które czuje się oglądają film Gomesa, jego bohaterka bardzo przypomina graną przez Michelle Willimas w filmie Sarah Polley „Tak This Waltz Margot. Margot jest szczęśliwa w tych krótkich chwilach gdy na karuzeli słyszy piosenkę „Video Killed the Radio Star”, bo wtedy wszystkie smutki odchodzą w niebyt, a ona na chwilę może poczuć się lekko i bezmyślnie. Weronika ma inną wizję szczęścia: to kłębowisko nagich, młodych ciał, splecionych na plaży, które za chwilę biegną do morza by dać unosić się falom. Tylko, że każda fantazja ma to do siebie, że trudno ją zrealizować, inaczej nie pozostawałaby w sferze marzeń. Gomes w swoim filmie buduje obraz kobiety, która – mimo dumnej trzydziestki na karku – nie potrafi sprostać wyzwaniom rzeczywistości, ale także własnym fantazjom. Czy to obraz pokolenia buduje Gomes cz sprzedaje nam własną interpretację kobiecego charakteru? Tak czy siak, już to znamy, a wersja brazylijska jest o tyle piękniejsza, że dużo w niej pięknych ujęć na plaży.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze