fbpx

Sen o władzy

„Minister” jest zaproszeniem do kuluarów świata polityki. Amatorzy kina sensacji mogą poczuć się jednak zawiedzeni. Pierre Schöller przekonuje, że w polityce nie ma nic fascynującego.
Bernarda Saint-Jeana, polityka,bohatera nagrodzonego w Cannes (nagroda FIPRESCI dla najlepszego filmu pozakonkursowego) filmuMinister”, poznajemy, kiedy wybudzony ze snu musi jechać w środku nocy na miejsce tragedii – autobus wpadł do rowu w Arenach. Są ofiary śmiertelne.

Przyzwyczajeni do relacji z podobnych wydarzeń w mediach bez trudu rozpoznajemy dobrze znany spektakl. Minister transportu wypowiada wcześniej skrojone na podobne okazje zapewnienia pomocy rannym i rodzinom ofiar. Wyraża swoją troskę i żal. Wydarzenie jest jednak przede wszystkim dla niego sytuacją umożliwiającą autoprezentację, szansą na zdobycie poparcia, wzbicie sondażowych słupków. Zaspokojeni obrazem cierpienia dziennikarze wyłączają w końcu swoje kamery. Pierre Schöller, reżyser „Ministra”, pozostawia kamerę włączoną, daje nam możliwość oglądu rzeczywistości, do której nie mamy na co dzień dostępu – kuluarów świata polityki. To one stają się tematem filmu.

Amatorzy kina sensacji mogą po obejrzeniu „Ministra” poczuć się zawiedzeni.Tropy sugerujące, że pierwowzorem postaci Bernarda Saint-Jeana, w którego rolę wcielił się Oliver Gourmet (Chłopiec na rowerze, Nic do oclenia, Czarna Wenus), jest francuski minister komunikacji mogą okazać się nie tyle mylne, co niewystarczające, aby wywołać napięcie charakterystyczne dla hollywoodzkiego dramatu politycznego. Film Schöllera jest monotonny. Wędrówka za postacią polityka okazuje się nużąca. Na darmo spodziewać się można przełomu czy odkrycia tajemnicy. „Minister” jest raczej pytaniem o prawomocność władzy w okresie wzrastającego niezadowolenia społecznego. Jest także wiarygodnym przedstawieniem portretu jednego z aktorów świata polityki.

Zadania absorbujące Bernarda Saint-Jeana, jak i jego najbliższych współpracowników, rejestrowane z dokumentacyjnym zacięciem, przywodzą na myśl działania sztabu wyborczego w najgorętszym okresie kampanii. Każde działanie jest obliczone na zyskanie poparcia. Przedstawicielem zwykłego obywatela, o którego głos potencjalnie zabiega polityk, jest nowo przyjęty do pracy przez ministerstwo taksówkarz Martin. Bernard Saint-Jean próbuje się do niego zbliżyć, zyskać sympatię, której potrzebuje także prywatnie, obracając się w brutalnym, pozbawionym lojalności świecie polityki. Podczas wieczoru spędzonego w nieukończony z powodu braku środków domu taksówkarza cynicznie wyznaje jednak, że nic innego nie robi, jak prosi wyborców o wybaczenie. Wyborców, których powinien reprezentować i dbać o ich interesy. Na to jednak nie starcza czasu. Minister przypomina bohaterów filmu Marcela Łozińskiego Jak to się robi”, w którym Tymochowicz uczy ludzi z ulicy, jak stać się politykiem, wykształcić w sobie umiejętności manipulacji grupą, umiejętnie uczestniczyć w spektaklu rządzenia. Bernard Saint-Jean nie ma złudzeń, że sprawuje prawomocną władzę. Po obejrzeniu filmu nie będzie miał jej także widz.

„Minister ” Pierre’a Schöllera to także prawie intymny portret jednego z polityków. W scenie poprzedzającej relację z wypadku autobusu reżyser odsłania jego najintymniejszą przestrzeń. Film rozpoczyna się erotycznym snem. Wprowadzona przez zakapturzone postacie do luksusowego gabinetu naga kobieta zostaje połknięta przez krokodyla. Scena jest nawiązaniem do fotografii znanego z przedstawiania świata przepychu i władzy Helmuta Newtona The Legend of Virginity. Fotograf uchwycił jedną ze scen baletu podejmującego zagadnienie ofiary czy ofiarowania Piny Bausch, której postać przypomniał ostatnio Wim Wenders (Pina). Marzenie senne pozwala odsłonić motywację bohatera, którą pozostaje pragnienie władzy. Władza, której pożąda bohater filmu Pierre’a Schöllera, jest tylko pozorna – zarówno w kontekście społecznym, ponieważ nie reprezentuje wyborców, którzy na niego głosowali, jak i realnym. Nie ma wpływu na żaden z ruchów, które wykonuje. Aby utrzymać się w grze, wykonuje polecania zwierzchników. Zakapturzone postaci pojawiają się także w trakcie trwania filmu, budząc lęk Saint-Jeana. Odsłaniają jednocześnie kompulsywność jego ruchów, irracjonalność motywacji, samotność jego losu. Nawet jeśli staje się ofiarą własnych obsesji, to chyba jednak nadal za mało, aby mu współczuć.