Stoker – dojrzewanie w cieniu szaleństwa

Stoker
Imperial Cinepix

Nie musimy być przyjaciółmi, jesteśmy rodziną – to pozornie błahe zdanie jest kluczowe w filmie „Stoker”. Przyjaciół się wybiera, a rodzina jest jak nóż wbity w gardło – i jedno i drugie ma na nas śmiertelny wpływ.

Stoker
Imperial Cinepix/więcej w galerii

Mógłby to być kolejny z tzw. klasyki horrorów gotyckich. Duży wiktoriański dom na uboczu, zwichrowana emocjonalnie matka, chłód bijący od córki i tajemniczy wujek z niepokojącym uśmiechem. Opowieść o strasznej rodzince lub grasującym upiorze. Ale tak nie jest, bo reżyserem tego nietypowego thrilleru jest Park Chan-Wook, twórca takich dzieł, jak „Pani Zemsta”, „Oldboy” czy „Nocny połów”. Tu strach buduje się nie dramaturgią sceny, ile uświadomieniem widzowi, że mają do czynienia z mrokiem, który za chwilę – niczym pająk pod sukienkę nastoletniej dziewicy – wedrze się do ich serc.

O tym pająku wspominam tu nie przypadkiem, bo to jest stały motyw w filmie. Pająk wchodzi po butach, po łydce, pod spódnicę nastoletniej Indii. Nie wiemy, czy wchodzi naprawdę, czy jest to jej wyobrażenie, ale w filmie „Stoker” wiele rzeczy pozostanie jedynie w sferze domysłu.

Poznajemy Indię, gdy ta – niczego nie przeczuwając – bawi się w dużym ogrodzie otaczającym dom jej rodziców. Scena wydaje się być zupełnie odrealniona, nie wiemy, ile India ma lat, czy takie instytucje jak szkoła w ogóle istnieją w jej świecie. To celowy zabieg. Bajkowy świat Indii za chwilę legnie w gruzach, wraz z wieścią o śmierci jej ojca. India zostaje z matką – rozedrganą emocjonalnie, niestabilną i pochłoniętą sobą – jednak na stypie pojawia się nigdy niewidziany brat jej ojca, wujek Charlie. Gdy Charlie postanawia zostać na parę dni wiemy już, że ta historia nie skończy się dobrze.