fbpx

„W drodze” Jacka Kerouaca na dużym ekranie

"W drodze" Jacka Kerouaca na dużym ekranie
Gutek Film

Tandem sprawdzony w „Dziennikach Motocyklowych” – reżyser Walter Salles i scenarzysta Jose Rivera, sięga do źródła ruchu hippisowskiego i legendarnej powieści Jacka Kerouaca.
Koniec lat 40. W Polsce marzenie o równości klas przeradza się w koszmar stalinizmu. Sal, Dean, Carlo i Marylou – główni bohaterowie „W drodze” – milcząco wysłuchują wiadomości płynących z samochodowego radia. Spiker skrótowo opisuje w nich trudną sytuację społeczeństw bloku wschodniego, dla których nowy system polityczny okazał się także przymusowym stylem życia i systemem moralnym. Dla dwudziestokilkulatków, pędzących ukradzionym samochodem drogą ciągnącą się po horyzont, opustoszałą, ale równą jak stół i w gruncie rzeczy bezpieczną, te informacje mogą brzmieć jak wymysł szaleńca. A może wiedzą, że są prawdziwe i właśnie nie godząc się na taką prawdę, uciekają przed nią?

Gutek Film/więcej w galerii

Po traumie II wojny światowej nie znajdziemy w filmie zbyt wielu śladów, a tło polityczne jest rzeczywiście tylko tłem (cytowany przy każdej kradzieży prezydent Truman: „Musimy zmniejszyć koszty życia”). Trzeba więc przyjąć, że Sallesa nie interesują za bardzo dociekania, skąd w pokoleniu Amerykanów urodzonych pod koniec lat 20. wzięła się potrzeba tak radykalnej zmiany obyczajowości. Koncentruje się za to na stworzeniu ich portretu tak, jak sami by go kreślili: uchwyconych w konkretnym momencie, nie pochodzących znikąd i donikąd nie zmierzających. Pokolenie bitników, których głównych przedstawicieli – a ściślej chyba guru – portretuje Salles, to ludzie, którzy przede wszystkim zupełnie inaczej traktują czas. Żadnego z głównych bohaterów nie obchodzą bolączki człowieka żyjącego „w systemie” – opłaty za czynsz, utrzymanie rodziny, emerytura, podatki… Gdyby gdziekolwiek osiedli, „system” by ich dopadł – tak się dzieje w przypadku Deana, który założeniem nowej rodziny próbuje sobie zrekompensować nieobecność ojca w dzieciństwie. Niestety, w nowej rodzinie nie potrafi zająć pustego miejsca po ojcu i w gruncie rzeczy powtarza jego błędy. Od rodzącej mu kolejne dzieci żony Camille (rewelacyjna Kirsten Dunst) ucieka co chwila, szukając zapomnienia w kolejnych przygodach.

Z zupełnie innego domu pochodzi Sal, alter ego Kerouaca, który – niezależnie w jakie wpakuje się tarapaty – zawsze ma dokąd wrócić – w Nowym Jorku cały czas czeka na niego kochająca matka. Zakończenie filmu szczególnie silnie podkreśla różnicę pomiędzy Salem i Deanem – którzy byli dla siebie, jak to się mówi, bratnimi duszami, ale każdy z nich patrzył na to, co się dzieje, innymi oczami. Sal cały czas myślał o ich wspólnych przygodach jako materiale na książkę, dla Deana zaś było to jedyną, wyniszczającą ścieżką.

Pora więc powiedzieć nieco o tej wyniszczającej ścieżce. Sal, Dean, Carlo i Marylou zaczynają od marihuany, ale w krótkim czasie zaczynają rozłupywać jeden inhalator Benzedrinu za drugim (w środku znajduje się pasek nasączony pochodną amfetaminy). Koncerty jazzowe trwają do rana (w tym czasie w Nowym Jorku na dobre rozszalał się już bebop, zawrotną karierę robi m.in. Dizzy Gillespie) i kończą się nierzadko domówkami, podczas których eksperymenty narkotykowe łączą się z erotycznymi. Co ciekawe, widzowie w Polsce mogą obejrzeć nieocenzurowaną wersję „W drodze”, podczas gdy do kin amerykańskich trafi kopia pozbawiona niektórych scen erotycznych. To zadziwiające, bo Salles pokazuje erotykę w sposób znacznie mniej szokujący niż na przykład Steve McQueen we „Wstydzie”. Doprawdy nie wiem, czy amerykańskiej publiczności bardziej zaszkodziłaby scena podglądanego przez Sala przez półprzymknięte drzwi stosunku Deana ze starszym mężczyzną, czy próba (nawet nie udana!) zawiązania trójkąta przez Deana, Sala i Marylou.

Czy to źle, czy dobrze – widzowie muszą ocenić sami, ale Salles pokazuje „kulturę narkotykową” wyłącznie jako poboczny obserwator. Podczas gdy bitnicy rzeczywiście uznawali narkotyki jako substancje wspomagające proces twórczy, bo otwierające umysł, a sam Kerouac stosował w pisaniu metody improwizacji zaczerpnięte od jazzmanów, Salles jest wyjątkowo zachowawczy. Poza jedną sceną majaczeń w gorączce nie pokazuje wizji narkotykowych, nie dokumentuje, co pociągającego może być w nieustannym – nawet za kierownicą auta – życiu na haju. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w końcowej scenie spotkania Sala i Deana osądza sposób życia bitników jako jednoznacznie zły i wyniszczający, jeśli traktowany w stu procentach serio, a nie jako alternatywa od uporządkowanego życia „w systemie”. Także proszę się nie bać – ten film nikomu systemu moralnego nie zwichnie.

Szczególnie miła widzom będzie warstwa wrażeniowa filmu, piękne kadry, ruch momentami tak intensywny, że przechodzący w migotanie, zapierające dech w piersiach krajobrazy i przede wszystkim – śliczni, śliczni i jeszcze raz śliczni, choć czasem ucharakteryzowani na bardzo „beaten down”, aktorzy. Nie wiadomo, czy Kerouac byłby zadowolony z takiej oprawy dla swoich przeżyć; jedno jest pewne, że sposób życia bitników wraca dziś jako moda, ale właśnie w tej bliskiej filmowi Sallesa, ulukrowanej wersji. Nawet potrzeba tworzenia – tak bardzo, zdaje się, kluczowa dla powieści Kerouaca – jest w tym filmie momentami nieautentyczna. Widomy znak – gdy na frazę Sala „Wiedziałem, że muszę wracać. W domu czekał na mnie przygniatający obowiązek – książka”, część publiczności wybucha gromkim śmiechem.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/DZhM-AcCzNU” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze