We mgle – recenzja

InTheFog

Nagradzany dokumentalista Siergiej Łoźnica na dobre oswoił się z kinem fabularnym. Jego „We mgle” to druga, po dobrze przyjętym „Moim szczęściu”, próba wyznaczenia granicy człowieczeństwa.
Łoźnica to postać dobrze znana polskim bywalcom festiwali. Triumfował m.in. w Krakowie, pokazując tam imponującą, zmontowaną z archiwalnych kronik propagandowych „Rewię”. Ale kino dokumentalne zawsze wiązało się dla niego z pewnymi ograniczeniami. Dopiero we wspomnianym „Moim szczęściu” ukraiński reżyser mógł wyjść poza ramy gatunku.

„We mgle” kontynuuje wątki podjęte w fabularnym debiucie – Łoźnica znów podróżuje przez wschodnią Europą, rejestrując kłębiące się na jej obrzeżach patologie. Tym, co odróżnia jego nowy film od poprzedniego jest jednak sfera czasowa. Ze współczesnej Białorusi przenosimy się do tej ogarniętej niemiecką okupacją. Bohaterów jest trzech: oskarżony o kolaborację z wrogiem kolejarz i dwóch mających wykonać na nim wyrok śmierci partyzantów.

Film przedstawia ich długą, choć przetkaną retrospekcjami, wędrówkę przez las, gdzie dojść ma do egzekucji. Ich wyprawa jest dla Łoźnicy pretekstem do rozważań na temat winy i odkupienia, kompromisów i heroizmu. A jednocześnie jest to swoisty krajobraz po bitwie – panorama kraju wyniszczonego przez okupanta. Co ciekawe, centralnym jego punktem nie są spektakularne obrazy wojennej pożogi. Te widzieliśmy już w niezliczonych filmach.

Łoźnicę interesuje raczej połączenie tego wyjałowionego świata z wyborami podejmowanymi przez bohaterów. Czy w tak obciążającej, skrajnej sytuacji możliwe jest ocalenie ludzkich odruchów? Jak ocalić własną godność? Autor niechętnie udziela odpowiedzi na powyższe pytania – co więcej, zasnuwa rzeczywistość tytułową mgłą, w której wszystkie pojęcia mieszają się, przenikają, a w końcu doprowadzają do obłędu.