„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski

„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski
Please Add Photos <br> to your Gallery


Kino Pawlikowskiego jest subtelne i niemal pozbawione dialogów, a jednak przyciąga uwagę widza z ogromną siłą. Docenili to widzowie i krytyka, nagradzając „Idę” Złotymi Lwami w Gdyni i Warsaw Grand Prix na Warszawskim Festiwalu Filmowym.

„Ida” przypomina trochę kino Jerzego Hasa czy Janusza Morgensterna, a trochę kadry ze zdjęć Tadeusza Rolke. W czarno-białych ujęciach sylwetki bohaterów często są ucięte, by pokazać więcej tła, jakby kamera skierowana była cały czas wyżej, ponad głowami postaci. Czy w stronę nieba, czy żeby pokazać dekoracyjny detal? To tylko jeden z wielu intrygujących zabiegów reżysera, który zabiera nas w zupełnie inny świat.

Mamy obraz polskiej prowincji lat 60., krajobraz zimowy, a może wczesnowiosenny. Na kilka dni przed złożeniem ślubów zakonnych 18-letnia nowicjuszka dowiaduje się o istnieniu jedynej krewnej. Całe życie wychowywana była w klasztorze jako sierota wojenna. Teraz ma odwiedzić nigdy niewidzianą ciotkę. Ich spotkanie to zderzenie postaw ale też wszelkich różnic. Siostra Anna (doskonały debiut Agaty Trzebuchowskiej) jest młoda, niewinna, zdaje się, że nigdy nie dotknęły jej troski i proza życia świata poza murami klasztoru. Jej ciotka (Agata Kulesza) to podstarzała alkoholiczka, w zbyt mocnym makijażu, która w latach 50. była prokuratorem skazującym na wyroki śmierci ówczesnych „wrogów ludu” i zasłynęła jako „krwawa Wanda”. Dziewczyna w jednej chwili dowiaduje się, że ma na imię Ida i jest żydowskim dzieckiem ocalałym z Holokaustu, a jej rodzice zostali zamordowani przez polskich chłopów i zakopani gdzieś w lesie na wschodzie.

Historyczny dramat zamienia się w kino drogi, gdy obie kobiety wyruszają na poszukiwanie miejsca pochówku rodziców Idy. Dla niej to podróż w poszukiwaniu korzeni, ale też uzyskanie czy też odzyskanie własnej tożsamości, dla jej ciotki – szansa na zmierzenie się z przeszłością i odkupienie własnych win. Cała historia rozgrywa się w doskonale skomponowanych, harmonijnych kadrach, gdzie milczenie i spojrzenia wyrażają więcej niż słowa. Milcząca Ida swoim wyniesionym z klasztoru opanowaniem zdaje się tchnąć spokój w każdą, wymagającą konfrontacji scenę.

To prawdziwa sztuka w tak subtelnym, pozbawionym gwałtownych zmian akcji czy napięcia filmie, pokazać ludzki dramat i udrękę. Pawlikowskiemu się to udało. Jednocześnie, w tej toczącej się spokojnym rytmem opowieści kilka scen zupełnie zwala z nóg, choć wydarzają się jakby mimochodem.„Ida” pozostaje w pamięci widza na długo, za to na dobre wpisała się do kanonu polskich filmów XXI wieku.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze