Katarzyna Warnke i Piotr Stramowski o tym, co niszczy, a co buduje współczesne związki

Katarzyna Warnke i Piotr Stramowski podczas uroczystej premiery filmu "Narzeczony na niby" (fot. BEW PHOTO)

Poznali się na castingu do filmu Konrada Aksinowicza „W spirali”. I zostali parą. Choć sami byli na początku relacji, przyszło im grac parę w kryzysie. Katarzyna Warnke i Piotr Stramowski opowiadają Martynie Harland o tym, co niszczy, a co buduje współczesne związki. I na co mamy najczęściej zamknięte oczy.

Jak się czuliście na planie „W spirali”? W filmie „Oczy szeroko zamknięte” Stanleya Kubricka, Nicole Kidman i Tom Cruise również grają zmęczone sobą małżeństwo. Ile intymności sprzedajecie na ekranie, a na ile jest to kreowany temat?
Katarzyna Warnke: Kubrick próbował wykorzystać prywatność grających tam Toma Cruise’a i Nicole Kidman, chciał, żeby to była intymna historia. U nas było na odwrót. To, co miedzy nami powstawało prywatnie, było w wektorze przeciwnym do tego, co się działo na planie. Kubrick zrobił to celowo, nam się to po prostu przytrafiło.
Piotr Stramowski: Ten projekt przez nas trochę wyślizgnął się z rąk reżyserowi. Przefiltrowaliśmy to mocno przez naszą emocjonalność, pogłębialiśmy psychologię postaci. W trakcie pracy nad tym filmem wiele zrozumiałem. Widzę, jak ludzie nie umieją się ze sobą porozumieć, mimo że się kochają. Brną za daleko w swojej niemocy i w pewnym momencie nie potrafią już wrócić do tego, co było kiedyś.

Na co mamy oczy szeroko zamknięte w związkach? Rytualny psychodelik – ayahuasca, który Agnes i Krzysztof zażywają w filmie, łączy ich z podświadomością. Ich życie i miłość mają stać się lepsze. Lekarstwo pomaga?
K.W.: Byliśmy filmowani w rożny sposób – ja w jasności, Piotr bardziej kontrastowo, ciemniej, głównie dlatego że przeżycia postaci, które gramy, z zażyciem narkotyków są diametralnie rożne. Moja bohaterka dzięki nim doznaje oczyszczenia i wyzwolenia. Agnes wie o tym, że jest zdradzana, czuje, że jej partner ucieka, ale jest zdesperowana i za wszelka cenę chce go zatrzymać. Przygoda z narkotykiem przynosi jej ulgę, przywraca samodzielność i umiejętność widzenia siebie w szerszej perspektywie, również poza tą relacją.
W związkach często mamy oczy szeroko zamknięte na drugą osobę i jej potrzeby, jej osobność i tajemnice. Często próbujemy forsować realizację własnych pragnień w sposób bezwzględny, niedający przestrzeni partnerowi. Gdy pojawia się kryzys, warto zadać sobie pytanie, czy znamy swoje pragnienia i czy możliwe jest ich połączenie. Czy na pewno jesteśmy w stanie znaleźć wspólne rozwiązanie?

Gracie parę uzależnioną – od siebie nawzajem, od silnych emocji. Jak twierdzi reżyser filmu Konrad Aksinowicz, takie związki najczęściej tworzą osoby z niskim poczuciem własnej wartości.
P.S.: Na etapie scenariusza zobaczyłem bardzo niedojrzałego chłopaka i tak chciałem go przedstawić. Lubię przekraczać granice w moim zawodzie, działam intuicyjnie. Kasi z kolei zależy bardziej na refleksyjnym wejściu w swoją rolę, ona musi najpierw zrozumieć.
K.W.: Moim zdaniem w historii naszych bohaterów kluczowe jest to, co zdarzy się, gdy wrócą z tego szalonego weekendu. Ta para powinna wejść w bardzo trudny i długi proces rozmów. Myślę, że inaczej nie ma szans. Ostatnio byliśmy z Piotrem na castingu jako para i grało nam się dość trudno. Musieliśmy wcielić się w ludzi, którzy dopiero się spotkali i zakochują się w sobie. To trudne, kiedy przed chwila jadło się wspólnie śniadanie i trzeba nagle spojrzeć na siebie jak na obce sobie osoby, znaleźć świeżość. Aktorom miesza się prawda z fikcją, często widzę to na planach filmowych. Nikt nie uczy nas tego, jak rozdzielić te dwie sfery, trzeba to sobie wypracować samemu. To bardzo trudny zawód.

Jak grac sceny łóżkowe? Czy tego uczy się aktorów? Sceny seksu w polskim kinie są słabe. Kto się wstydzi bardziej – reżyserzy czy aktorzy?
K.W.: W historii polskiego kina jest mało odważnych scen miłosnych. My, Polacy, mamy problem z ciałem i przyjemnością z nim związaną. Sądzę, że dzieje się tak ze względu na naszą trudną historię. Przez ponad 200 lat żyliśmy właściwie permanentnie w żałobie, ten stan jest nam bliski. Nasza seksualność i sprawa płci bardzo mnie interesują, wyreżyserowałam na ten temat spektakl „Uwodziciel” w Teatrze Nowym. Ważnym momentem mojego tekstu było fellatio, czyli seks oralny. To nie było wulgarne. Seks nie musi być od razu pornografia. Może być dowcipny i pełen radości, a przede wszystkim seks to przecież wyraz miłości. W Polsce miłość to objecie drugiej osoby lub pocałunek, ale nie seks.

Wasi bohaterowie chcą się rozstać, po co więc decydują się na wyjazd. Chodzi o moment przemiany, oczyszczenia? Reżyser Konrad Aksinowicz twierdzi, że Agnes i Krzysztof się nie zmienia. Nie wierzy w ich odnowę. Wszyscy ludzie chcą być przecież sobą.
P.S.: Krzysztof ma tak wysoką samoocenę, że nawet tak silne zdarzenia, które go spotykają, nie są w stanie wywołać przemiany. Jeżeli Agnes go zostawi, wtedy może zacznie dopuszczać do siebie coś więcej poza własnym punktem widzenia. Może coś zrozumie, a może wybierze łatwiejszą drogę i znajdzie kogoś mniej wymagającego.
K.W.: Agnes przeszła przemianę i myślę, że pod koniec filmu jest w stanie wyobrazić sobie życie bez Krzysztofa. To dobry moment, bo daje przestrzeń do myślenia o związku i drugiej osobie nie na zasadzie konieczności, ale możliwości.

Para zabiera po drodze ekscentrycznego autostopowicza Tamira, który staje się świadkiem emocjonalnych potyczek. Tamir Halperin nie jest aktorem. Wyznawana przez niego filozofia, według której życie opiera się na często występującym w naturze kształcie spirali, stała się w rzeczywistości punktem wyjścia do stworzenia scenariusza filmu.
K.W.: Wszystkie zmiany w naszym życiu dokonują się na jej krzywej, ale za każdym razem, kiedy do nich wracamy, mamy szanse przezywać je w inny sposób. A przez to więcej rozumieć, uczyć się i ulepszać nasze życie.

Zwiastun filmu „W spirali” (2015, reż. K. Aksinowicz):