„Dekalog szczęścia” Beaty Pawłowicz – Twoja recepta na szczęście

Dekalog szczęścia Beata Pawłowicz
Zwierciadło

Każdy może mieć swoją receptę na szczęście. Skąd ją wziąć? W tym właśnie ma pomóc ta książka.

Dekalog szczęścia Beata Pawłowicz
Zwierciadło

Na półki księgarń trafiła ostatnio książka „Dekalog szczęścia. Jak nie dać się udawanej radości, ale też nie wpaść w czarną rozpacz”. Jest to zbiór wywiadów, które autorka, Beata Pawłowicz, przeprowadziła z dziesięcioma psychologami. Wśród rozmówców są m.in. Katarzyna Miller, Wojciech Eichelberger. Każdego z nich pytała o receptę na szczęście.

Czy książka daje taką receptę? Zapytaliśmy kilkorga czytelników, co dała im lektura „Dekalogu szczęścia”

Przemysław Pilarski, komik, scenarzysta: – „Dekalog szczęścia” to rozmowy z dziesięcioma mądrymi ludźmi, którzy wcale się nie wymądrzają i to jest największy atut tej książki. Ale nie jedyny. Wybitni specjaliści mówią prostym językiem o sprawach, które wcale proste nie są. I trafiają w sedno. Czasem z bolesnym skutkiem. No ale na tym polega terapia. Na przykład Katarzyna Miller: „przerobić nawyk dopieprzania sobie na nawyk kochania siebie” w tym jednym, dobitnym zdaniu zawarła cel mojego trzyletniego jęczenia u psychoanalityka! Jak prawie każdy komik, prywatnie jestem osobą raczej nieszczęśliwą, dlatego postanowiłem mieć „Dekalog szczęścia” zawsze pod ręką. Może czegoś się nauczę. Podręcznik jest. Chęci też. Pora na działanie.

Urszula Tokarska, nauczycielka angielskiego, właścicielka Centrum Edukacyjnego Efekt w Legnicy: – Przeczytałam wywiad z Tomaszem Srebnickim w “Dekalogu” o tym, jak byś szczęśliwym w rodzinie i pomyślałam: “może i jestem czarną owcą. Ale teraz wiem, że czarna owca to brzmi dumnie!”. Dużo czytam o psychologii, ale w tej rozmowie znalazłam jasny opis tych pozornie tajemniczych siły które rządzą w naszych domach. Odkryłam coś niezwykle ciekawego: drugie dno anegdot rodzinnych. Lubiłam ich słuchać i opowiadać. Ale teraz je badam…

Renata Bożek, pisarka, dziennikarka, psycholożka: – Są książki, o których można powiedzieć: „Ta książka zmieniła moje życie”. O “Dekalogu” powiem: „Ta książka zmieniła moje wakacje”. Było tak: Najpierw miałam świetlane plany wspólnych z narzeczonym wakacji w Szkocji. Ale okazało się, że związek się chwieje, wydatki nadwyrężają konto, a wakacje odpływają w siną dal… W tej sytuacji sięgnęłam do „Dekalogu…” i przeczytałam wywiad z Konradem Majem o szczęściu i pieniądzach. I to było to! Pomyślałam: „Co z tego, że mam debet? Czy to powód, żeby rezygnować z wakacji, na które czekałam? Wezmę plecak, wsiądę do pociągu i pojadę sama do… Odessy. Przecież od dawna chcę tam pojechać!”. W wywiadzie nie było nic o Odessie, ale sporo o tym, że sami się unieszczęśliwiamy żyjąc w lęku, że nas nie stać, że mamy za mało. Animuszu dodał mi wywiad z z Katarzyną Miller o tym, jak być szczęśliwą z samą sobą. Na wakacjach i w ogóle. Pomyślałam: „Wolę pływać w Morzu Czarnym niż w Warszawie pogrążać się w czarnej rozpaczy!”. Co prawda, w końcu pojechałam z narzeczonym do Szkocji. Było super. Być może dlatego, że wzięłam ze sobą „Dekalog szczęścia”. Po to, żeby od czasu do czasu zaglądać do niego i przypominać sobie: „To, czy czuję się szczęśliwa, zależy ode mnie”.