fbpx

Spleen i blichtr – filmowe portrety pisarzy przeklętych

Spleen i blichtr – filmowe portrety pisarzy przeklętych
materiały prasowe

Pijacy, awanturnicy i seksoholicy, artyści i przestępcy, kursujący między maszynami do pisania a zapełnionymi butelkami z alkoholem, w wiecznej walce z biedą i chorobami. Najpierw o nich mówiono, potem pisano, a teraz kręci się o nich filmy.
Pisarze i poeci przeklęci wrócili do popkultury przede wszystkim dzięki serialowi „Californication” (2007-2012) i jego bohaterowi Hankowi Moody’emu, literatowi obdarzonemu twarzą i charyzmą Davida Duchovnego. W opowieści o jego kolejnych ekscesach jak w soczewce skupia się wszystko to, co od kilku stuleci fascynowało ludzi w tego typu postaciach: dzika wolność i dekadencja. Cała opowieść niesie jednak pewien schizofreniczny – lub po prostu zakłamany – rys. Hank Moody, chociaż jest seksoholikiem i niepoprawnym hedonistą, wciąż walczy o rodzinę: dawną ukochaną i pozostającą pod jej opieką córkę. Nhilizm zostaje tu zamortyzowany konserwatywnymi treściami.

Duchowym ojcem jego i jemu podobnych postaci jest François Villon, piętnastowieczny poeta francuski, który, skończywszy studia na Sorbonie, zaczął wieść życie pośród przestępców i bezdomnych. Pomiędzy wdawaniem się w bójki, braniem udziału w kradzieżach i odsiadywaniem wyroków pisywał wiersze, w tym swój najsłynniejszy utwór: „Wielki testament”.

Ale autorem, którego twórczość wydaje się stworzona dla kina, był Charles Bukowski. Pozornie życie tego Amerykanina niemieckiego pochodzenia nie miało w sobie wiele filmowego potencjału. Ostentacyjnie brzydki, całe dni spędzał, pijąc w samotności, grając na wyścigach lub sporadycznie uprawiając seks z poznanymi w knajpach – i niezbyt urodziwymi – kobietami. W jego wierszach, powieściach i opowiadaniach ta nuda i niezbyt efektowne ubóstwo nabierały niespodziewanego blasku. Bukowski tworzył anegdotyczne fabuły, w których nawet banalne sytuacje uzyskiwały początek, rozwinięcie i błyskotliwą puentę; potrafił również doskonale wygra tragizm i komizm egzystencji społecznych wyrzutków.

Z tego potencjału filmowcy korzystali kilkukrotnie. Najsłynniejszym obrazem opartym na jego prozie – w tym wypadku napisanym specjalnie scenariuszu – jest „Ćma barowa” (1987) Barbeta Schroedera. W alter ego Bukowskiego wcielił się tam Mickey Rourke. Dużo ciekawiej wypada ekranizacja powieści „Factotum” (2005) w reżyserii Benta Hamera i z Mattem Dillonem w roli głównej, z jednej strony wierna literackiemu pierwowzorowi, a z drugiej umiejętnie wplatająca w film cytaty z wierszy pisarza. Scena finałowa, w której główny bohater, pozbawiony szans na jakąkolwiek karierę i pogodzony ze swoim losem, znad butelki piwa obserwuje striptiz, a głos z offu recytuje utwór „Roll the Dice” (z powtarzającą się frazą: „jeśli chcesz spróbować, to idź na całość”), perfekcyjnie oddaje nastrój twórczości Bukowskiego.

Spora część działalności autora „Factotum” przypadła na lata 50. i 60. Pokolenie ówczesnych literackich bandytów i outsiderów, beatników i hippisów, odwracających się od konsumpcyjnego społeczeństwa idealnie sportretował William S. Burroughs. Ten heroinista, morderca i wizjoner stał się bohaterem filmu „Nagi lunch”(1991) w reżyserii Davida Cronenberga, gdzie zagrał go Peter Weller. Materiałem wyjściowym dla obrazu była powieść Burroughsa, stanowiąca dziennik jego narkotykowych halucynacji, ale kanadyjski reżyser uzupełnił ją o materiał biograficzny. I tak widzimy tam, jak autor przypadkowo strzela w głowę swojej żonie i stopniowo pogrąża się w majakach, w których rozmawia ze swoją maszyną do pisania i jest prześladowany przez tajemnicze organizacje.

Beatnicy są w kinie tematem wciąż popularnym i czekają nas niedługo kolejne produkcje na ich temat: ekranizacja „W drodze” Jacka Kerouaca w reżyserii Waltera Sallesa i „Kill Your Darlings” z Danielem Radcliffem w roli poety Allena Ginsberga. Ów eksperymentalny obraz, łączący stylizację na dokument z elementami animacji, jest obok „Californication” przykładem zagłaskania na śmierć mitu „przeklętych”. Bo w końcu nie były to gwiazdy i rocka, tylko często osobami złamanymi przez życie i przez wiele lat piszącymi do szuflady. Udręczeni, głodni, zmagający się często z chorobami psychicznymi, sławę odnajdywali dopiero w wieku starczym lub po śmierci