fbpx

Szkoła czekania: Grażyna Jagielska i Miłość z kamienia

"Miłość z kamienia"
wyd. Znak

„Próbowałam myśleć, że mam inne, prawdziwe życie. Rano odprowadzam dziecko do szkoły, mam roczny karnet na basen, kawa kosztuje cztery pięćdziesiąt” – pisze Grażyna Jagielska, wspominając pobyt w Kaszmirze.

"Miłość z kamienia"
wyd. Znak

Pewnego dnia postanowiła pojechać z mężem – reporterem „Gazety Wyborczej” – do pracy. Czyli na wojnę. Chciała dowiedzieć się, co w tym fachu jest takiego pociągającego. I nawiązać wspólny język z ukochanym człowiekiem, z którym coraz mniej ją łączyło.

Nie dowiedziała się jednak. Do prawdziwego życia, z karnetem na basen i kawą za cztery pięćdziesiąt, też nie wróciła. Bo nie można beztrosko pływać żabką, gdy mąż jest w Czeczenii, Gruzji czy na Sri Lance, i w każdej chwili może stracić rękę, ucho albo życie. Grażyna nie idzie więc na basen, ogląda wiadomości w telewizji albo chowa się w szafie i czeka na telefon od mężczyzny, który poinformuje ją, że została wdową. Właściwie chciałaby, żeby już zadzwonił i żeby całe to czekanie się wreszcie skończyło. Mężczyzna nie dzwoni, a niedoszła wdowa ląduje w klinice stresu bojowego. Po kilkunastu miesiącach terapii może kupi nowy karnet. Mocne i wciągające!

Grażyna Jagielska, „Miłość z kamienia”, Znak 2013

?>