1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki

„Osobni” są o… osobności. O tęsknocie za bliskością. O wychodzeniu z samotności – mówi w wywiadzie Katarzyna Franus, autorka powieści

Katarzyna Franus (Fot. materiały partnera)
Powietrze nagrzewa się pomiędzy betonowymi budynkami w centrum Warszawy. Dosłownie widać, jak unosi wszystkie drobinki kurzu i osadza je na drzewach, samochodach i przechodzących ludziach. Gdyby tylko słońce świeciło jakoś radośniej, ale zamiast tego ledwo przebija się przez nisko zawieszone chmury. Ręce kleją mi się do klawiatury, kiedy nawiązuję połączenie z Katarzyną Franus, psycholożką, anglistką i autorką książki „Osobni”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca. Kiedy twarz Kasi pojawia się na ekranie monitora, to cały zgiełk i duchota stolicy znikają, a przez bity Internetu czuć wręcz bryzę morską, która leci do mnie z Półwyspu Helskiego. Do tego ten zaraźliwy uśmiech…

Jakub Łukowski: „Osobni” to Twój powieściowy debiut, co skłoniło Cię do pisania?
Katarzyna Franus: Na to pytanie z reguły odpowiadam, że pisanie chodziło za mną od zawsze. Ale tobie przyznam się do czegoś… Po napisaniu pierwszej powieści uświadomiłam sobie, że coś więcej jest na rzeczy. I to coś rozegrało się poza mną, na szerszym planie – rodzinnym, wręcz pokoleniowym.

Brzmi tajemniczo. Intrygująco.
Bo takie to jest. Widzisz… Każdy system rodzinny ma swoje przekazy i narracje. Często słyszałam o niespełnionych ambicjach literackich mojej babci, której wojna przerwała studia, a trudny czas powojenny uniemożliwił rozwijanie pisarskiego talentu. Puszczałam to mimo uszu, wydawało mi się, że zupełnie mnie to nie rusza i nie dotyka. Zwłaszcza, że wzrastałam w kulcie nauk ścisłych i w uwielbieniu dla mocy analitycznego umysłu. W naszej rodzinie to mężczyźni byli silni, mądrzy, bystrzy, sami inżynierowie z błyskotliwymi mózgami. Dlatego nie wybrałam w liceum klasy humanistycznej, tylko profil matematyczno-fizyczny. Aspirowałam do tej męskiej siły i mądrości. Ale coś mnie jednak ściągało w kierunku literatury, tworzenia i opowiadania historii o ludziach, bo z mat-fiz-u poszłam na filologię angielską, potem na psychologię, a jeszcze później na wiele szkoleń kreatywnego pisania.

Wbrew rodzinnym wartościom zrealizowałaś marzenie babci?
Nigdy tak o tym nie myślałam, wkurzałam się wręcz, gdy mówiono mi, że pod wieloma względami przypominam moją babkę, która dość wcześnie zmarła i nie miałam okazji nacieszyć się jej obecnością, porozmawiać z nią o literaturze, poznać jej gust literacki. Ale przestałam się zżymać na bliskich, że widzą we mnie moją przodkinię, gdy uświadomiłam sobie, jakie nazwisko dałam głównej bohaterce. Panieńskie nazwisko mojej babci… Jakoś tak samo się do mojej bohaterki przykleiło. A jakie dałam jej imię? To, które przyjęłam na bierzmowaniu, a do tego bierzmowania poszłam tylko i wyłącznie po to, żeby zrobić przyjemność umierającej babci, bo w przeciwieństwie do mnie była bardzo religijna.

A czy tematy poruszane w książce wypłynęły z Ciebie, czy raczej z szerszego systemu rodzinnego?
Myślę, że moja babcia napisałaby zupełnie inną powieść, ale przyznaję, że tematyka „Osobnych” jest jak najbardziej związana z rodziną, a dokładnie z tym, jak bardzo system rodzinny wpływa na nasze życie, i to nie tylko w dzieciństwie. I jak potrafi położyć się cieniem na dorosłym życiu każdego z nas.

Na życiu tytułowych „osobnych” rodzinna przeszłość odcisnęła się dość mocno…
Oj, tak. Każda z postaci boryka się z tym samym – z ojcem nieobecnym w dzieciństwie. Nieobecnym fizycznie, bo w ogóle go nie było, lub nieobecnym połowicznie, czyli niedostępnym emocjonalnie.

Dlaczego ubrałaś bohaterów akurat w takie niedostatki i braki?
Bo widzę u znajomych, przyjaciół i byłych partnerów, jak duży i powszechny jest to problem. Ojciec to kluczowa figura – i dla chłopca, i dla dziewczynki. Dla chłopca ojciec jest wzorcem męskości i wspiera go w stawaniu się mężczyzną. Gdy ojca zabraknie, chłopcu trudno jest poczuć swoją męską moc, a jeszcze trudniej stać się oparciem dla kobiety, wejść z nią w bliską relację i zdecydować się na ojcostwo. Za to dla dziewczynki ojciec jest pierwszym mężczyzną. To w jego oczach ona się przegląda i jeśli nie widzi w nich akceptacji i zachwytu, nie będzie potrafiła rozwinąć w sobie kobiecości i złapać kontaktu ze swoją seksualnością. Może stać się silną wojowniczką, dzielną córeczką tatusia, ale nie przeobrazi się w zmysłową uwodzicielkę, kochankę pewną swojej atrakcyjności.

A to tylko jedna ze ścieżek, które odnajdziemy w Twojej książce.
Tak, jest ich więcej. Historia „osobnych” zachęca do podążania za marzeniami, które na każdym etapie życia działają ożywczo i dają napęd. Motywuje do zerwania z toksycznymi środowiskami i niszczącymi ludźmi, i poszukania swojego miejsca na ziemi. Ośmiela do oswojenia tematu menopauzy i dostrzeżenia w tym niechcianym okresie życia kobiety dobra i okazji do zrobienia tych wszystkich rzeczy, na które zawsze miało się ochotę, ale brakowało przyzwolenia czy odwagi. Bo nigdy nie jest za późno na to, żeby być szczęśliwym.

Dobra, a o czym tak naprawdę są „Osobni”? Na najgłębszym poziomie?
„Osobni” są o… osobności. O tęsknocie za bliskością. O wychodzeniu z samotności. I o tym wszystkim, co trzeba w sobie zmienić i przepracować, żeby móc połączyć się z Drugim, równie osobnym. Który tak samo jak my tęskni za bliskością, choć może tego nie okazywać.

Traktujesz swoją książkę bardziej jako powieść czy swego rodzaju poradnik dobrego życia?
To nie jest książka z tezą. Starałam się unikać dydaktyzmu. Zależało mi, żeby pokazać problemy, mechanizmy radzenia sobie z nimi, nierzadko szkodliwe, i zasiać w czytelnikach i czytelniczkach ziarno, które może kiedyś zakiełkuje. I zainspiruje do namysłu nad swoim życiem, nad kierunkiem, w którym ono zmierza, i – być może – zachęci do zmiany.

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Czy Twoja powieść to romans?
Zdecydowanie tak! To historia kobiety i mężczyzny, którzy spotykają się w – wydawałoby się – najgorszym momencie swojego życia. On właśnie stracił pracę, która była dla niego wszystkim, ona fatalnie się czuje z powodu zbliżającej się menopauzy. Nie są to idealni kochankowie, do nowej miłości każde z nich będzie musiało dojrzeć, żeby móc otworzyć się na związek.

(Fot. materiały partnera)

Dwójka głównych bohaterów przechodzi coś, co w psychologii nazywa się przełomem połowy życia. Co chciałaś przekazać czytelnikom i czytelniczkom, którzy są teraz na tym etapie życia?
Że ten czas, potocznie nazywany kryzysem wieku średniego, jest znakomitą okazją do przebudowania swojego życia. Jak to w kryzysie, najpierw się rozpadamy, potem czujemy się przytłoczeni wszechogarniającym chaosem, żeby jeszcze później, gdy mgła i kurz opadną, rozpocząć proces dekonstrukcji. Nie rekonstrukcji, bo nie chcemy odbudować tego, co było. Chcemy zbudować coś nowego, pięknego, co najlepiej odpowie na nasze obecne potrzeby.

To możliwe?
A dlaczego nie? Możliwe jest to, co uznasz za możliwe.

Mówisz jak jedna z postaci w Twojej powieści.
Myślę, że możemy zdradzić jej imię. Nazwałam ją Srebrzystowłosą. To dość tajemnicza postać, literacko wpisuje się w nurt realizmu magicznego. Nie będę zdradzać jej tożsamości i roli, którą pełni w powieści, zostawiam to do interpretacji czytelnikom i czytelniczkom. Dość powiedzieć, że towarzyszy głównej bohaterce w trudnych momentach i jest dla niej bezcennym wsparciem.

Jak starsza rodu? Wiedźma, czyli ta, która wie? A może po prostu babcia?
Może po prostu emanacja mądrości naszych przodkiń. Kobiet, które żyły przed nami i dały nam życie. I które nie zdążyły podzielić się z nami swoją wiedzą i swoimi doświadczeniami.

Zaskakuje mnie młodzieńczość tej srebrnowłosej przedstawicielki starszyzny.
Bo przyzwyczailiśmy się do myślenia, że dojrzałość jest powolna, ociężała, schorowana i pozbawiona ikry. A wcale nie musi taka być. Wiek dojrzały może być czasem swobodnej zabawy, cieszenia się życiem i wysycania każdej chwili.

A jak taka stara szamanka reaguje na palące problemy współczesności, z którymi borykamy się tu i teraz? Martwią ją: kryzys klimatyczny, degradacja przyrody, szalejąca inflacja i konieczność spięcia pośladków, by więcej pracować i zarobić na coraz droższe życie? Jak radziłaby odnaleźć się w tym zwariowanym świecie zbliżającej się zagłady?
Powiedziałaby, że zagłada jest w twoim umyśle. Przegoniłaby cię po górskiej grani, żebyś wypocił wszystkie lęki i w ciszy usłyszał odpowiedzi. Zachęciłaby, żebyś bosymi stopami przylgnął do kopuły szczytowej góry i poczuł, co ta góra, otaczająca przestrzeń i twoje ciało chcą ci powiedzieć. Medytacja siedząca i medytacja prowadzona nie są dla każdego. Ale medytacja w ruchu, na spacerze, podczas biegu, czy w rozbujanym kajaku na środku jeziora – jest czymś naturalnym dla każdego z nas. Wtedy przychodzą do nas najlepsze pomysły i najtrafniejsze podpowiedzi. I wskazówki, jakie działania podjąć.

Zostawmy starszą panią i wróćmy do Ciebie. Muszę przyznać, że kiedy patrzę na Twoją notkę biograficzną, to aż dostaję zadyszki: psycholożka, anglistka, konsultantka scenariuszowa, redaktorka literacka i teraz jeszcze dochodzi pisarka. Jak udaje Ci się zmieścić to wszystko w 24 godziny i 7 dni w tygodniu?
W danym momencie robię tylko jedną rzecz. Teraz skupiam się na pisaniu. Redagowanie i konsultowanie historii innych autorów odłożyłam na razie na bok. Chcę dać sobie szansę na rozhulanie kariery pisarskiej. Mojej, nie cudzej. A studia psychologiczne i szkolenia terapeutyczne, które mam za sobą, bardzo pomagają w tworzeniu wielowymiarowych, wiarygodnych i niesztampowych postaci. Mam wrażenie, że wszystkie moje poprzednie zajęcia i ścieżki zawodowe, a było ich dużo więcej niż te, które wymieniłeś, doprowadziły mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Z wszystkich dotychczasowe doświadczeń – korporacyjnych, menedżerskich i sportowych – czerpię teraz pełnymi garściami.

Obecnie przebywasz nad morzem, zaraz potem planujesz przemierzyć całą Polskę, aby udać się w góry, jeszcze przed chwilą byłaś w Warszawie, a miesiąc temu wysyłałaś zdjęcia z beskidzkich szczytów. Czy masz jakieś swoje miejsce, czy może jest ono tam, gdzie Ty?
Jestem nomadem, cały świat jest moim domem. Ale najlepiej czuję się w jego zielonych zakątkach – w zalesionych górach i w nadmorskich lasach. Te dwa kierunki, morze na północy i góry na południu, rozpinają moją życiową przestrzeń. Surferzy i biegacze górscy już tak mają.

Co tak bardzo przyciągnęło Cię do gór, że nie tylko kupiłaś tam ziemię, ale i umieściłaś akcję swojej książki, w której bohaterowie zmieniają się dzięki obcowaniu z tą wyjątkową przyrodą?
Góry dają moc. Zmieniają. Uczą. Szlifują człowieka, czasami nim poniewierają. Ale zawsze nagradzają za trud. Na szczycie mam poczucie jedności ze światem, czuję się częścią czegoś większego od siebie. To doznanie metafizyczne, mistyczne wręcz.

Rozumiem, że najlepiej zagłębić się w lekturę powieści „Osobni” na łące w Beskidzie Żywieckim?
Najlepiej! Bo to właśnie tam toczy się akcja powieści. Ale czytać tę wakacyjną książkę można wszędzie, choć najmilej na łonie natury – na górskiej łące, na drewnianym pomoście, czy na ustronnej nadmorskiej plaży.

Jakie kolejne wyzwania (albo okazje) przed Tobą?
Drugi tom „Osobnych” już się pisze. Tomik opowiadań czeka na dokończenie. Scenariusz filmu pełnometrażowego wymaga poprawek i drobnych modyfikacji. Jak tylko skończymy naszą miłą rozmowę, odpalam komputer i siadam do pisania.

Powieść „Osobni” dostępna jest w księgarniach od 15 czerwca w wersjach: papierowa, ebook oraz audiobook w interpretacji Filipa Kosiora. Więcej informacji na stronie Wydawnictwa Czarna Owca: https://bit.ly/3H2rb7k

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze