1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki

„Wiem, że prawdziwe życie pisze najlepsze scenariusze” – rozmowa z Katarzyną Kostołowską

Katarzyna Kostołowska (Fot. Luiza Różycka)
„Interesuje mnie tu i teraz, jestem uważną obserwatorką i słuchaczką, więc wiem, że prawdziwe życie pisze najlepsze scenariusze” – mówi Katarzyna Kostołowska, autorka serii „Czterdzieści”.

Gratulacje z okazji premiery Twojej siódmej książki! Czy gdy pisałaś „Czterdzieści minus”, spodziewałaś się, że powstanie aż 5 tomów tej serii?
Absolutnie się nie spodziewałam. Kiedy pracowałam nad „Czterdzieści minus”, pisałam zamkniętą historię, na dodatek z niewiarą w to, że piszę ją nie tylko dla własnej satysfakcji. Nie byłam przecież pisarką, a czytelniczką – interesowały mnie dobre książki, a nie prawa rządzące rynkiem wydawniczym, na przykład prawo serii. Wiedza przyszła dużo później. Wtedy, kiedy powieść ukazała się w księgarniach, odniosła sukces, a wydawca postanowił pójść za ciosem. Zadziałało prawo serii, ja wpadłam w machinę wydawniczą i odważyłam się myśleć o czymś więcej. Na szczęście „Czterdzieści minus” było wdzięcznym materiałem do ciągu dalszego.

Twoje książki powstają „na bieżąco”, odnosząc się do wydarzeń współczesnych, jak np. koronawirus. Czy osobiste/prywatne historie bohaterek także inspirowane są prawdziwymi wydarzeniami?
Interesuje mnie to co tu i teraz, jestem uważną obserwatorką i słuchaczką, więc wiem, że prawdziwe życie pisze najlepsze scenariusze. Czerpię więc z życia, oczywiście przepuszczając je przez filtr wyobraźni, której mi nie brakuje, zatem nikt nie musi się obawiać, że opiszę jeden do jednego jakąś jego historię. Nawet jeśli ktoś się w niej rozpoznaje, to nie może mieć stuprocentowej pewności, że to o nim. Prawdziwe zdarzenia są impulsem. Obudowuję je tym, co podpowie mi fantazja.

Bohaterkami serii są Anita, Magda, Aśka i Karola. Czy któraś z nich jest Ci szczególnie bliska? A może każda z nich posiada część Twoich cech?
Lubię je wszystkie jednakowo. Są ode mnie różne, ale jednocześnie każda ma coś ze mnie, a to z tego powodu, że w tych książkach dochodzi do głosu moje publicystyczne zacięcie. Poprzez bohaterki zabieram głos w palących sprawach politycznych czy społecznych, bo mam potrzebę zakomunikowaniu państwu i światu, co myślę. Trudno jest nie nadać bohaterowi swoich cech, to chyba niemożliwe. Ostatecznie jeśli się o kimś pisze, trzeba go rozumieć.

Nazwa serii to „Czterdzieści”. Czy rzeczywiście piszesz dla kobiet w tym wieku? Czy uważasz, że w Twoich książkach odnajdą się czytelniczki w każdym wieku?
Nie piszę dla czterdziestolatek, ani dla stulatek, ani dla dwudziestolatek. Piszę dla kobiet, i dla mężczyzn też, piszę dla ludzi doceniających inteligentną literaturę popularną. Ja sama ją uwielbiam, o ile jest dobrze napisana i prawdziwa. O to dbam i chyba mi wychodzi, skoro tyle osób twierdzi, że w moich bohaterkach można przejrzeć się jak w lustrze.

Katarzyna Kostołowska (Fot. materiały partnera)

Jak czytelniczki odbierają tę serię? Czy skłania je ona do przemyśleń? Może zwracają się do Ciebie w wiadomościach prywatnych? O czym najczęściej piszą?
Dostaję tak dużo wiadomości, że sama jestem tym zaskoczona. Piszą właśnie o tej prawdzie, którą widzą w moich powieściach. To nie jest czarno-biały, cukierkowy świat, ale samo życie, układające się bardzo różnie. Poza tym bohaterki, które stworzyłam, są tak fajnymi osobami, że chciałoby się mieć takie przyjaciółki. Cytuję czytelniczki, oczywiście.

Po siedmiu książkach możesz już siebie nazywać pełnoprawną pisarką. Czy Twoje podejście do pisania zmieniło się od czasu debiutu? Może jest coś, co dzisiaj zrobiłabyś inaczej?
Gdybym mogła, poprawiałabym w nieskończoność, ale proces wydawniczy to też terminy. Na całe szczęście kiedyś musi nastąpić koniec poprawiania, choć zazwyczaj nadchodzi zbyt szybko. Gotowe książki czytam z obawą, że znajdę w nich coś kompromitującego, jednak jeszcze nie zdarzyło się, żebym znalazła. Jest raczej tak, że czytam jakiś akapit, jakieś zdanie i dziwię się, że sama je napisałam. Nie dlatego, że są takie wspaniałe (choć to też się zdarza), ale dlatego, że już pracuję nad kolejną powieścią i cała jestem w niej. Jak mówiłam – wpadłam w machinę wydawniczą i to po uszy. Z każdą kolejną książką zyskuję coraz większą odwagę. Zaczęłam eksperymentować z formą, z obrazowaniem, piszę mocniejsze sceny, soczystsze dialogi. Po prostu pozwalam sobie na coraz więcej.

Jak najchętniej spędzasz swój czas wolny i gdzie ładujesz baterie?
Jestem domatorką, serialomaniaczką, nałogową czytelniczką oraz zapaloną ogrodniczką. Kiedy jest zimno, leżę w domu na swojej ukochanej kanapie i nabijam kabzę platformom streamingowym, a kiedy jest ciepło, zamieniam kanapę na leżak i czytam do zachodu słońca. O ile akurat nie sadzę kolejnych pięknych roślin, których codziennie obiecuję sobie nie kupować więcej.

Jakie masz plany na kolejne książki? Czy możemy spodziewać się kolejnych „Czterdziestek”, czy raczej chcesz kontynuować serię „ROD Morele”? A może czeka nas zupełnie coś nowego?
Mam wiele pisarskich planów i o pisaniu myślę nieprzerwanie, zwłaszcza podczas seansu filmowego czy lektury dobrej powieści, bo właśnie książki i filmy, oprócz samego życia inspirują mnie najbardziej. Zachwycam się, zazdroszczę, kręcę też nosem, ale to rzadko, bo wybieram raczej dobre pozycje, a jeśli zdarzy mi się źle wybrać, odkładam książkę lub wyłączam film. Najbliższe plany to „Czterdziestki” – te same, tyle że dużo młodsze.

Serię „Czterdzieści” znadziecie pod linkiem: https://bit.ly/seriaczterdzieści

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze