„Najcięższa rzecz, jaką dźwigam, to ciężar Twoich słów” – ten poruszający slogan pochodzi z kampanii społecznej zwiększającej świadomość otyłości i fatfobii we Francji, ale doskonale oddaje to, jak czują się osoby społecznie stygmatyzowane.*
Fatfobia to uprzedzenia i negatywne nastawienie wobec osób z wyższą masą ciała, przejawiające się ocenianiem, stygmatyzacją i przypisywaniem im winy za ich stan zdrowia lub wygląd.
Kiedy myślimy o leczeniu choroby otyłościowej, skupiamy się zazwyczaj na diecie, farmakoterapii, hormonach, metabolizmie, a jest jeszcze coś, co rani bardziej niż liczby na wadze czy trudności w leczeniu – to słowa, spojrzenia i komentarze. Te, które zostają z nami na długo.
Według badań osoby chorujące na otyłość są najczęściej postrzegane jako:
- leniwe,
- mniej inteligentne,
- niezdyscyplinowane,
- „same sobie winne”.
Co gorsza, to nie są tylko anonimowe komentarze w Internecie. To opinie, które pojawiają się w miejscach pracy, w rodzinie, w mediach, a niestety także… w gabinetach lekarskich. To właśnie słowa i uprzedzenia sprawiają, że osoby z otyłością często odwlekają wizyty u specjalisty, nie podejmują leczenia, unikają siłowni, spotkań towarzyskich czy robienia badań. Zamiast wsparcia – dostają ocenę i nieuzasadnioną krytykę. Zamiast pytania: „Jak mogę ci pomóc?” słyszą: „Weź się w garść”.
Na co dzień często mówimy: „otyła kobieta”, „grubasek”, „zapuszczona”. Takie określenia niestety redukują człowieka do jednej cechy: jego masy ciała i przez to odzierają go z podmiotowości. Zamiast mówić „otyła”, mówmy: osoba z otyłością.
To pozornie drobna zmiana, ale ogromna w odbiorze. Nie sprowadza bowiem człowieka wyłącznie do jego choroby. Tak samo, jak nie mówimy „nowotworowiec” (mam nadzieję), tylko osoba z chorobą nowotworową czy chora na nowotwór.
Przykład z praktyki lekarskiej
Pani Justyna, 42 lata. Pamiętam jak niepewnie weszła do mojego gabinetu. „Bo wie pani… ja przez 12 lat nie byłam u żadnego lekarza, bo się po prostu bałam. Wstydziłam się wejść do gabinetu. Bałam się, że znowu usłyszę: «A co się pani dziwi, gdyby pani mniej jadła, to wyniki byłyby lepsze»”.
Okazało się, że pierwszy raz takie zdanie usłyszała w wieku 17 lat od ginekologa. Potem od lekarza rodzinnego, endokrynologa, pielęgniarki w punkcie pobrań, pani z recepcji.
Zaczęła więc unikać lekarzy, badań, specjalistów, rozmów. Zamiast pomocy i wsparcia otrzymała ocenę. To nie jest wyjątek – to niechlubny standard, z którym przychodzą do mnie pacjentki niemal każdego tygodnia, i nie dlatego, że są „przewrażliwione”, tylko dlatego, że niosą ze sobą całe lata zawstydzania, żartów, pogardy ukrytej za troską o zdrowie. Ta historia została ze mną na długo…
Nie każdy, kto sięga po tę książkę, sam zmaga się z chorobą otyłościową. Może czytasz ją dlatego, że dotyczy ona kogoś dla Ciebie ważnego – partnerki, mamy, córki czy przyjaciółki. Chcesz pomóc, ale nie wiesz jak.
W rozmowie z osobą zmagającą się z otyłością nie mów nigdy:
- „Musisz schudnąć, bo źle wyglądasz”;
- „To tylko kwestia silnej woli – jakbyś chciała, to byś schudła”;
- „Zamknij lodówkę na klucz, a problem się skończy”.
Powiedz raczej:
- „Zależy mi na Twoim zdrowiu. Chcesz, żebym Ci jakoś pomogła?”;
- „Wiem, że to nie jest proste, ale nie jesteś z tym sama”;
- „Jeśli będziesz chciała o tym porozmawiać – jestem obok”.
Wspieranie to nie dawanie dobrych rad na siłę, to obecność bez oceniania. Zamiast próbować „naprawić” drugą osobę, warto po prostu być i nie podważać jej decyzji.
Jeśli ktoś, kto jest Ci bliski, mierzy się z otyłością, możesz mieć w sobie mnóstwo emocji: troskę, frustrację, bezradność, strach. To naturalne. Pamiętaj jednak, że to, jak udzielasz wsparcia, ma ogromne znaczenie.
Nie mów: „Wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Przecież widzisz, ile razy bliska Ci osoba próbowała zredukować masę ciała, ile wysiłku za każdym razem w to włożyła, nawet jeśli nie odniosła sukcesu – doceń jej starania, to bardzo ważne!
Nie zakładaj, że wiesz, co jest najlepsze. Zamiast tego – po prostu bądź obok. Zapytaj:
- „Jak mogę Ci pomóc?”
- „Co byłoby dla Ciebie wspierające?”
- Twoja obecność i otwarte serce znaczą więcej niż jakakolwiek rada.
- Nie bądź „kontrolerem”.
Nie licz komuś kalorii, nie komentuj tego, co ma na talerzu, nie zaglądaj do koszyka w sklepie. Twoja rola to towarzyszenie, nie zarządzanie. Dorośli ludzie nie potrzebują strażników – tylko empatycznych partnerów zmiany.
To, że Krysia schudła na poście przerywanym albo że ty po prostu przestałaś jeść słodycze, nie oznacza, że ta sama metoda zadziała u innej osoby. Każdy organizm jest inny, a otyłość ma wiele przyczyn. Warto pamiętać o tym, że ciała, historie i potrzeby są różne.
Leczenie otyłości to proces długotrwały. Gorsze dni, chwile zniechęcenia, łzy czy poczucie porażki są czymś normalnym. Właśnie wtedy Twoje słowa mogą być najważniejsze:
- „Jestem przy Tobie”,
- „Nie musisz być idealna”,
- „Każdy krok się liczy”,
- „Zrobimy to razem”.
Takie zdania często działają jak najlepsze lekarstwo.
- Towarzysz, nie kontroluj. Pomoc w zakupach, wspólny spacer czy gotowanie to świetna forma wsparcia.
- Daj przestrzeń na emocje. Pozwól bliskiej osobie mówić o zniechęceniu czy trudnościach, ale nie oceniaj.
- Zamiast mówić „musisz” – pytaj „chcesz?”. To buduje sprawczość.
- Chwal wysiłek, nie tylko efekt. Zauważaj małe kroki.
- Bądź cierpliwy. Leczenie otyłości to proces, nie sprint.
Stygmatyzacja otyłości boli i odbiera chęć do leczenia. Dla wielu osób najbardziej bolesne nie są kilogramy, tylko komentarze, żarty i ocenianie, które sprawiają, że zaczynają one unikać lekarzy, badań i ludzi. Dlatego leczenie otyłości to nie tylko dieta czy leki, ale też odzyskiwanie spokoju i poczucia, że masz prawo prosić o pomoc bez tłumaczenia się. A jeśli jesteś blisko kogoś, kto choruje, pamiętaj, że największym wsparciem jest obecność, życzliwy język i pytanie: „Jak mogę Ci pomóc?” zamiast kontrolowania i rad.