Filip Springer: 13,95 w Częstochowie

Filip Springer: Smutek na Gocławiu

W jednym kawałku nie dałoby się go przewieźć więc pojechał w kilku. Osobno głowa, osobno korpus i osobno nogi. Przez tę zimę na początku wiosny, w śnieżyce i zawieję. Konwój był eskortowany– mówią.
Bo podobno większy jest w Chile. A to być nie może, żeby Chile miało większego niż Polska. W końcu tutaj się urodził. A w Chile był tylko raz. Więc znalazł się filantrop, wyłożył złotówki. Już tam go montują w naszej Częstochowie, już żadne Chile nie będzie nam pluło w twarz.

Pojechałem tam na początku marca. Było ciepło, chodziłem po Nowej Soli bez kurtki i cieszyłem się, że to już koniec zimy. Nad rzeką słońce odbijało się od lodu. Oślepiało. Ludzie zasłaniali oczy. Kawałek dalej była fabryczka plastikowych dinozaurów. Kobiety w maskach szlifowały z mozołem syntetyczne figury. Za kilka miesięcy fotografować się będzie przy nich dzieciarnia w tych wakacyjnych rajach nad Bałtykiem, albo na Krupówkach. W parku przy fabryce stał największy krasnal ogrodowy na świecie. Miał minę zboczeńca, albo mi się zdawało. Był wysoki na 5 metrów i miał na imię Soluś. Obok stała jego życiowa partnerka (bo krasnalom ślubów chyba się nie udziela). Zrobiłem im zdjęcie z tyłu, z przodu jakoś nie miałem odwagi. 5 metrów – to i tak prawie trzy razy mniej niż będzie miał On.

Spod Solusia zawieźli mnie na obrzeża miasta, do opuszczonej fabrycznej hali, bym zobaczył, jak Go przygotowują. Wtedy jeszcze nie było głowy. Czekali, aż dojedzie z południa. Mogłem tylko sfotografować model i nogi. Pojechałem tam tylko robić zdjęcia, nie musiałem słuchać. Ale oni i tak mówili. Opowiadali, że najpierw zrobili metalowe rusztowanie, potem obłożyli je styropianem, wyrzeźbili w nim Jego kształt. A potem wszystko zalali plastikiem.

– Będzie lekki jak na ten rozmiar – mówili, a mi kołatała się po głowie obawa, czy w związku z tym nie odleci przy jakiejś większej wichurze. Bo to by była prawdziwa tragedia, gdyby poleciał.

Nie pytałem, bo nie musiałem. Oni byli dumni. Ja tę dumę rozumiem choć jej nie podzielam. Każdy wielbi tak, jak umie.

A potem obserwowałem w telewizji, jak go wiozą. W świetle kamer i fleszy. Najpierw te nogi, korpus, ramiona. Potem się okazało, że zima zaskoczyła drogowców. Dłonie i głowa miały dojechać później. Martwiłem się, że będzie taki zdekompletowany, że zima nie puści i już zostanie taki na zawsze. Patrzyłem w ekran, na którym ciężarówka przedzierała się przez śnieżycę. Wyglądała heroicznie. Wyobrażałem sobie, że ludzie na jej widok wychodzili przed domy i się żegnali. A potem wyciągali swoje smart telefony i robili Mu zdjęcia.

Teraz już chyba go składają, lada moment jakiś arcybiskup go poświęci i będzie pięknie. Będzie można zrobić małe figurki i sprzedawać jako pamiątki. O ile sprzedawcy nie pokłócą się o prawa do Niego. Tak było w Świebodzinie. Kilku wpadło na ten sam pomysł, by tamtejszego Chrystusa w wersji pomniejszonej sprzedawać, jako suweniry. Do dziś się kłócą.

No więc, stawiają w Częstochowie największą fiberglassową figurę papieża na świecie, żeby już nie było wątpliwości, kto go kocha najbardziej. A ja sobie przypominam, jak pracowałem w gazecie w Poznaniu i od czasu do czasu kazali mi pisać krótką notkę, że gdzieś w okolicy jakieś miasteczko postawiło swój pomnik Jana Pawła II. Za każdym razem na końcu artykułu stawiałem zdanie, że to już któryś tam pomnik człowieka, który nie chciał, by stawiać mu pomniki. I to zdanie zawsze mi z tekstu ktoś w ostatniej chwili wywalał.