Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Ersi Sotiropoulos

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Mikołaj imion wiele ma

Pewna pisarka wynajęła domek na pięknej, greckiej wyspie. W jakim celu? Ano, chciała w nim napisać powieść. Pisać jednak nie mogła. Blok ? Nic z tych rzeczy. Kto, albo co, wenę zabijał? Myszy…
Te wścibskie zwierzątka, kiedy tylko wieczorem zasiadała do komputera, urządzały sobie harce. Zadzwoniła więc do firmy deratyzacyjnej i przysłano specjalistę od wykańczania gryzoni.

Był to młody, piękny i równie pięknie zbudowany mężczyzna. Ona, kobieta koło pięćdziesiątki, kiedy go tylko zobaczyła, przestała myśleć o myszach, powieści, terminach, domku, morzu, pięknej wyspie – zaczęła myśleć o nim. Po pierwszym spryskiwaniu (bo eksterminator używał spryskiwacza z trutką), gdy już chciał wychodzić, pocałowała go. No i… nie wyszedł. Wyszedł następnego dnia, rano. Wieczorem znowu był i spryskał – nie tylko dom.

Po spryskiwaniu zrobił się szalenie głodny, toteż poprosił pisarkę o usmażenie frytek. O kilo poprosił. Następnego popołudnia było to samo – no, może nie do końca, bo do kilograma frytek dołożył równie pokaźną ilość mięsa z grilla. Przychodził jeszcze kilka razy spryskiwać i „spryskiwać”, i za każdym następnym dniem robił się bardziej głodny.

Trzeba dodać, że pisarka doświadczyła przy nim najlepszego seksu w życiu, a w przerwach między spryskiwaniem, oczekiwaniem na niego i powolnym zatruwaniem gryzoni praca nad powieścią przebiegała znakomicie. Mogliby dalej spryskiwać te myszy, siebie, jeść, gotować, gotować i jeść, pisać, gdyby pewnej nocy spryskujący kochanek z firmy deratyzacyjnej nie poprosił jej o podwójną porcję tego co zawsze. Czyli o dwa kilo frytek i dwa kilo grillowanego mięsa. Pisarka bez zbytniego zdziwienia, zaraz po spryskaniu, poszła przygotować posiłek. Z uginającą się tacą weszła do sypialni. Zastała w łóżku całkiem martwego eksterminatora. I do głowy przyszły jej tylko dwa pytania: zmarł z przejedzenia, czy wykończył go intensywny seks? Kochanek odleciał z innej przyczyny – nawdychał się trutki. Pisarka go jednak nie opłakiwała. Dostała wszystko co chciała. Myszy zostały zlikwidowane, powieść skończyła, nieziemski seks miał miejsce, a sytuacja, gdyby żył – byłaby raczej nierozwojowa.

Takie i jeszcze lepsze kawałki można przeczytać w zbiorze opowiadań greckiej autorki Ersi Sotiropoulos. Książka nosi tytuł „ Krajobraz z psem”. Po grecku nie czytam, ale dostałem od pisarki amerykańskie wydanie tego zbioru. Pisze ona przejrzyście, krótko, używając jednak poetyckiego języka. Znać rękę mistrzyni, bo Sotiropoulos jest mistrzynią. W roku 2000 za powieść „Zygzakiem pomiędzy drzewami gorzkich pomarańczy” otrzymała dwie główne nagrody literackie Grecji. Sprawa bez precedensu, ale i książka świetna. Również i ją przeczytałem. Kiedyś o niej napiszę. Dzieła Ersi były tłumaczona na wiele języków. Niestety, do tej pory nie doczekała się polskiego przekładu. A szkoda. Dlatego ufam, że to się zmieni, że ci z Państwa, którzy nie czytają po angielsku, francusku, hiszpańsku, niemiecku,czy grecku, kiedyś będziecie mogli zanurzyć się w opowieściach tej wybitnej twórczyni.