fbpx

Czesław mówi

Poezja Miłosza i reemigrant kaleczący język polski? Tylko przekorny Czesław Mozil mógł podjąć tak karkołomne wyzwanie. Opowiada o swojej trzeciej płycie, najważniejszej życiowej lekcji, zmaganiach z wizerunkiem wykreowanym przez media i o… polskich kobietach
Czesław Mozil ma coś wspólnego z Czesławem Miłoszem?

To przypadek, ale losowi czasami trzeba pomagać. Jeżeli dostaję propozycję, żeby ułożyć muzykę do wierszy Miłosza, to wiem, że na pewno nie będę jedynym realizującym projekt. Jestem taki, że żeby coś zrobić, muszę dostać jakiś bodziec, widzieć marchewkę. Pomyślałem, że to byłoby genialne: Czesław Śpiewa Miłosza! Pytasz, czy mamy coś wspólnego. Mam meldunek w Krakowie, w domu naprzeciwko tego, w którym on mieszkał. Też mam na imię Czesław, no i to podobieństwo losów: emigracja, reemigracja. Sam byłem ciekaw efektu i z wielką pokorą wziąłem się do pracy, nie wiedząc do końca, jaki będzie rezultat. Zakładałem jedynie, że jeśli nie dam rady zrealizować tego projektu, to nie nagram płyty i zrobię tylko koncert. Jednak kiedy mnie to wszystko pochłonęło emocjonalnie, ucieszyłem się, że dobrze idzie.

Twoje wykonanie i interpretacja wierszy Miłosza różni się od tych Agi Zaryan czy Stanisława Sojki…

To kwestia formy i tego, że to po prostu są moje interpretacje wierszy Miłosza. Tak je poczułem i odczytałem. Mam nadzieję, że niektóre piosenki z tej płyty będą żyły swoim życiem. Jeżeli młodzi ludzie mają być „męczeni” Miłoszem, bo dostał Nobla, a moja płyta oraz teledyski „Do Laury” czy „Postój zimowy” mogą pomóc i wszystko stanie się łatwiejsze w odbiorze i przybliży do Miłosza – to odrobiłem swoją lekcję! Więcej, jeśli ktoś posłucha tej płyty i zacznie sam szukać w poezji Miłosza czegoś dla siebie, czegoś bliskiego, to będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

A co na to wszystko twoja mama polonistka? Czy u siebie też odkryłeś trochę genów „pana od polskiego”?

Ależ pewnie, że tak! To muszą być geny, bo przecież nie chodziłem do podstawówki w Polsce. Powiem szczerze, nie jestem tak oczytany jak moi rówieśnicy. Nie wstydzę się o tym mówić. Schulza przeczytałem może jedną karteczkę, a Mickiewicza chyba więcej czytałem po duńsku niż po polsku. Generalnie wiem niewiele o polskiej literaturze czy historii, ale cały czas się uczę. Moja mama jest dumna ze mnie i bardzo ją cieszy ten Czesław Miłosz według Czesława Mozila. Choć nie piszę muzyki, by edukowała, to jeśli się komuś spodoba, jestem usatysfakcjonowany.

Wielu artystów podejmuje próby interpretacji poezji i komponuje własną muzykę. Jak sądzisz, co powoduje, że jednym wierzymy, a innym nie? Wszystko odbywa się na poziomie inteligencji emocjonalnej?

Ludzie przychodzą na operę i coś ich wzrusza. Czy muszą wiedzieć o tej muzyce wszystko, żeby poczuli, polubili, zrozumieli? My w Polsce prestiżowo traktujemy studia, dyplom, papier, które o niczym jeszcze nie świadczą. I to jest takie smutne, że nie patrzymy na to, co dana osoba potrafi, jakim jest człowiekiem. Czuję, że to jest naprawdę bardzo zakorzenione w polskiej mentalności, chociaż być może powoli się zmienia. Kiedyś mój nauczyciel na studiach powiedział: „Czesław, obojętne, co będziesz robił w życiu, zawsze będziesz grał, bo tego chcesz. Czy skończysz te studia, czy nie”. To było bardzo budujące, że nauczyciel wierzył we mnie, w muzyka, a nie chciał stworzyć ze mnie uczelnianego produktu za wszelką cenę.

Skąd się wziąłeś w Polsce?

Urodziłem się w Zabrzu. Ojciec przyjechał z Ukrainy i spotkał mamę. Zakochali się w sobie i pojawiłem się na świecie. Kiedy przyjaciel ojca wyemigrował do Kanady, całą rodziną mieliśmy do niego dołączyć. Wyjechaliśmy wtedy z Polski, a nasza trasa prowadziła przez Danię, gdzie mieszkała moja babcia. I tam już zostaliśmy. Gdybym wyemigrował do Kanady, nie byłoby przygody z Polską. Z Danii mogłem przyjeżdżać na wakacje do ciotek na Śląsk i do Poznania. Polska nie była mi nigdy obca.

W Danii jesteś Polakiem, a w Polsce Skandynawem?

Im bardziej jesteś świadomy swoich korzeni, tym lepiej się aklimatyzujesz w nowym kraju. Zawsze wiedziałem, że jestem Polakiem, który wyemigrował do Danii. Cudownie jest uczyć się nowego języka, poznawać ludzi, nowe obyczaje, dostosowywać się do nowej rzeczywistości. Wszystko jest inne, ale i ekscytujące – przez to, że nieznane. Jednak rodzinne Zabrze to także był specyficzny miks kulturowy i ludzki. Moja rzeczywistość jest mieszanką polsko-duńską i staram się żyć dniem dzisiejszym. Jako 19-latek miałem takie przemyślenia, że rozpocznę studia muzyczne w wieku
20 lat, skończę je w wieku 23–24 i wtedy zadecyduję, co będę robił w życiu – wszystko będzie zależało ode mnie. Możesz sam się zmieniać, zmieniając swoje poglądy, wymagania, plany lub miejsca, w których przebywasz. Uwielbiam podróżować. W tym nie ma nic ograniczającego. Polska to dla mnie Poznań, Gdańsk, Wrocław, Warszawa, Kraków.

Próbowałeś patrzeć na Polskę oczami obcokrajowca?

Mam przyjaciół w naprawdę bardzo różnych miejscach Polski. Ogólnie to obraz egzotyczny, ale spójny. Nie dostrzegam lokalnych odrębności, bo dla mnie to absurdalne. Od 2002 roku
koncertujemy, jeżdżąc po całej Polsce, zagraliśmy około 300 koncertów, zanim ukazał się debiut płytowy, więc miałem już swoje enklawy publiczności z różnych środowisk. Na przykład przyjaźń z Mariuszem Kaczmarkiem, który namalował obrazy ilustrujące album „Czesław Śpiewa Miłosza”. Spotkałem go pierwszy raz w 2002 roku w Kostrzyniu nad Odrą. Dlatego, kiedy jadę samochodem do Danii przez Niemcy, często skręcam do Kostrzynia, żeby odwiedzić Mariusza i pytam: „Jak tam u ciebie?”. Wchodząc do jego pracowni, widzę, że nadal tworzy i stał się fantastyczną postacią, kimś ważnym. Koło się zamyka i wszystko ma sens, a wiele osób tego nie rozumie i pytają go: „Jak się wkręciłeś do Czesława? Po co się z nim lansujesz?”. Ludzie wszędzie mają potrzebę szukania ściemy! Na początku byłem tym zadziwiony. Bolesne także jest to, że kiedy stajesz się osobą medialną, telewizyjną, to wszyscy (dziennikarze również) zapominają, że masz za sobą mnóstwo koncertów, a twoja płyta była najlepiej sprzedającą się w 2008 roku i oceniają ciebie tylko na podstawie występów telewizyjnych. Dlaczego jedno wyklucza drugie? Nie rozumiem.

Kiedy Czesław Mozil bywa najszczęśliwszym człowiekiem na świecie?

Mam ostatnio dość ciężki czas. Na pewno czuję się bardzo szczęśliwy, że zrealizowałem swój plan na 2011 rok. Oczywiście nie zrobiłem tego sam, lecz z pomocą przyjaciół, muzyków, managmentu i rodziny. Jestem z tego dumny i daje mi to ogromną siłę. W ciągu całego roku miałem chyba tylko cztery dni wolnego.

To niesamowite, że pracujesz na okrągło, a media kreują cię na kobieciarza i balangowicza.

Kocham imprezować, ale mam też ogromną wewnętrzną dyscyplinę! Nie zrobiłbym tego wszystkiego, gdybym nie działał według swojego planu. Boli mnie, kiedy ludzie myślą, że wszystko lekko mi przychodzi. To ciężka harówa! To smutne, że ludzie naprawdę są przekonani, że to inaczej wygląda. W Polsce jest jeszcze niewielu reemigrantów i być może dlatego postrzegany jestem jako mało inteligentny artysta kaleczący język polski. Nawet jest maluteńki procent społeczeństwa, który uważa mnie za debila.

To artystyczna szkoła przetrwania…

Jeśli mówimy już o szkole przetrwania, może wrócę do 2005 roku, bo wtedy przeżyłem coś, co mnie bardzo zahartowało. Z kolegą kupiliśmy knajpę i przez trzy lata straciłem wiele: dziewczynę, prywatne życie… Tak bywa. Podejmujesz decyzję, nie ma mamusi i tatusia. Masz niewiele ponad
20 lat, podpisujesz jako dorosły kontrakt, pracujesz i muszą być obroty. Bank do ciebie pisze, dzwoni i świadomość tego, że idziesz do pracy na 14 godzin i każda godzina cię kosztuje minus 50 zł, jest porażająca. Widzisz, jak konto topnieje. To hartuje totalnie. Nie sądzę, że każdy powinien dostać taką szkołę życia i mieć taką siłę, ale ludzie, którzy nigdy nie dostali po głowie, ciężko przeżywają porażki. Nie życzę, by to ich spotkało np. w wieku 50 lat, bo ten zjazd jest wtedy bardziej bolesny. Różne doświadczenia, które zdobywasz jako człowiek, to pewien kapitał i dzięki niemu budujesz dalej. Obserwuję, że wielu młodym ludziom życie jeszcze nie dało w kość, nie musieli mówić sobie: „OK, teraz trzeba zacisnąć zęby!”. Panuje roszczeniowe nastawienie: mam skończone studia, trzy kierunki, więc coś mi się należy!

Trasy koncertowe to także spotkania z fanami, fankami. Jak oceniasz Polki?

Trudno je jednoznacznie określić. Mnie się wydaje, że Polki są bardzo wrażliwe. Mam ogromny sentyment do Ślązaczek, bo one są konkretnymi kobietami. Kiedyś generalizowałem, mówiłem, że duńskie dziewczyny są takie, Brytyjki inne, ale Polki są tak cudownie różne, zależnie od tego, z jakiego regionu pochodzą i jakie mają za sobą przeżycia, że przestałem szukać jednej odpowiedzi. Być facetem w Polsce to świetna sytuacja, bo tu kobiet jest więcej niż mężczyzn. Fama głosi, że Polki są wyluzowane, godne i szlachetne. Mają wyjątkową melancholię w twarzy, która naprawdę kręci Skandynawa. Za to faceci w Polsce nie starają się tak bardzo, powiedziałbym, że są tacy troszeczkę niezadbani. Polki ich rozpuściły i Polakom wydaje się, że wystarczy być. Powinni bardziej się starać.

Przyszłość związków to pary czy single i singielki?

Pary będą zawsze. Wierzę jednak, że struktura tego, co uznajemy za „zdrowy” model rodzinny będzie się trochę zmieniać. Trzeba pamiętać, że z jednej strony jest mnóstwo rozbitych rodzin, a z drugiej wiele szczęśliwych samotnych matek. Wszystko się zmienia. Jestem pewien, że wkrótce będziemy dostrzegać związki trochę inaczej zorganizowane niż te tradycyjne i że będą to związki szczęśliwe. Jeśli chodzi o mnie, to nie wiem, jak to będzie w przyszłości z moim życiem, ale nie wykluczam niczego. Może będę miał dzieci za 10–15 lat, nie wiem. Przecież nie będę tworzył na siłę czegoś, czego nie ma. To może się pojawić jutro, a może nigdy. I nie odbiorę tego jako porażki, jeśli za 20 lat nie będę siedział w fotelu, otoczony rodziną, choć chciałbym tego. Nie będę szukał żony na siłę, żeby pojawić się na okładce jakiegoś pisma, mogę to zrobić jako singiel…

Czesław Mozil, ur. w 1979 roku w Zabrzu. Lider polsko-duńskiego zespołu Czesław Śpiewa. Pierwsze szlify muzyczne otrzymał w Duńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej w Kopenhadze oraz w zespole Tesco Value. Na polskim rynku zadebiutował w 2008 roku albumem „Debiut”, który dwukrotnie pokrył się platyną i otrzymał trzy Fryderyki. Dwa lata później ukazała się jego kolejna płyta „POP”, a pod koniec 2011 roku – najnowsza: „Czesław Śpiewa Miłosza”. W 2011 roku Czesław Mozil zasiadał w jury programu „X-Factor”, właśnie ruszyła druga edycja.