Dorota Miśkiewicz: Zawsze mam jakieś „ale”…

Sony Music, Fot. Kama Czudowska

Co przeniknęło z życia na tę płytę?

Przyjechaliśmy do Konstancina późnym wieczorem i Marek powiedział: „Dobra, to od razu coś zagramy”. Zainspirowała nas cisza panująca wokół. Wszyscy spali, więc musieliśmy grać cichutko. Tak powstała piosenka „Jasności nie mam” – cicha, medytacyjna. Na początku pomysły przychodziły same i wszystkie nam się podobały. Ale po kilku dniach zaczęła się nuda. Obracaliśmy się wśród tych samych dźwięków. Musieliśmy przebić ten mur na siłę. Zaczęliśmy wymyślać pod prąd i grać na przykład w metrum 7/4. Chcieliśmy narzucić sobie jakąś trudność, żeby wyszło inaczej. Po napisaniu muzyki udaliśmy się do Bogdana Kondrackiego, pod okiem którego nagrywaliśmy kolejne partie instrumentów. Spokój domowego studia podziałał na naszą kreatywność. Bogdan zachęcał do eksperymentów z dziwnymi brzmieniami, nagrywania na leżąco, szukania instrumentów wśród sprzętów domowych. Dopiero gdy aranżacje były gotowe, zaczęła się praca nad tekstami i pojawiła się myśl o duetach z Ewą Bem i Wojtkiem Waglewskim.

Na wcześniejszych płytach chyba częściej się pojawiały twoje własne kompozycje?

Na poprzedniej płycie są piosenki, które napisaliśmy razem z Markiem, które napisałam ja sama i sam Marek. „Caminho” i „Pod rzęsami” to były płyty mieszane. A wcześniejsza – „Zatrzymaj się”, była tylko moja. Teraz wolę współtworzyć. Przede wszystkim z Markiem, z którym się dobrze rozumiemy. Ale lubię też posiłkować się innymi głosami. Przy okazji tej płyty poprosiłam o teksty Wojciecha Młynarskiego i Bogdana Loebla, Michała Rusinka oraz Grzegorza Turnaua. Tytuł „Ale” to jego pomysł.

Dlaczego „Ale”?

Podczas nagrywania nigdy nie przyświeca mi jedna myśl przewodnia. Dopiero na koniec zastanawiam się, jak to wszystko podsumować. Ostatni tekst pisał Grzegorz Turnau, który zawsze nazywał moje płyty, i on podsunął mi „Ale”. Od razu mi się spodobało – krótkie, wyraźne i intrygujące. Ja zawsze mam jakieś „ale”. To sprawia, że kiedy jest źle, pamiętam o pozytywach, a gdy jest dobrze, w tyle głowy świta mi myśl, żeby się mieć na baczności. Nic nie jest czarne ani białe. Wszystko jest szare, rozciąga się pomiędzy tymi dwoma barwami. Piosenka „Ale” to pochwała szarości i codzienności.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »