Dorota Miśkiewicz: Zawsze mam jakieś „ale”…

Sony Music, Fot. Kama Czudowska

A dzisiaj na przykład dużo radości sprawiło mi obserwowanie pięcioletniej dziewczynki w poczekalni do lekarza. Babcia ją cały czas uciszała, a ona nic sobie z tego nie robiła i śmiała się ze wszystkiego. A ja śmiałam się razem z nią. Lubię patrzeć na radość innych. Cenię sobie przyjaźń i bliskość.

Jak dbasz o siebie?

Wychodzę z założenia, że jak położę się na dywanie i 10 razy podniosę nogi, to lepsze to niż nic. Więc codziennie podnoszę nogi. Najtrudniejsze jest dbanie o własne emocje, bo jest ich dużo i pojawiają się w różnych sytuacjach. W tych skrajnych próbuję odłożyć pewne sprawy na jutro. Sama tak robię i proszę też o to innych. Jest jeszcze taka warstwa duchowa, która obejmuje wszystkie poprzednie warstwy. Szukam odpowiedzi, co to znaczy dbać o duszę. Wydaje mi się, że to poszukiwanie spokoju i radości istnienia. Nie potrafię codziennie medytować, ale czasami siadam i odczuwam w sobie takie spokojne szczęście, które zdarza się też niespodziewanie, gdy patrzę na zielone drzewo albo na taką śmiejącą się dziewczynkę…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »