Florence and the Machine: 12 harf i peleryna Gucci

http://florenceandthemachine.net/

Przyznam, że z rezerwą podchodziłam do twojej drugiej płyty. Zastanawiałam się, czy kiedy jesteś w wielkiej trasie z U2, występujesz na Oscarach, piszesz piosenkę do sagi „Zmierzch”, masz czas pożyć, zainspirować się czymś, co pozwoli ci stworzyć wartościową płytę. Wydaje mi się, że w ostatnich latach nie było intensywniej pracującej wokalistki w show-biznesie.

To jest najmilsza rzecz, jaką można mi powiedzieć. Nieustanne bycie w trasie – jestem w niej trzeci rok – jest bardzo męczące. To potrafi przybić. Ciężko mi się o tym mówi… Myślisz sobie, że otacza cię jakiś ochronny kokon na czas tournée, a życie w rodzinnym Londynie spokojnie sobie płynie i czeka na ciebie. Mam niesamowitą pracę, w której czuję się doceniana i spełniona. Ale ta praca trzyma mnie wciąż w blokach startowych. Wiodę żywot beztroskiej nastolatki, nie młodej kobiety. Wciąż mieszkam z moją mamą. Nie jest mi łatwo. Najtrudniej jest ze związkami, cały czas trzeba sobie radzić z rozłąką. Tak naprawdę ja nie mogę mieć teraz chłopaka. Prawdziwego związku. To się po prostu w takich warunkach nie sprawdza. I ta świadomość, że twój związek nie ma szans, o ile nie ucierpi na tym twoja muzyka, jest naprawdę straszna. Moja praca to najlepsza praca na świecie, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, kocham koncerty, ubóstwiam śpiewać. Ale to zawód z ciężarem osamotnienia w pakiecie. Jestem wśród tak wielu ludzi, a zarazem tak naprawdę zupełnie sama. To rozdarcie między dwoma światami strasznie gmatwa mi w głowie. Ja właściwie cały czas żyję z poczuciem winy, że nie robię dość dla miłości, dla bliskich, że za mało jestem tam, gdy jestem tu.

Dlatego „Ceremonials” jest tak metaforyczna? W tym podwodnym świecie ukryłaś swój ból?

W tych piosenkach jest świadomość mojej winy, są rzeczy, których żałuję. Ale i pragnienie pozostania w tym wszystkim silną. Pokonania słabości, poczucia życiowego przybicia. Chciałam zostawić przeszłość za sobą. To płyta wewnętrznego konfliktu. Rozkosz miesza się tu z dyskomfortem, smutek z radością, wolność z przywiązaniem. Moja życiowa melancholia walczy z moim wrodzonym optymizmem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link