Kayah: Nauczyłam się wybaczać

Kayah: nauczyłam się wybaczać
Fot. Piotr Porębski/Metaluna

Zdobywanie tej świadomości to długi proces?

Och, nie ma końca. Bo czy jest limit bycia lepszym? Praca nad sobą jest ciężka, wyniki przypominają sinusoidę. Bywamy leniwi, także duchowo, wygodni, nasze ego nieraz okazuje się silniejsze. Przyswoiłam sobie elementarne prawa rządzące tym światem, które są tak oczywiste, ale nieraz łatwiej nam je omijać, jakbyśmy wierzyli, że konsekwencja naszych wyborów nas ominie i jakoś się nam upiecze. Nauczyciel powiedział: „Nie wierz we wszystko, co mówię, tylko wypróbuj to na sobie”. Wypróbowałam i podziałało. Co więcej – wyzdrowiałam.

Nie poddałaś się leczeniu, farmakologii?

Nie. Po prostu choroba poszła, tak jak przyszła. Wierzę, że Bóg zsyła lekarstwo, zanim ześle chorobę.

Co było twoim lekarstwem?

Może duchowość, której w ogóle nie poświęcałam czasu, goniąc za karierą, dobrami materialnymi, pragnieniem bycia akceptowaną, kochaną, pożądaną, a nie pragnieniem rozdawania miłości i dzielenia się… Choroba była pierwszym impulsem do nawiązania kontaktu. Ordynator z instytutu hematologii stwierdziła definitywnie, że to nie białaczka, ale że też nie wiadomo, co to jest. Niby-obiecująca diagnoza, ale wciąż wielka niewiadoma. Zrozumiałam, że źródłem mojej choroby musi być coś więcej niż fizyczność. Musiałam widocznie zaniedbać duszę.

Komu dziękowałaś, wiedząc, że choroby już nie ma?

Zawsze trzeba dziękować Bogu. Ideałem jest wstawać codziennie rano i dziękować za to, że się wstaje. Wdzięczność i docenianie powinny towarzyszyć nam już od śniadania. Jak wszystkich dotyczą mnie problemy codzienności, zdarzają mi się wpadki i dołki. Jak każdy potrafię pogrążyć się w chaosie, zwątpieniach. Czasem wracają moje głupie skorpiońskie cechy – podejrzliwość, czarnowidztwo, knucie. Uświadomienie sobie tego jest sygnałem, że się oddalam od wiedzy, którą zdobyłam. Ale Skorpion ma też mnóstwo pozytywnych cech: wierność, lojalność, namiętność. To, że mam taką konstelację gwiazd, dodaje mi waleczności. Niepowodzenia mnie nie załamują. Uwielbiam wyzwania i nie tchórzę w ich obliczu. Staram się walczyć z tym, czego nie lubię u siebie, co utrudnia innym życie ze mną.

Co dzieje się, kiedy przychodzą zwątpienia?

Mam mądrych przyjaciół. Poza nielicznymi podłymi wyjątkami mam ogromne szczęście do ludzi. I nie mówię tylko o tych z wielkimi nazwiskami, jak Czesław Niemen, Grzesiek Ciechowski, Edyta Bartosiewicz i inne postaci z górnej półki, które miałam zaszczyt poznać. Nieraz dziwi mnie ten zaszczyt, przecież ja tylko śpiewam piosenki. Spotykam też mnóstwo fantastycznych ludzi, o których można powiedzieć – zwykli śmiertelnicy, ale te kontakty są dla mnie bardzo ważne. Szczególnie kiedy i we mnie widzą przede wszystkim człowieka.