Łukasz L.U.C. Rostkowski: Moralność w czasach oralności

Łukasz LUC Rostkowski
Fot. Łukasz Gawroński

Mówi o sobie „łapserdak, który nie potrafi gwoździa w ścianę wbić”. Tymczasem gwoździe wbija non stop, ale w stereotypy, konwenanse, rutynę, historię, kulturę. Multiczłowiek. Twórca Rymoliryktanda, Pospolitego Ruszenia, autorskich płyt, kilkudziesięciu projektów audiowizualnych, które sam nazywa czterema galaktykami sztuki: muzyką, grafiką, obrazem, słowem. Gdyby chcieć określić go jednym słowem, brzmiałoby ono „nienasycenie”.
Jest coś, czego nie potrafisz zrobić?

Nie potrafię rysować, umiem jedynie naszkicować dużego fiata od przodu. Nawet podpis mam tak straszny, że jestem chyba jedynym artystą, który dając autograf, traci fana. Ta konsternacja fanów po moim ułomnym fifraku jest zabawna. Myślę, że małpy lepiej szkicują. Źle gotuję. W zasadzie nic nie umiem poza wymyślaniem idiotyzmów i ogarnianiem ich, czyli logistyką i produkcją. Mam dużo pomysłów: to wszystko, co potrafię. Trochę rapować może, tekst napisać?…

Gwóźdź wbić?

O, nie! Ostatnio przybiłem kinkiet, ale to był wyjątek. Przełamałem się po ostatniej przygodzie wiercenia, która skończyła się łzami i rzucaniem wiertarką niemal, bo tynki pękły, przekleństwa poleciały z kawałkami odbryzgującej farby, wiertarka spłonęła… Później okazało się, że wierciłem w metalowym nadprożu konstrukcyjnym nad oknem wiertłem do drewna. Była to więc dla mnie smutna przygoda z udziałem furii i niemal całkowitą utratą poczucia wiary we własne męstwo. Ale w życiu bym nie pomyślał, że są różne wiertła – może jeszcze wprowadzą wiertło na zimę i na lato, wiertła dla szczęśliwych małżeństw i samotnych matek itd.

Czyli jesteś już wreszcie w swoim własnym domu?

Stworzyłem swój punkt odniesienia, swoją ładowarkę. To coś, czego nie nauczą cię w szkole, bo tam nikt nie mówi ci: „A teraz zrobimy test, jakim jesteś człowiekiem, dowiesz się, co będzie dla ciebie w życiu ważne i jak skonstruujesz swoją harmonię” – niestety, takich zajęć nie ma.