fbpx

Vanessa Paradis – Mieć wszystko i nie zwariować

Vanessa Paradis - Mieć wszystko i nie zwariować
Pascal Le Segretain/Staff/Getty Images/Flash Press Media

Vanessa Paradis ma już za sobą kilka wcieleń. Nastoletniej lolitki, międzynarodowej gwiazdy pop, młodej mamy i wiecznej kochanki. Po paru latach poświęconych rodzinie i wychowaniu dzieci w jej planach: nowa płyta, nowy film, nowe wyzwania. Tylko miłość jest wciąż ta sama i lepsza z każdym dniem. Czy to właśnie sprawia, że udało jej się mieć wszystko i nie zwariować?

Jeżeli można mieć wszystko, czego się kiedykolwiek pragnęło, Vanessa Paradis to ma. Każda jej płyta jest we Francji hitem, jej piosenki nie schodzą z list przebojów. Za filmowe role zbiera pochwały krytyków. Dwoje udanych dzieci, cztery domy w różnych częściach globu, własna wyspa na Karaibach… To wszystko? Jeśli dodać 12-letni związek z najseksowniejszym aktorem na ziemi Johnnym Deppem, to chyba tak. Na miejscu Vanessy niejedna kobieta budziłaby się w środku nocy zlana zimnym potem – za tyle szczęścia z pewnością przyjdzie kiedyś w życiu zapłacić. – Mam nadzieję, że w poprzednim wcieleniu byłam kimś naprawdę złym i teraz naprawiam złą karmę
– żartuje 37-letnia aktorka. Nic nie wskazuje na to, aby dobra passa miała się nagle skończyć. Paradis podpisała nowy kontrakt reklamowy z Chanel, a jej najnowszy film „The Heartbreaker. Licencja na uwodzenie” uznano już we Francji i Wielkiej Brytanii za najlepszą komedię romantyczną od lat.

Lolitka musi zginąć

Drobniutka ośmiolatka czuła się w telewizyjnym studiu znakomicie. Nie peszyły jej ani kamery, ani publiczność zgromadzona na widowni programu „L’école des fans”. Do francuskiego odpowiednika „Od przedszkola do Opola” Vanessa dostała się dzięki pomocy wuja, aktora Didiera Paina. Dziewczynka zawsze chciała śpiewać, a jej rodzice, projektanci wnętrz, wspierali ją i jej młodszą siostrę Alysson w realizacji ich marzeń.

Do masowej wyobraźni Vanessa wdarła się jednak sześć lat później: singiel „Joe le Taxi” z jej debiutanckiego albumu „M&J” wspiął się na szczyty list przebojów w 15 krajach. Czternastolatka wydała płytę, nakręciła teledysk i wyjechała na wakacje. Gdy z nich wróciła, jej twarz była na okładce każdego magazynu, telefon w rodzinnym domu na przedmieściach Paryża dzwonił bez przerwy, a państwo Paradis z przerażeniem zdali sobie sprawę, że dzieciństwo ich córki nieodwołalnie się skończyło.

Połowa Francji pokochała muzykalną lolitkę i mianowała ją następczynią Brigitte Bardot, ale druga połowa szczerze ją znienawidziła. Kobiety pluły na nią na ulicy, na ścianie jej domu ktoś napisał sprejem słowo „kurwa”. Uczniowie z jej szkoły podpisali petycję do dyrekcji z żądaniem, żeby Vanessę wyrzucić. – Rozumiem, że ktoś, kto ci się nie podoba, może cię irytować, ale nie rozumiem nienawiści – powiedziała Paradis w wywiadzie dla „Sunday Timesa”. – Zajadła nienawiść była wszędzie, szczególnie ze strony dziewczyn i kobiet. Ciągła, nieustająca, jak tortura. To był bardzo trudny okres, ale okazał się przydatny, bo uformował mój charakter i psychiczną odporność. W pewnym sensie jestem więc zadowolona, że mi się to przytrafiło.

Z anonimowej, uzdolnionej nastolatki stała się międzynarodową gwiazdą. Polujący na nią paparazzi sprawili, że czasy, kiedy mogła pójść z rówieśnikami do kina czy po zakupy, minęły bezpowrotnie. – Miałam okazję poznać interesujących ludzi i brać udział w niezwykłych wydarzeniach, ale wszystko to działo się w świecie dorosłych – wspominała. Nie ukrywa, że źródłem jej siły byli rodzice. – Wielu innych przede mną przechodziło przez to samo, ale może nie mieli tyle wsparcia i miłości, ile miałam ja, dlatego nie dali sobie rady.

Trudne doświadczenia związane ze sławą umocniły w niej przekonania, którym wierna jest do dziś: robić swoje, słuchać głosu serca, nie oglądać się za siebie, dbać o tych, którzy cię kochają. I za wszelką cenę chronić swoją prywatność. Ledwie prasa bulwarowa zdążyła nieco zapomnieć o seksownie kręcącej biodrami lolitce, na francuskie ekrany wszedł film „Noce Blanche”, w którym 17-letnia Paradis gra uczennicę wplątaną w romans z nauczycielem filozofii. Brukowce z lubością rozpisywały się przede wszystkim o śmiałych scenach erotycznych z jej udziałem, ale krytycy przyznali jej Cezara dla najbardziej obiecującej młodej aktorki. Ci, którym od dawna była solą w oku, ponowili ataki. Legendarny Serge Gainsbourg, który został współautorem i współproducentem jej drugiego albumu, „Variation sur le même t’aime”, niechęć ze strony kobiet skomentował zwięźle: „boją się, że ukradniesz im faceta”. Ale komercyjnym ukoronowaniem jej sukcesu była reklamowa propozycja nie do odrzucenia: zostania twarzą perfum Coco Chanel. Zdjęcia Vanessy ubranej w kostium z piór i pozującej w gigantycznej klatce dla ptaków potwierdziły narodziny nowej francuskiej ikony popkultury. Nagle nawet te kobiety, które niedawno były gotowe ją opluć, chciały wyglądać tak jak ona. Szczuplutka Paradis, z charakterystyczną przerwą między górnymi jedynkami, kocimi oczami i otaczającą ją aurą tajemnicy przestała wzbudzać kontrowersje – zaczęto jej po prostu zazdrościć.

Od pierwszego wejrzenia

Teoretycznie świat stał otworem. Kolejna płyta nagrana w Los Angeles też była hitem. Propozycji filmowych nie brakowało, ale Vanessa była wybredna. Odrzuciła oferty Pedro AlmodÓvara i Johna Boormana. Dopadło ją poczucie narastającej pustki. – Zawsze miałam wrażenie, że życie tylko dla siebie, niedzielenie się z kimś najbliższym tymi wspaniałymi rzeczami, których mogłam doświadczać, to marnotrawstwo – powiedziała we francuskim wydaniu „Elle”. W jednym z klubów muzycznych w Los Angeles spotkała pewnego wieczoru właściciela Johnny’ego Deppa. – Ktoś uścisnął moją rękę w ciemności. Nie widziałam nawet jego twarzy, ale miał na mnie czysto fizyczny wpływ: poczułam, jak jego obecność wypełnia cały pokój. Kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam jakiegoś przystojnego chłopaka. Ta twarz! Ale dopiero gdy chwycił gitarę i wszedł na scenę, domyśliłam się, kim jest.

Obracali się w tych samych showbiznesowych kręgach, mieli wspólnych znajomych, ale żyli w różnych światach. On – enfant terrible Hollywood, rebeliant i kobieciarz. Ona – wciąż poszukująca własnej drogi, na stałe mieszkała w Paryżu. Podobno miała romanse z Lennym Kravitzem i z francuskim aktorem Florentem Pagny. Podobno, bo Paradis, pomna lekcji z wczesnej młodości, niemal nigdy nie mówi o swoim życiu prywatnym.

Cztery lata po przypadkowym spotkaniu z Deppem umówiła się na wieczór ze znajomymi w jednym z paryskich hoteli. Traf chciał, że Depp kręcił akurat w Paryżu „Dziewiąte wrota” z Romanem Polańskim i część ekipy jadła kolację w tej samej co ona restauracji. „Po drugiej stronie sali zobaczyłem jej plecy. Gdy odwróciła głowę, mogłem tylko siedzieć nieruchomo i zastanawiać się, co się ze mną dzieje” – wspominał aktor ich spotkanie po latach. Świeżo po rozstaniu z modelką Kate Moss nie rozglądał się za nowym związkiem. Ale spotkał Vanessę.

– Tym razem postanowiliśmy nie marnować czasu – skomentowała ona. – Oboje byliśmy młodzi, samotni i zakochani od pierwszego wejrzenia. Wiedziałam, że Johnny to nie tylko kochanek, ale i najlepszy przyjaciel. Mieliśmy sobie znacznie więcej do powiedzenia, niż „kocham cię, jesteś piękna, jesteś cudowny”. Odnaleźliśmy się.

Oboje rzucili się w wir nowej miłości, a efekty nie dały na siebie długo czekać. Zaledwie trzy miesiące po pamiętnej kolacji Vanessa zaszła w ciążę. Depp nie posiadał się z radości. – Zawsze chciałam mieć dzieci i byłam na nie gotowa. A z Johnnym po prostu nie miałam innego wyjścia – wyznała Paradis po narodzinach ich córki Lily-Rose. Jej partner i rodzina stanęli na wysokości zadania. Depp był w swoim żywiole: przewijał niemowlę, śpiewał córeczce kołysanki, wstawał do niej w nocy. Aby jego partnerka nie miała poczucia, że jej zainteresowania przestały się liczyć, kupił Vanessie gitarę i nauczył ją grać, żeby mogła komponować w domu. Z tej sielanki narodziła się jej kolejna płyta „Bliss”, a Depp wyreżyserował jeden z promujących ją teledysków. Oboje wiedzieli, że chcą powiększyć rodzinę, więc trzy lata później przyszedł na świat ich syn Jack. Podobnie jak przy Lily-Rose Edward Nożycoręki przeciął pępowinę. Gdy Johnny kręcił kolejny film, Paradis uczyła się, jak żonglować karierą i opieką nad dziećmi. – To wyjątkowe szczęście, że pomagają mi rodzice i mam sztab innych osób, na których mogę polegać – powiedziała. – Jestem pełna podziwu dla kobiet, które muszą radzić sobie z tym same.

Równość, wolność, braterstwo dusz

Nie lubią się rozstawać, więc często podróżują. Vanessa twierdzi, że są w stanie przenieść rodzinny dom w każde miejsce na świecie, pod warunkiem że mają ze sobą wszystko, co im potrzebne do szczęścia – „czyli jakieś 40 walizek”. Ich bazą i prawdziwym domem jest jednak Paryż: tu wciąż mieszkają jej rodzice i siostra, tutaj mogą żyć bez obaw, że paparazzi nie pozwolą im wyjść do sklepu po mleko. W wolnych chwilach jeżdżą na swoją farmę na południu Francji, a kiedy nie mają ochoty na spotkanie żywej duszy – na swoją karaibską wyspę, którą nazywają żartobliwie „Fuck off Island”. – Dzielenie swojego życia z kimkolwiek nie jest łatwe. Ale jeśli uda ci się trafić na tę właściwą osobę i wypracować wspólną przestrzeń, to najpiękniejsza rzecz na świecie – uważa Vanessa.

Swoboda, którą Paradis i Depp dają sobie nawzajem, wydaje się podstawą ich sukcesów – i tych artystycznych, i w miłości. Mimo 12 lat razem nie sformalizowali związku. Depp powiedział kiedyś, że gdyby „jego dziewczyna”, jak mówi o Vanessie, chciała stanąć przed ołtarzem, stawiłby się przed nim w pięć minut. – Co rok dochodzą mnie plotki, że mamy się pobrać – skomentowała to niedawno piosenkarka. – Ale ja nigdy nie czułam takiej potrzeby – jesteśmy przecież małżeństwem, choć bez papierka, bo mamy razem dzieci. Johnny wie, że należę tylko do niego. Podoba mi się romantyzm, który wiąże się ze ślubem, ale idea tej imprezy trochę mnie przeraża.

Jedno wspiera drugie w zawodowych wyborach, szanują wzajemne decyzje. Paradis nie kryje, że to Johnny jest pierwszą instancją, do której zwraca się o radę: czy to w ocenie przysłanego do czytania scenariusza, czy w wypadku dylematów związanych z produkcją muzyczną. Kilkakrotnie współpracowali przy jej teledyskach, ale perspektywa zagrania razem w filmie do tej pory nie wydawała im się atrakcyjna. Paradis twierdzi, że ich praca i tak funduje im emocjonalną karuzelę, więc nie ma potrzeby przenosić jej do domu. Depp do niedawna się z tym zgadzał: – Dziwnie czułbym się, kłamiąc mojej dziewczynie w oczy w biały dzień…

Ich jedyna dotąd próba to nigdy niezrealizowany film Terry’ego Gilliama o Don Kichocie. Wygląda jednak na to, że teraz przemogli i fatum, i lęk przed stanięciem razem przed kamerą. Johnny potwierdził niedawno swój udział w filmie „American Lover” o romansie pisarki i feministki Simone de Beauvoir z pisarzem Nelsonem Algrenem. Rolę Simone ma zagrać Vanessa. Zdjęcia prawdopodobnie rozpoczną się jeszcze w tym roku.

Dawno już pogodzili się z tym, że każde potrzebuje przestrzeni do swobodnych działań – czy będzie to nagrywanie płyty, czy kilka długich tygodni na planie filmowym. Czas spędzony osobno nadrabiają zacisznym życiem rodzinnym.

– Nie chodzimy na wszystkie te branżowe imprezy, na które nie musimy, zwłaszcza że ja szczególnie nie lubię paradować po czerwonych dywanach. Czuję się na nich strasznie mała – wyznaje muza Karla Lagerfelda. Ich pomysł na wymarzony weekend to pustelnia gdzieś w Szampanii. Albo wieczór w domu, na kanapie, kiedy dzieci już poszły spać. Normalne życie. Normalne, czyli najlepsze.