Papcio Chmiel: Nie wierzę w życie pozagrobowe

Fot. Tomasz Kin

Ojciec kultowego komiksu „Tytus, Romek i A’Tomek”, czyli Papcio Chmiel, kończy 89 lat. Nam mówi o tym, jak patrzy na swoje życie wstecz i o czym marzy.
Jest Pan najstarszym człowiekiem, jakiego znam, 7 czerwca kończy Pan 89 lat. Zastanawiał się Pan już nad tym, co dalej?

Na pewno definitywnie zakończę życie publiczne i przestanę rysować Tytusa. Trzy lata temu wydałem album „Tytus Romek i A’Tomek w Powstaniu Warszawskim”. Zamieściłem w nim oświadczenie, że jest to ostatni, jaki w życiu stworzyłem, na zakończenie mojej pracy jako grafika. Oczywiście nie był to komiks jaki rysowałem przez całe życie, tylko bardziej kolekcjonerski zbiór rysunków, w którym mogłem namalować wreszcie większe obrazki. Minął kolejny rok i umysł zrobił mi nie lada niespodziankę – nie wysiadł. Co prawda lewym okiem praktycznie nie widzę, ale prawe jest zdrowe, a poza tym nie trzęsie mi się ręka jak innym kolegom.

zww

Tylko teraz elektroniczne wydanie całego rocznika 2015 magazynów Zwierciadło i Sens 85% taniej.
Kup TUTAJ!


Stąd kolejne albumy „Tytus Romek i A’Tomek Bitwa Warszawska”, „Grunwald” i ostatni jaki właśnie skończyłem – „Tytus Romek i A’Tomek w Odsieczy Wiedeńskiej w wyobraźni Papcia Chmiela”. Dopieszczam jeszcze boczne teksty. Jestem z niego zadowolony, jest bowiem najładniejszy kolorystycznie. Jednak w samym procesie tworzenia była to rzecz najtrudniejsza, bo musiałem przyswoić masę dat, które ustawiły chronologię całej akcji, poza tym w treści muszę uważać, żeby nie obrazić uczuć religijnych katolików i muzułmanów. W niektórych scenach Sobieski woła „Bij zabij, Maryjo pomóż”, a w innych można znaleźć kawałki typu „Allah jest wielki – Allah akbar – zniszczymy chrześcijan”.

Pozwoliłem sobie na mały żart. Tytus ma wysadzić rawelin w Wiedniu. Dostał worek z prochem i w wykopanych przez Turków korytarzach ma się przedostać na miejsce. Pamiętając o swoich odrzutkach, w jakie był wyposażony w księdze VII, nie wysadza okopu, tylko wylatuje w powietrze. Lecąc nad Wiedniem, spotyka po drodze anioła i diabła chcących zabrać jego dyszę. Pojawia się problem, kto ma go chwycić. Przy okazji Tytus krytykuje anioła, że również powinien się unowocześnić, zdjąć skrzydła i założyć odrzutki. Czy to już moment krytyki? Ludzie przecież wierzą w anioły. ..

W tym wszystkim jeszcze Tytus i zastęp drużynowego A’Tomka.

Dokładnie, wszyscy znają ich charaktery. (śmiech)

Wydawnictwo błaga o kolejne albumy?

Nie. Od dawna nie rysuje nic na zamówienie. Działo się tak kilkadziesiąt lat temu, kiedy tworzyłem książeczkę V i VI. Wydawca wymyślał sobie temat, typu przepisy ruchu albo lot w kosmos, bo Związek Radziecki podbijał wówczas Wszechświat. Zwykle jednak rysowałem autorskie pomysły. To, co właśnie oglądasz na moim stole, to album, o którego istnieniu nie wie żaden wydawca. Dopiero, kiedy wszystko będzie gotowe, zostawię wiadomość, że znowu coś namalowałem i może wezmą to z rozpędu, bo te historie nieźle się sprzedają.

Co to znaczy nieźle?

Coś około 15 tysięcy. Całkiem nieźle. Choć kiedyś dobry nakład, to było dla mnie 500 tys.

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link