Teraz dopiero mi wolno

Gutek Film

Co jest dziś najważniejsze?

Czas spędzony z dziećmi lub z mężczyzną. Musimy tylko zdawać sobie sprawę, że druga osoba nie jest naszą własnością. Urodzenie dzieci to jedna z najwspanialszych chwil w życiu kobiety – ale dzieci przestają należeć do nas w dniu swoich narodzin. Stają się autonomicznym bytem, który musisz nauczyć się szanować. Podobnie jest z partnerem. Nic mnie nie zmusi do bycia z drugim człowiekiem, gdy tego nie chcę – ani małżeństwo, ani potomstwo, ani okoliczności. Pamiętajmy, że to działa w obie strony. Trzeba chcieć kochać, ryzykować, ale też szanować nawzajem swoją wolność, czas, różnice. Wtedy będziemy umieli docenić czyjąś obecność.

W 1997 roku została pani uhonorowana przez Amerykańską Akademię Filmową. Co daje Oscar?

Dopiero kiedy wróciłam do Francji z Oscarem, zaczęłam być traktowana jak gwiazda filmowa. To wyróżnienie było wspaniałą nagrodą, podziękowaniem za moją pracę przy filmie „Angielski pacjent”, ale jednocześnie deprymującym doświadczeniem. Nagle przestały liczyć się moje dokonania, a zaczęła – złota statuetka, sam fakt jej otrzymania, a nie to, czy mam coś jeszcze do powiedzenia i pokazania. Dla mnie aktorstwo łączyło się zawsze z ideą, chęcią niesienia jakiegoś przesłania. Nigdy nie chodziło o szastanie zarobionymi pieniędzmi czy pozowanie do sesji zdjęciowych. Kino wciąż mnie interesuje, ale tylko wtedy, gdy ma konkretny przekaz, społeczne lub obyczajowe podłoże. Film musi mieć jakąś ideę, twórca musi mieć odwagę, by zadawać pytania. I nie chodzi też o dawanie gotowych odpowiedzi, ale o to, by podawać w wątpliwość, analizować, kontestować rzeczywistość. Myślę, że to właśnie robi Szumowska.

Małgośka potrafi opowiadać historie dotyczące konkretnych osób, realnych problemów, określonych sytuacji. Jednocześnie konstruuje bardzo uniwersalne opowieści.

To bardzo ważne w kinie. Największe emocje odczuwam, gdy okazuje się, że film, nad którym pracuję, ma siłę oddziaływania na mnie. Ale nie na aktorkę Juliette Binoche, tylko na człowieka – kobietę, która ma bagaż doświadczeń na koncie, lepsze i gorsze dni, dwójkę dzieci, swoje nadzieje, swoje wspomnienia. Nie ma piękniejszej nagrody niż odkrycie, że filmowa historia łączy się z twoją prywatną, że są jakieś punkty wspólne. Mam nadzieję, że tak też będzie w przypadku kina Małgosi Szumowskiej.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »