Wywiad z Beatą Pawilkowską – Ja wolna i szczęśliwa

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

Tak, ale potem jakiś pan znowu będzie chciał mnie odprowadzić do domu…

Niekoniecznie. Jeżeli chcesz uśmiechem zwrócić na siebie uwagę – zwracasz. Jeśli uśmiechasz się, bo po prostu lubisz świat, ten dzień, tę chwilę – od razu to widać. Wtedy w zamian dostajesz to samo. Bo najważniejsze informacje o tobie znajdują się w twojej podświadomości. Niektórzy mówią, że nie można mieć z nią kontaktu, ale to nieprawda. Mówią tak, ponieważ boją się, że to, co tam znajdą, będzie złe albo brzydkie i nie będzie im się podobało. Strach powstrzymuje ich przed poznaniem prawdy. A przecież w podświadomości żyje twoje drugie „ja”. Twoje Wewnętrzne Dziecko, które – dopóki się z nim nie zaprzyjaźnisz – jest obce, przestraszone i w taki też pełen strachu sposób kieruje wszystkim, co robisz: twoimi myślami, słowami, decyzjami. Jeżeli nie oswoisz swojej podświadomości i nie zaprzyjaźnisz się z nią w sposób aktywny, czyli będziesz wysyłać do niej świadome komunikaty: „lubię cię”, „kocham cię”, „akceptuję cię” – podświadomość będzie cię prowadziła przez życie po bardzo wyboistych i krętych ścieżkach. Im więcej jest w niej ukrytego strachu, z którego nie zdajesz sobie sprawy, tym bardziej będziesz czuł się pokrzywdzony, rozczarowany i nieszczęśliwy.

Nie zawsze byłaś taką mądralą i swoją przyjaciółką…

Tak, było wprost przeciwnie. Nienawidziłam siebie i usiłowałam się za wszystko ukarać. I popełniałam wciąż ten sam błąd, czyli pozwalałam, żeby kierował mną podświadomy strach. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale żyłam w destrukcji, która prowadziła mnie w takie życiowe zakątki, gdzie co chwilę dostawałam po głowie. Obrywałam tak długo, aż w końcu dotarło do mnie, że to zły kierunek.

Droga jednak nie była ani krótka, ani łatwa.

Za to pouczająca. To najbardziej niesamowita podróż, jaką można sobie wyobrazić – w głąb własnej duszy. Do własnej podświadomości. Kiedy miałam 16 lat, zaczęłam ze sobą rozmawiać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jest fantastyczne narzędzie do poznania samego siebie. Brałam ołówek i tysiąc razy pisałam w zeszycie: „jestem wolna i silna”, co było wtedy dokładnym przeciwieństwem mnie. Ja tylko marzyłam, żeby taką być… A tak naprawdę byłam totalnie zagubiona i obca. A potem bardzo zbuntowana. Przychodziłam do klasy w piżamie albo kapeluszu zrobionym z nakładki na sedes. Wyrzucali mnie ze dzkoły. Zaczęłam palić papierosy, uciekałam z domu.

Punk’s not dead?

Ja byłam raczej hippie, nosiłam dużą złotą pacyfę, którą zrobiłam z koralików, sadziłam dęby, rozdawałam ludziom na ulicy róże. A jednocześnie piłam alkohol, paliłam, pociągały mnie narkotyki, bo cały czas próbowałam uciec od siebie. W końcu zaczęło do mnie docierać, że przyczyna wszystkiego znajduje się we mnie. Nie w świecie i nie w innych ludziach. U zarania każdego zdarzenia jest jakaś decyzja, nawet jeśli to jest decyzja o niepodejmowaniu decyzji. Złe wydarzenia są ich konsekwencją. A ja lubię myśleć. I zaczęłam się zastanawiać, jak to w ogóle jest możliwe, że robię coś, czego nie chcę zrobić, albo mówię coś, czego nie chcę powiedzieć. No, jak to jest możliwe?