fbpx

Wywiad z Beatą Pawilkowską – Ja wolna i szczęśliwa

Wywiad z Beatą Pawilkowską - Ja wolna i szczęśliwa
fot. Rafał Masłow

Najważniejsze jest to, by mieć odwagę usłyszeć swój wewnętrzny
głos, a potem pójść za nim. Koleżanki zakładały rodziny, a mnie
coś ciągnęło do dżungli… – Beata Pawlikowska z Hanką Halek
wyruszają w ciekawą podróż.

fot. Rafał Masłow

Łatwiej gubisz się na warszawskim placu Trzech Krzyży czy w amazońskiej dżungli?

Wiem, że w mieście zawsze zabłądzę, więc przestałam już się tym przejmować. Pamiętam, jak kiedyś w Hanoi przybyłam w umówione miejsce przed czasem i postanowiłam zrobić najprostszą sztukę pod słońcem. Pomyślałam, że pójdę ulicą prosto przez pół godziny, potem odwrócę się o 180 stopni i wrócę w takim samym czasie w to samo miejsce. I zabłądziłam! Naprawdę! Złapałam motocyklową taksówkę, pokazałam adres i kierowca wiózł mnie z powrotem 20 minut. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia. Ja po prostu tak mam. Lubię czasem zabłądzić. Ale dzięki temu odkrywam najbardziej nieprawdopodobne rzeczy, jakich nie ma na mapie ani w przewodniku.

Czyli warto błądzić, gubić się?

Tak, naprawdę! Kierowanie się mechaniczną nawigacją pozwala tylko trafić do wcześniej ustaloneg celu. A jeśli pozwolisz sobie kierować się instynktem i zabłądzisz, to znajdziesz to, o czego istnieniu nie miałeś pojęcia. Kiedyś myślałam, że dobry podróżnik to taki, który natychmiast dociera do celu, bo ma w sobie wbudowany GPS. Teraz myślę inaczej. Bo ja podróżuję właśnie po to, żeby przeżyć wszystko, co jest po drodze. A jeżeli jeszcze trafię do celu? Super! Po prostu idę przed siebie i życie zaczyna mnie prowadzić.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Twój najpiękniejszy „wybłądzony” skarb?

Wszystkie te malutkie wioski, gdzie ludzie żyją w całkowitym odseparowaniu od reszty świata. Bez elektryczności, bieżącej wody, pieniędzy, polityki i reklam. W tym roku wyruszyłam do Ameryki Południowej z zamiarem przepłynięcia z Wenezueli do Brazylii. Z Orinoko, przez Rio Negro, aż do Amazonki. Pomysł był szalony, bo na tych rzekach nie ma transportu publicznego i można liczyć tylko na to, że pojawi się łódź towarowa albo indiańskie czółno. Już na początku na towarowej łodzi z ładunkiem jedzenia dla kur trafiłam do maleńkiej wioski. I tam utknęłam. Przez cztery dni siedziałam nad brzegiem rzeki, czekając na jakąś łódź. Psy się drapały na piasku, a ludzie w rzece prali ubrania i myli garnki.

Jak porozumiewasz się z autochtonami?

Znam hiszpański, angielski, trochę portugalskiego i innych języków. Ale kiedy żaden język nie działa, to mówię po prostu po polsku. Naprawdę. Kiedy chcesz przekazać ważny komunikat, to przecież mówisz całym sobą! Dłońmi, oczami, całym ciałem. I wtedy – obojętnie, w jakim języku powiesz, że jesteś głodny – zostaniesz zrozumiany. Oczywiście, warto się uczyć języków obcych, ale zdarzają się sytuacje, kiedy ta znajomość nie wystarcza. Wtedy mów po polsku. I uśmiechaj się.

Czekając na ciebie, przeczytałam takie oto zdanie Agaty Bielik-Robson: „Kiedy w Polsce zapominam się i uśmiecham do spacerowiczów, patrzą na mnie jak na wariatkę”.

Mam zupełnie inne doświadczenia. Wyjdź na ulicę i uśmiechnij się. Idę o zakład, że 90 proc. osób odpowie ci uśmiechem.

fot. Rafał Masłow

Tak, ale potem jakiś pan znowu będzie chciał mnie odprowadzić do domu…

Niekoniecznie. Jeżeli chcesz uśmiechem zwrócić na siebie uwagę – zwracasz. Jeśli uśmiechasz się, bo po prostu lubisz świat, ten dzień, tę chwilę – od razu to widać. Wtedy w zamian dostajesz to samo. Bo najważniejsze informacje o tobie znajdują się w twojej podświadomości. Niektórzy mówią, że nie można mieć z nią kontaktu, ale to nieprawda. Mówią tak, ponieważ boją się, że to, co tam znajdą, będzie złe albo brzydkie i nie będzie im się podobało. Strach powstrzymuje ich przed poznaniem prawdy. A przecież w podświadomości żyje twoje drugie „ja”. Twoje Wewnętrzne Dziecko, które – dopóki się z nim nie zaprzyjaźnisz – jest obce, przestraszone i w taki też pełen strachu sposób kieruje wszystkim, co robisz: twoimi myślami, słowami, decyzjami. Jeżeli nie oswoisz swojej podświadomości i nie zaprzyjaźnisz się z nią w sposób aktywny, czyli będziesz wysyłać do niej świadome komunikaty: „lubię cię”, „kocham cię”, „akceptuję cię” – podświadomość będzie cię prowadziła przez życie po bardzo wyboistych i krętych ścieżkach. Im więcej jest w niej ukrytego strachu, z którego nie zdajesz sobie sprawy, tym bardziej będziesz czuł się pokrzywdzony, rozczarowany i nieszczęśliwy.

Nie zawsze byłaś taką mądralą i swoją przyjaciółką…

Tak, było wprost przeciwnie. Nienawidziłam siebie i usiłowałam się za wszystko ukarać. I popełniałam wciąż ten sam błąd, czyli pozwalałam, żeby kierował mną podświadomy strach. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale żyłam w destrukcji, która prowadziła mnie w takie życiowe zakątki, gdzie co chwilę dostawałam po głowie. Obrywałam tak długo, aż w końcu dotarło do mnie, że to zły kierunek.

Droga jednak nie była ani krótka, ani łatwa.

Za to pouczająca. To najbardziej niesamowita podróż, jaką można sobie wyobrazić – w głąb własnej duszy. Do własnej podświadomości. Kiedy miałam 16 lat, zaczęłam ze sobą rozmawiać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jest fantastyczne narzędzie do poznania samego siebie. Brałam ołówek i tysiąc razy pisałam w zeszycie: „jestem wolna i silna”, co było wtedy dokładnym przeciwieństwem mnie. Ja tylko marzyłam, żeby taką być… A tak naprawdę byłam totalnie zagubiona i obca. A potem bardzo zbuntowana. Przychodziłam do klasy w piżamie albo kapeluszu zrobionym z nakładki na sedes. Wyrzucali mnie ze dzkoły. Zaczęłam palić papierosy, uciekałam z domu.

Punk’s not dead?

Ja byłam raczej hippie, nosiłam dużą złotą pacyfę, którą zrobiłam z koralików, sadziłam dęby, rozdawałam ludziom na ulicy róże. A jednocześnie piłam alkohol, paliłam, pociągały mnie narkotyki, bo cały czas próbowałam uciec od siebie. W końcu zaczęło do mnie docierać, że przyczyna wszystkiego znajduje się we mnie. Nie w świecie i nie w innych ludziach. U zarania każdego zdarzenia jest jakaś decyzja, nawet jeśli to jest decyzja o niepodejmowaniu decyzji. Złe wydarzenia są ich konsekwencją. A ja lubię myśleć. I zaczęłam się zastanawiać, jak to w ogóle jest możliwe, że robię coś, czego nie chcę zrobić, albo mówię coś, czego nie chcę powiedzieć. No, jak to jest możliwe?

No jak?

Zaczęłam analizować zdarzenia i szukać prawdy. Dużo ze sobą rozmawiałam, pytałam i udzielałam sobie odpowiedzi. Byłam wobec siebie uczciwa i żądałam uczciwych odpowiedzi. Miałam chłopaka, ale tak naprawdę tylko udawałam, że z nim jestem. On dzwonił i mówił: „Znalazłem piękny domek nad jeziorem, wyjedźmy tam na weekend”. A moja pierwsza myśl: „Boże, jak się z tego wykręcić?!”. I jednocześnie druga myśl: „Dlaczego jesteś z nim, skoro wcale tego nie chcesz”. No, dlaczego?

fot. Rafał Masłow

A to był strach przed byciem samą?

Tak. Usiłowałam zachować pozory, ale prawda była prawdą, a ja mam wbudowaną w duszę uczciwość, która nie pozwala mi kłamać. Więc słyszę głos w myślach: „Powiedz mu po prostu, że nie chcesz z nim spędzić weekendu”. Ale wtedy co? On zapytałby, dlaczego i musiałabym powiedzieć prawdę: „tak naprawdę to ja nie lubię z tobą spędzać czasu”. Byłam w stanie się do tego przyznać przed sobą, ale bałam się, że sprawię mu tym przykrość. Ale już pojawia się w myślach następne pytanie: „Skoro tak naprawdę nie masz chęci z nim być, to czemu martwisz się, czy jemu będzie przykro?”. Uczciwość polega na tym, żeby przyznać się przed sobą do iluzji, nawet jeśli czujesz potrzebę ich tworzenia. Przyznać się, a potem znaleźć ich źródło. I to właśnie zrobiłam. Rozplątałam to w sobie, potem na nowo złożyłam wszystkie sznurki i zrozumiałam, o co tu naprawdę chodzi. I wtedy zaczęłam pisać książki o podświadomości, o ukrytych w nas kodach, o tym, jak znaleźć własne szczęście. Nie iluzję szczęścia, tylko najprawdziwszą prawdę.

Jesteś zatem kobietą szczęśliwą.

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Bo człowiek to więcej niż kobieta. Słowo „kobieta” od razu definiuje i sprawia, że dokonujesz w głowie pewnego ograniczenia i uprzedzenia. A na człowieka patrzysz jak na istotę, w której jest wszystko. Dlatego ja mówię o sobie, że jestem podróżnikiem. Mnie nie interesuje, czy w podróży jestem kobietą czy mężczyzną.

A zdarzają ci się, człowieku, momenty, gdy się czegoś boisz?

W niebezpiecznej sytuacji nie myślisz o tym, czy się boisz, czy nie, tylko co zrobić, żeby tę sytuację oswoić i poczuć się bezpiecznie. Gdy utknęłam wtedy nad rzeką w maleńkiej wiosce w Amazonii, czwartego wieczoru usłyszałam głosy. Biegnę, może jakaś łódka… I rzeczywiście, łódka, a przy niej stoją żołnierze Wenezuelskiej Gwardii Narodowej i coś naprawiają. Więc mówię: „Panowie, czekam od czterech dni, nie chcę tu zostać na zawsze, proszę, zabierzcie mnie ze sobą”. O świcie wsiadam do motorówki. Jest czterech żołnierzy z karabinami, żywa małpa i ja. Mieliśmy płynąć trzy godziny. Płynęliśmy dwanaście godzin, bo dwa razy zepsuł się silnik. I teraz, wyobraź sobie, gorący dzień, dżungla po obu stronach rzeki, nie ma zasięgu, nikt nie wie, że tam jestem. I czekam z czterema uzbrojonymi żołnierzami na pomoc.

I co czujesz?

Mam świadomość tego, że to jest niebezpieczna sytuacja. Jestem sama, z całym moim dobytkiem. Mam drogie aparaty fotograficzne, telefon, jest oczywiste, że mam gdzieś schowane pieniądze. Czekamy na brzegu dżungli, aż przypłynie ktoś z pomocą. Żołnierze mają broń. I jest ich czterech, a ja jedna. Ale nie myślę o tym. Staram się wyglądać na zajętą – uzupełniam notatki, czytam książkę. Przez 12 godzin nic nie jadłam, nie piłam i nie mogłam się załatwić. Ale żyję!

A jak to z tobą jest: wyjeżdżasz z Warszawy czy tylko tu wracasz ze świata?

Dokładnie pośrodku. Uwielbiam moje mieszkanie i moje życie tutaj. Potrzebuję spać 10 godzin. Codziennie budzę się około 6.15. Leżę sobie jeszcze chwilę i uśmiecham się. I myślę sobie: „o, dzisiaj jest poniedziałeczek”.

Beata Pawlikowska, podróżniczka, pisarka, autorka ponad 40 książek podróżniczych, coachingowych i językowych. Prowadzi audycję „Świat według Blondynki” w Radiu ZET. Organizuje egzotyczne wyprawy, na których jest też przewodnikiem. Więcej na: www.beatapawlikowska.com oraz facebook.com/BeataPawlikowska.

Czyli o ósmej wieczorem idziesz już spać?!

Tak. Taki mam rytm i nauczyłam się tego właśnie w amazońskiej dżungli. Rano wstaję, idę biegać, wracam, robię sok ze świeżych owoców, a potem siadam do komputera i zaczynam pisać kolejny rozdział mojej nowej książki. Uwielbiam to. Tak samo, jak być w podróży i przeżywać poranki wietnamskie, wenezuelskie czy afrykańskie pod Kilimandżaro. Tam wszystko jest nieoczekiwane. Tutaj mam stały rozkład dnia. I to mnie też zachwyca.

Jaki koszt trzeba ponieść za takie życie?

Od razu założyłaś, że ponoszę koszt. Tak jakby trzeba było zapłacić cenę za bycie szczęśliwym. Ja myślę inaczej. Moim zdaniem najważniejsze jest to, żeby mieć odwagę usłyszeć swój wewnętrzny głos, a potem pójść za nim. Ja to właśnie zrobiłam. Czasem wbrew całemu światu i inaczej niż wszyscy. Widziałam, co robią koleżanki: rodzina, kolejne dziecko, zmiana pracy, nowy kolor włosów. A mnie coś ciągnęło do dżungli. Do Ameryki Południowej, do Indian. I tam znalazłam coś najbardziej niezwykłego na świecie, coś takiego, co pozwoliło mi spojrzeć na naszą cywilizację z zupełnie innej perspektywy. Zawsze wybierałam to, czego pragnęłam tak bardzo, że wszystko inne stawało się nieważne. Rzuciłam studia, bo nie chciałam uczyć się na pamięć formułek jak w podstawówce. Nie założyłam rodziny, bo nigdy tego wystarczająco mocno nie pragnęłam.

Presja społeczna jest ogromna.

I co z tego? Każdy sam układa swoje życie, jak uważa za słuszne. Ja nie zmieniłabym niczego. Jestem jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Nie przejmuję się przesądami i uprzedzeniami. Mieszkam sama, a ludzie często myślą, że samotność to smutek i nieszczęście. Jest odwrotnie! Ludzie pakują się gorączkowo w związki, żeby uciec przed tym, co noszą w swojej podświadomości. Ja też uciekałam. A potem zatrzymałam się, wyłożyłam wszystko na stół, uporządkowałam sprawy w mojej duszy i dlatego jestem dzisiaj szczęśliwa. I będę tak samo szczęśliwa sama, jak i z kimś.

Przerzedziły się więc szeregi twoich przyjaciół?

Trudno. Nie robię już nic ze strachu, poczucia winy albo dla zachowania pozorów. Dopiero teraz widzę, ile dookoła jest iluzji i kłamstw, w które ludzie udają, że wierzą. Otwórz pisma kobiece i zobacz, ile jest w nich rad, jak uciec od tego, co cię zniewala – starości, suchej skóry, złego szefa i złego trawienia. Można odnieść wrażenie, że wszystko dookoła ciebie jest wbrew tobie. A przecież tak nie jest! Wszystko jest w doskonałej harmonii, jeżeli tylko znajdziesz w sobie odwagę bycia sobą. Nie chodzi o to, żeby wiecznie coś udawać. Chodzi o to, żeby znaleźć prawdę o sobie. Przyznać się do niej, nawet jeśli jest przykra. A potem zakasać rękawy i naprawić to, co jest w tobie leniwe, słabe i złe. Wiesz, co się wtedy dzieje? Wtedy przestajesz udawać, że jesteś silna i odważna. Wtedy po prostu jesteś silna i odważna.

A jakie masz plany na przykład na dzisiaj?

Dzisiaj jest niedziela, więc prowadzę audycję „Świat według Blondynki” w Radiu ZET i kocham to robić. Po programie pojadę do domu i ugotuję coś wegańskiego.

Czyli już nie jesz tarantul?

To zupełnie inna historia. W dżungli często nie ma nic innego do jedzenia, więc muszę jeść małpę albo węża. Ale jeśli mam wybór, to gotuję proste potrawy wegańskie, które sama wymyślam. Nasza cywilizacja stworzyła masowo produkowane jedzenie, które jest tanie i robione z dodatkiem chemicznych substancji. One nadają mu sztuczny smak, zapach i kształt. To dotyczy prawie wszystkich rzeczy, które kupujesz w sklepie: chleba, soków, mięsa, konserw i gotowych dań. Te chemiczne substancje są legalne, ale niektóre dopiero teraz zostają dokładnie zbadane i okazuje się, że wywołują nowotwory albo niszczą komórki w mózgu. Dlatego całkowicie wyłączyłam z menu produkty wysoko przetworzone. Nie piję alkoholu, bo wiem, jak działa na komórki w organizmie. Powoli i stopniowo tracisz umiejętność koncentracji, chęć do życia oraz zdolność racjonalnego myślenia i działania, osłabia się twój naturalny układ odpornościowy. Odkąd całkowicie zmieniłam mój sposób odżywiania, odkryłam, jak cudownie przez to może zmienić się życie.

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>