fbpx

Maria Callas – zbyt wrażliwa, zbyt dumna

Maria Callas - zbyt wrażliwa, zbyt dumna
Maria Callas była zawieszona pomiędzy skrajnościami: światowa sława, najbogatszy człowiek świata u boku, ale też ból, samotność i odrzucenie. (Fot. David Seymour/Forum)

Mówiono o niej „primadonna stulecia”. Nikt w historii opery nie śpiewał tak emocjonalnie i tak porywająco. Nie chodziło tylko o talent i głos, ale też o pełne samotności, skandali i odrzucenia życie. Dziś obchodzimy 43. rocznicę śmierci Marii Callas.

Wywołać śpiewem łzy, ból, zachwyt to wyzwanie i sztuka. Nie wystarczy talent i głos, potrzeba jeszcze emocji, dramatycznego zaplecza we własnym życiu, zrozumienia i przeżycia tragedii. Maria Callas miała to wszystko. Dotarła na sam szczyt, zyskała światową sławę, żyła u boku najbogatszego człowieka świata i doświadczyła ekstremalnego bólu, samotności i odrzucenia. „Urodziłam się zbyt dumna, zbyt wrażliwa, zbyt krucha” – powiedziała sama o sobie.

Tygrysica o boskiej skali

Georges Kalogeropoulos, farmaceuta, i Evangelia Dimitriadou pobrali się w 1916 roku w Atenach. Tam urodziło się dwoje ich dzieci, córka Iakinti i syn Vasilis. Evangelia pochodziła z zamożnej rodziny, życie u boku farmaceuty męczyło ją coraz bardziej. W 1923 roku Kalogeropoulosowie wyemigrowali do Nowego Jorku. I właśnie tam, po czterech miesiącach od przyjazdu, urodziła się Maria Anna Zofia Cecylia. Trudne do wypowiedzenia nazwisko Kalogeropoulos ojciec rodziny zmienił na Callas.

Matka była pierwszą osobą, która uznała, że Maria ma talent muzyczny. Niepocieszona własnym życiem pragnęła, by córka osiągnęła sam szczyt, wierzyła, że pisana jest jej wielka kariera i przekazała tę wiarę córce. Maria brała udział w konkursach muzycznych, często odnosząc sukcesy. Była nieśmiałą i raczej cichą dziewczynką, która swój wolny czas spędzała w samotności. Gdy rozpadło się małżeństwo jej rodziców, 13-letnia Maria wróciła do Grecji razem z mamą i mieszkała tam do 27. roku życia. Miała przedłużający się trądzik, którego przyczyny upatrywano w niezdrowej diecie serwowanej Marii przez matkę od najmłodszych lat. „Doszło do tego, że w porywie korpulencji ważyła 114 kg” – mówił w radiowej Jedynce Sławomir Pietras, wieloletni dyrektor teatrów operowych we Wrocławiu, w Łodzi, Poznaniu i Warszawie, który nazywał śpiewaczkę „tygrysicą o boskiej skali głosu”. Niektórzy uważali, że miała gotyckie podniebienie.

Callas uczyła się śpiewu w Konserwatorium Ateńskim u Elviry de Hidalgo. Miała wówczas sporą nadwagę, nosiła okulary, obgryzała paznokcie, a jej skóra pokryta była trądzikiem. „Zauważyłam tę dziewczynę czekającą na swoją kolejkę. Sam pomysł, że chce zostać śpiewaczką operową, wydał mi się komiczny (…), do chwili, kiedy zaczęła śpiewać. Oczywiście, jej technika wokalna pozostawiała wiele do życzenia, ale w głosie słychać było dramat wewnętrzny, mistrzostwo muzyczne i pewną indywidualność, która mnie głęboko poruszyła” – wspominała Hidalgo. Nie tylko uczyła jej pracy nad warsztatem wokalnym, dbała również o wizerunek śpiewaczki. Chciała, by jej uczennica zachowywała grację i elegancję na scenie i w życiu osobistym. To właśnie dzięki Hidalgo Maria zrobiła karierę we Włoszech.

Zrozumieć skrajności

W sierpniu 1941 roku po raz pierwszy zaśpiewała partię tytułową w „Tosce”. Miała wówczas 17 lat i momentalnie została jedną z czołowych śpiewaczek greckich. „Matka wypchnęła ją na scenę najprawdopodobniej z zachłanności. Całe życie Maria miała do niej pretensje o to, że dręczyła ją szykanami na temat jej tuszy i brzydoty” – powiedziała w wywiadzie Hanna Maria Giza, aktorka i dziennikarka. W dzieciństwie śpiewaczki wielu upatruje klucza do zrozumienia skrajności w jej życiu. Czuła, krucha, wrażliwa, łamiąca swoim głosem najbardziej opornych, z drugiej strony silna, perfekcyjna, skupiona, bezwzględna, wykorzystująca innych. „Callas była złośliwa i bezpośrednia. Mówiła do swoich słuchaczy: Pamiętajcie, że artyści oddają wam wszystko to, co mają, to zawód, który ociera się o ostateczność, o tragedię, pamiętajcie o tym w swoim małym, nudnym życiu, licząc wasze pieniądze” – wspominała Krystyna Janda, która wielokrotnie grała Callas, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Callas wykrzyczała do jednego ze swoich uczniów: „Nienawidzę słowa »grać«. Nie. Czuj! Bądź! Chcę uczucia! Chcę ciebie!”. Życie bez sztuki, muzyki, pasji nie miało dla niej sensu.

„Jeśli chcesz znaleźć równowagę, musisz doświadczyć i zrozumieć skrajności” – napisał Ashin Tejaniya w książce „Nie gardź skazami – one cię wyśmieją”. Być może właśnie im Callas zawdzięcza swój sukces. Utrata poczucia bezpieczeństwa, rozpad związku jej rodziców, częste migracje pomiędzy krajami i kontynentami. Z drugiej strony widzimy skupioną na pracy artystkę, bezkompromisową, oddaną sztuce, pełną pasji. Owe doświadczenia umożliwiały jej poruszanie się w trakcie wykonywania arii po całej gamie odczuć, nadawała słowom życie, inspirowała.

Kiedyś w Operze Ateńskiej, tuż przed wojną, musiała zastąpić chorą primadonnę w „Tosce” Giacoma Pucciniego. Podczas występu zauważyła kątem oka, że dyrektor opery, mąż chorej śpiewaczki, słucha jej z niezadowoloną miną, pełen dezaprobaty, że oto tak świetnie sobie radzi. W drugim akcie poszła za kulisy, uderzyła dyrektora w twarz i wróciła na scenę dalej śpiewać. Już wtedy wiedziała, że zostanie wielką artystką, postanowiła całkowicie poświęcić się muzyce.

W 1945 roku wróciła do Nowego Jorku, przywiozła ze sobą sukcesy zza oceanu i wiarę w swoje możliwości, ale w Ameryce musiała zacząć od nowa. Podczas przesłuchania do prestiżowej Metropolitan Opera dostała propozycję partii Leonory w „Fideliu” w wersji angielskiej oraz tytułową partię w „Madame Butterfly”. Callas nie chciała śpiewać opery niemieckiej w języku angielskim, a z racji tuszy nie zgodziła się na odgrywanie eterycznej Butterfly. Chciała wystąpić w roli Aidy lub Toski. „Pewnego dnia Metropolitan Opera będzie mnie prosić na kolanach, błagać, żebym zaśpiewała. Wtedy zaśpiewam to, co ja uznam za stosowne i nie zrobię tego za darmo” – powiedziała i miała rację. 7 grudnia 1951 roku zadebiutowała na najsłynniejszej i najbardziej prestiżowej scenie świata – mediolańskiej La Scali. Odnosiła kolejne sukcesy, detronizując ówczesną primadonnę Renatę Tebaldi.

Zakochałam się jak 18-latka

W Wenecji w 1957 roku Callas poznała Arystotelesa Onassisa, milionera. „Jego zainteresowanie Marią nie miało zresztą nic wspólnego z operą. Intrygowała go, rzecz jasna, jej sława. Kolekcjonował znajomości z wybitnymi osobami tak jak inni kolekcjonują dzieła sztuki – aby pokazać światu, jak bardzo jest bogaty i kulturalny” – napisała Anne Edwards w fenomenalnej, właśnie wydanej, biografii artystki. Każde z nich pozostawało w związku małżeńskim. Ona ze starszym o 30 lat miłośnikiem opery i włoskim przemysłowcem, Battistą Meneghiniegim, będącym również jej agentem, mentorem. On z młodszą o 25 lat Athiną Livanos, córką bogatego greckiego armatora. Callas i Arystoteles zostali kochankami, dla śpiewaczki była to miłość życia. „Onassis był ojcem, którego utraciła jako dziecko, ukochanym mężczyzną, którego szukała przez całe życie. O wiele bardziej niż publicznej aprobaty pragnęła jego dumy z tego, co ona mogła osiągnąć” – napisała biografka Callas. W 1960 roku urodziła jedyne dziecko, syna nazwanego Omero, który żył tylko dwie godziny. Kochankowie utrzymywali to w tajemnicy przez prawie 30 lat. Maria zdecydowała się opuścić męża, co w tamtych czasach stało się głośno omawianym skandalem obyczajowym. „Zakochałam się jak osiemnastolatka i nie wstydzę się tego wyznać. Świat plotkuje, że pokochałam Onassisa dla jego miliardów. Co za brednie! Zarabiam dosyć pieniędzy, by kupić sobie taki jacht jak „Christina”. Dlaczego go pokochałam? Bo to pierwszy mężczyzna, który mnie traktuje jak kobietę, a nie jak maszynkę do robienia pieniędzy” – wyznała w wywiadzie dla prasy. Callas pragnęła wyjść za Onassisa, ale nigdy do tego nie doszło, bo ten zadurzył się w księżnej Lee Radziwill, a w 1968 roku poślubił jej siostrę Jackie Kennedy, wdowę po prezydencie USA J.F. Keneddym.

Maria Callas - zbyt wrażliwa, zbyt dumna
Maria Callas i Arystoteles Onassis, 1959 rok. (Fot. Keystone/Forum)

Wielu uznaje miliardera za główną przyczynę śmierci Callas. Gdy zachorowała i nie mogła już śpiewać jak dawniej, podobno powiedział do niej: „Masz tylko fujarkę w krtani, która nie chce już wydać pięknego dźwięku, a poza tym jesteś nikim”. Jednak gdy i stan zdrowia Onassisa pogorszył się, opuścił Jacqueline, Amerykę i w 1975 roku dotarł do Paryża, by przy Marii Callas spędzić ostatnie dni swojego życia. Przyjęła go.

– Miała na swym koncie zaledwie 533 spektakle. To mało. Największe polskie divy mają po kilka tysięcy występów – mówił Pietras. Opuściła scenę w wieku 47 lat, to nie jest czas, w którym wybitny sopran rozważa emeryturę. Życie u boku Onassisa wyniszczało jej organizm, a w końcu doprowadziło do przedwczesnej śmierci. Umarła dwa lata po Arystotelesie, 16 września 1977 roku. Tego dnia służąca znalazła ją leżącą w drzwiach łazienki. Jej prochy rozsypano na Morzu Egejskim.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze