fbpx

Moc kobiecej solidarności. Rozmowa z terapeutką i autorką książek Karoliną Wilczyńską

Moc kobiecej solidarności. Rozmowa z terapeutką Karoliną Wilczyńską
(Fot. Agnieszka Kwiatkowska/materiały prasowe)

Karolina Wilczyńska jest nie tylko jedną z najchętniej czytanych pisarek w Polsce, ale także terapeutką, która przez lata pomagała swoim pacjentkom w walce ze stresem i demonami dnia codziennego. Dziś niesie tę pomoc dzięki swoim powieściom. W jaki sposób? Przekonajcie się same!

Bohaterki Twojej serii „Rok na Kwiatowej” wierzą w moc kobiecej solidarności i pomocy. A jak jest z Tobą, uważasz, że współczesne kobiety się wspierają?
Niestety, różnie z tym bywa. Czasami, gdy widzę, co kobiety potrafią zrobić, aby dokuczyć nielubianej koleżance, myślę sobie, że gdyby włożyły równie wiele wysiłku w pomoc, to efekty byłyby naprawdę spektakularne. Mimo to wciąż w tę kobiecą solidarność wierzę, bo obserwuję mnóstwo jej przykładów. My, kobiety, mamy wielką moc i ogromną siłę, więc namawiam do wykorzystania jej, by wzajemnie się wspierać, zamiast ze sobą walczyć.

Danuta, główna bohaterka książki W kolorze wrzosu”, nie umie o tę pomoc poprosić. Chyba najtrudniej nam się przyznać, że potrzebujemy drugiego człowieka?
Tak, to niełatwe. I mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia, bo sama często mam z tym problem. Jak chyba większość kobiet. To trochę uwarunkowane kulturowo – polskie kobiety musiały dawać sobie radę, bo często brakowało przy ich boku mężczyzn, którzy walczyli na wojnach. Poza tym kobiety czują społeczną presję bycia dobrymi córkami, matkami, żonami, partnerkami. Trochę tu brak miejsca na słabość, prawda? Tymczasem nie ma nic złego w poproszeniu o pomoc. I co ciekawe, zwykle to wsparcie dostajemy. Uczmy się więc nie wstydzić gorszych chwil, to nic złego.

W serii występują również mężczyźni – jakimi są postaciami, jakie im przypisujesz role w swoich książkach?
Dokładnie taką samą, jaką pełnią w życiu. Kobiety i mężczyźni współistnieją, są równie ważni. I oczywiście są różni – dobrzy i źli, sympatyczni i antypatyczni, zmieniają się pod wpływem tego, co ich spotyka. I płeć nie ma tu znaczenia. Może kobiety w moich powieściach wysuwają się na pierwszy plan, ale to dlatego, że o nich i dla nich głównie piszę. I kobiece emocje są mi bliskie, w końcu sama jestem jedną z nich.

Masz stały kontakt ze swoimi czytelniczkami, organizujesz spotkania live, rozmawiacie w mediach społecznościowych – zapewne dobrze je znasz. Czy w nich też drzemie taka siła, jak w Twoich bohaterkach?
O, tak! Wiele z nich poznałam osobiście, stały się moimi dobrymi znajomymi, koleżankami, a nawet przyjaciółkami. Cieszę się z zaufania, jakim mnie obdarzają, bo poznaję ich niesamowite historie i z podziwem słucham, jak radzą sobie z przeciwnościami losu. Często też mnie inspirują. Zresztą efekty tych kontaktów i naszej więzi czytelnicy będą mogli poznać już niedługo. Więcej nie powiem, bo to na razie tajemnica, ale będzie niezwykle interesująco i inspirująco, zapewniam.

Która z bohaterek Twojej serii „Rok na Kwiatowej” poradziłaby sobie najlepiej w tych trudnych czasach izolacji i dlaczego?
Myślę, że każda na swój sposób dałaby sobie radę i znalazła własny sposób na trudny czas. Bohaterki (i bohater) tego cyklu są różni, dokładnie tak samo, jak każdy z nas. Nie ma jednej recepty na trudne chwile, ale jestem pewna, że jest wspólna rzecz, która pomaga każdemu – świadomość, że są gdzieś ludzie, których lubimy i którzy nas lubią. Tak jest na Kwiatowej i tak jest w życiu.

Już drugi sezon możemy podglądać życie sąsiedzkie na Kwiatowej. Skąd pomysł na osadzenie akcji w tak „zwyczajnym” miejscu jak blok?
To nie kamienica ani blok, ale apartamentowiec w centrum Kielc. Wybór miasta jest dość oczywisty – chciałam pokazać czytelnikom miejsce, w którym mieszkam, opowiedzieć o ulicach, którymi chodzę, kieleckim parku, Dolinie Silnicy. Jestem lokalną patriotką i już. A dlaczego takie miejsce? Cóż, ten apartamentowiec istnieje naprawdę. Widziałam, jak go budowano, i często zastanawiałam się, kto w nim zamieszka. A potem pomyślałam, że mogę przecież „wprowadzić” do niego moich bohaterów. I tak zostało.

Jak układają się relacje sąsiedzkie Karoliny Wilczyńskiej jako pisarki? Czy w Twojej okolicy sąsiedzi wspierają się, pomagają sobie wzajemnie?
Mam same dobre doświadczenia sąsiedzkie. W domu, gdzie mieszkałam w dzieciństwie, wszyscy się znali, dzieci się przyjaźniły. Te przyjaźnie zostały do dziś, choć mieszkamy już zupełnie gdzie indziej. Sąsiedzi mamy byli dla niej i dla mnie wsparciem w wielu trudnych chwilach. Podobnie było w bloku, gdzie mieszkali moi dziadkowie – sąsiadów traktowałam jak rodzinę i gdy najstarsze pokolenie odchodziło, każde pożegnanie było smutne, jakby zabrakło kogoś bliskiego. Z nostalgią wspominam czas, gdy sąsiadka nalewała kompot wszystkim dzieciom, które razem się bawiły, bez względu na to, czy były jej pociechami, czy sąsiadów.

Wiemy, że masz przed sobą nowy projekt, w którym dużą rolę odegrają Twoje czytelniczki. Czy możesz zdradzić nam coś więcej?
Już o tym wcześniej wspomniałam. Nie chciałabym za wiele zdradzić, ale mogę powiedzieć, że mam za sobą już pierwsze działania mające na celu jego realizację. Kochane Jagodzianki – bo tak się nazwały moje czytelniczki – wsparły mnie przy tworzeniu świątecznego tomu z cyklu „Stacja Jagodno”. Podzieliły się swoimi pasjami i pomogły w akcji charytatywnej na rzecz naszych przyjaciół. To było cudowne doświadczenie! Teraz także przygotowujemy coś specjalnego, coś, czego jeszcze nie było. Już jesienią projekt ujrzy światło dzienne, ale na razie więcej nie powiem.

Moc kobiecej solidarności. Rozmowa z terapeutką Karoliną Wilczyńską
Na zdjęciu Karolina Wilczyńska (Fot. materiały prasowe)
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>