fbpx

Art Garfunkel, The Singer – recenzja

The Singer, Garfunkel
mat. prasowe

Przekleństwo. Bo jak to brzmi: „połowa duetu Simon & Garfunkel”? A przecież nie koniec na tym.

The Singer, Garfunkel
mat. prasowe

To Paul Simon pisał wszystkie piosenki – słowa i muzykę. To Simon grał na gitarze, Garfunkel opowiadał w wywiadach, że nie wie, co zrobić z rękami. Garfunkel miał tylko… piękny głos. A nawet nie tyle piękny, co pięknie stapiający się z głosem Simona. I wielkie, wielkie kompleksy wobec kolegi, z którym śpiewali od czasów szkolnych. Po rozpadzie popularnego duetu Paul Simon zrobił fenomenalną karierę, porównywalną jedynie z karierami Lennona i McCartneya po rozpadzie The Beatles, albo Stinga po odejściu z The Police. Pod wieloma względami przewyższył wcześniejsze osiągnięcia, a był okres, kiedy Simon & Garfunkel konkurowali tylko z Wielką Czwórką. A co miał robić Garfunkel? Śpiewać. No to śpiewał. Potwierdzając wszystkie po kolei zarzuty Simona, którymi ten tłumaczył zakończenie współpracy: Garfunkel jest miękki, mdły i ma tendencję do nazbyt landrynkowej muzyki. Głos jednak pozostał. A i na muzykę Arta Garfunkela można obecnie spojrzeć z większą wyrozumiałością.

To, co na tle drapieżnych lat 70. brzmiało „landrynkowo”, dzisiaj prezentuje się jak dobrze zrobiony pop. Bardzo dobrze zrobiony. W tym wyborze znalazły się najbardziej dla Garfunkela reprezentatywne utwory z repertuaru dueto, ze słynnym „Bridge Over The Troubled Water” na czele. Jest „The Sound Of Silence”, a także – spopularyzowana przez film „Absolwent” – piękna, staroangielska ballada „Scarborough Fair/Canticle”. Ale jest też znacznie późniejszy duet z Simonem w znakomitej piosence tego ostatniego „My Little Town”. Jest absolutnie uroczy triumwirat Simon/Garfunkel i James Taylor w hicie „(What A) Wonderful World”. Solowe lata Arta Garfunkela znaczone są współpracą z takimi artystami jak Jimmy Webb, Nicky Hopkins, Eric Weissberg czy Michael Brecker. Przyniosły one przeboje: „All I Know”, „Breakaway”, „I Only Have Eyes For You”. I słucha się ich dzisiaj tak przyjemnie, że można przez chwilę zapomnieć, kto je śpiewa. Zdarzają się nam wieczory, kiedy można to uznać za zaletę. Ten album to odpowiedni soundtrack.

Art Garfunkel, „The Singer”, Columbia/Legacy

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze