fbpx

Best of Bond… James Bond, 50 Years-50 tracks – recenzja

BEST OF BOND… JAMES BOND - recenzja
mat. prasowe

Na kinowych ekranach niedawno królował znowu James Bond w filmie „Skyfall”, który jest nie tylko dwudziestą trzecią odsłoną przygód agenta 007, lecz jednocześnie odcinkiem ukazującym się w pięćdziesiątą rocznicę pierwszego (a był nim „Doktor No” z 1962 roku).

BEST OF BOND… JAMES BOND - recenzja
mat. prasowe

Doskonała to okazja, aby przypomnieć muzykę i piosenki z całej serii, tak więc dostajemy… „50 nagrań na 50 lat”. Nie sposób dziś zaprzeczyć, że oryginalna ścieżka dźwiękowa, dzieło Monty’ego Normana („James Bond Theme”) to absolutna klasyka – nagranie otwiera ten dwupłytowy album w wykonaniu The John Barry Orchestra. Osobnym tematem są piosenki. W każdym filmie serii były utworami premierowymi, niektóre z nich stały się muzycznymi przebojami. Zebrano je tu wszystkie. Najpierw dawne, a wśród nich takie hity jak „Goldfinger” (Shirley Bassey, która zresztą jest tu rekordzistką – śpiewała aż w trzech Bondach), „Thunderball” (Tom Jones), rockowy „Live And Let Die” (Paul McCartney&Wings) i cudownie zmysłowy „Nobod yDoes It Better” (Carly Simon). Nie najgorzej wypada współczesny soundtrack w wykonaniu artystów starszego pokolenia, jak Tina Turner („Golden Eye”), a nawet Madonna („Die Another Day”). Rozczarowują najlepsi nawet młodzi, jakby to nie była ich bajka, np. Jack White & AliciaKeys („Another Day To Die”). Imponujące jest jednak to, jak seria filmowa stworzyła równie ponadczasowy kanon muzyki. I ten album to ukazuje.

„Best of Bond… James Bond, 50 Years – 50 Tracks”, Capitol/MGM (2 CD)