Piotr Orzechowski: Chuligańskie solo

Fot. Rafał Masłow

Z pasją, bez zegarka

Zaraz znowu jedzie do Szwajcarii. Nagrywać swoją pierwszą płytę. To jedna z nagród za wygraną w Montreux. Obok dziesięciu tysięcy franków i zegarka sponsorującej imprezę firmy Parmigiani, który sam w sobie jest sporo wart, ale Piotrek go nie nosi. Za duży, za ciężki, stylistycznie też mu nie pasuje.

Spotykamy się tuż przed koncertem w warszawskim Tygmoncie. Z zespołem High Definition Piotrek jeździ nie tylko po Polsce, pokonują potężne odległości należącym do jednego z chłopaków kombi. Stawki są niewysokie, ale zbierają doświadczenia. Są kluby nieprzygotowane do ich koncertów, ale bywa, że atmosfera jest świetna, a sale pełne. O Piotrku sporo ostatnio słychać. Chciałby mile ludzi zaskoczyć. Mówi, że daje z siebie coś bardzo osobistego. Ma nadzieję, że to się czuje.

Piotr Orzechowski, rocznik 1990. Wśród nagród, które zdobył, najważniejszą jest wygrana na festiwalu w Montreaux, imprezie, która przez prawie pięć dekad istnienia gościła takie sławy, jak Nina Simone czy Ella Fitzgerald. Piotrek ma też na koncie m.in. pierwsze miejsce w kategorii: Debiut 2011 w rankingu portalu Jazzarium.pl.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »